Jeden z niewielu wieczorów w domu, kiedy człowiek ma czas dla siebie; na przejrzenie zdjęć zrobionych w czasach, gdy papier Fuji wypierał Kodaka, na przetarcie półek specjalnym płynem, co dziwnie kręci w nosie i uporządkowanie płyt winylowych kurzących się w wyblakłym kartonie, który dawno temu miał koloru różu weneckiego. Próbowałem właśnie wyprostować róg czarno-białej, kartonowej koperty z napisem Młynarski w Ateneum ‘86, kiedy nagle wiatr skrzypnął oknem, przewracając stojącego na parapecie storczyka. Wzdrygnąłem się a winylowy krążek wyturlał się z opakowania na podłogę. Doszedł mnie stłumiony jęk. Podniosłem płytę z niepokojem i obejrzałem uważnie. Była cała, wydawało się jednak, że ścieżki tłoczone w czarnym tworzywie drżą jeszcze. Przyłożyłem ucho…
Szanowni państwo jękli, gdy się ugła płyta
Lotniska, po którym miał był kroczyć On
Cóż za wizyta! Yes, we can. Come on!
Szanowni państwo, długo szlifowali zręby
Państwowości nie na dar-
Ów komunikat tak chcieliby wchłonąć:
If there is anyone out there
I am with you today
And I shall be with you tomorrow!
Szanowni państwo, jakiż to być mógł tryptyk
Jakiż mógł tu zajść paralelizm syntaktyczny
I fornalskie jagody perliłaby śloza
Mogła być wizyta, jest [---]*
Szanownemu państwu streszczać nikt nie musi
Oto, jak radzić sobie, gdy nam czego mało
Jak już nie zaciskać zębów na żył splotach
Oto jedyna metoda
Na dietę tłustą – wizyta zastępcza


Komentarze
Pokaż komentarze (10)