Sponsorowany przez Gazprom Zenit Petersburg wygrał dziś mecz z Manchesterem, a gruziński ciężarowiec Kasabiev nie wywalczył medalu w Pekinie, co jest kolejnym dowodem na to, że świat nie jest sprawiedliwy. Ponoć wedle starej, irańskiej legendy zło i dobro to bracia bliźniacy (uprzejmie proszę bez skojarzeń), których zrodził dwupłciowy bóg Zerwan. Biali synowie chrześcijaństwa często podświadomie ulegają tej starożytnej herezji głosząc, że to szatan (a więc zły bliźniak) coś sprawił, za nic mając wolną wolę, którą przecież dał nam Pan. Być może jednak, powinniśmy na momencik pokłonić się starym irańskim wierzeniom, gdyż zaiste, trudno sobie wyobrazić, by zwykły śmiertelnik mógł pokonać drużynę boskiego sir Alexa. Ten znakomity trener, który w Lidze Mistrzów osiągnął prawie tyle co Clarence Seedorf, znany jest ze swych umiejętności trenerskich i wychowawczych. Owszem, wróble na dachu ćwierkają, że „Alex – suszarka” zwyciężał, bo w końcu raz na te kilkanaście prób, wyszedł mu jakiś transfer, ale jak mawia inna prawda życiowa: szczęście sprzyja lepszym, chyba że nie wygramy. Wtedy bowiem to tylko głupi ma szczęście.
Jednym z wychowanków sir Alexa jest niejaki Paul Scholes, który strzelając bramki rękoma (Wembley pamiętamy – kajakarstwem pomścimy) wciąż skłania się ku siatkówce, zapominając, że do historii przeszła tylko jedna ręka Boga (Cyrankiewicza złośliwe pomijam). Zresztą na Jowisza, Pan Bóg białych chrześcijan przecież nie może być rudy! Drugim ulubieńcem jest Roy Keane, który pisał jak celowo łamał rywalom stopę, a trzecim Eric Cantona próbujący swych sił i w teatrze (nie chodzi tylko o Old Trafford) i na twarzy pewnego kibica.
Samo dobro (skoro Zenit to czyste zło) nie potrafiło jednak dziś sobie poradzić bez swojego ulubionego chłopca, choć świat, jak rzadko kiedy, potrzebuje dziś wyraźnego gestu, kto tu jest u siebie i kto gęsi Waregom pasał.Niestety uśmiech na zarośniętej twarzy Abramowicza (ech, znów te Żydy) i Dicka Advocata (ech, znów te sprośne papugi ) mówi o dzisiejszej sytuacji więcej niż tyrady posła Nowaka z ministrem Kownackim.
I chyba tylko duma Madrytu może uratować honor Europy, wszak nie z takimi Lyonami, Romami tudzież innymi, przez ostatnie cztery lata, w Lidze Mistrzów, sobie radziła.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)