Gdyby tak chyłkiem, znienacka, a nawet całkiem ostentacyjnie i z wielką pompą, spytać polskiego patriotę, co jest dla ojczyzny poświęceniem największym, ten rozdziewając japę rzekłby zapewne, że śmierć – to jest to dobro największe. Zaraz, rzecz jasna, kłapnąłby dziobem, że tak kocha Polskę, iż sam, bez wahania, swe życie na szalę by rzucił. Jednocześnie ten sam patriota pytany czemu nie płaci podatków, hardo odrzeknie, że nie będzie na złodziejskie Państwo haraczu płacił. I właśnie nie tyle „haracz”, tudzież „złodziejstwo”, a właśnie pojęcie „Państwa” jest największym semantycznym szwindlem naszego, dobrego polskiego patrioty. Szwindlem i klajstrowaniem moralnym, gdyż skutecznie uwalnia go od wyrzutów sumienia, że swoją de facto Polskę ma w poważaniu. W zdecydowanej bowiem większości owe Państwo, co bierze haracz, to właśnie Polska, która by jakoś oddychać, musi mieć za co, wszak w przyrodzie darmowe obiady nie występują.
Owszem, bywały sytuacje gdy istniała Polska, a nie istniało państwo (zabory) lub odwrotnie – było państwo, ale nie ma Polski (Lwów, Wilno). Jednakże na dzień dzisiejszy ziemię Polskie w ogromnej mierze, geograficznie się z Polską pokrywają, toteż XIX wieczny rozdźwięk, nam w rozważaniach nie mąci. Gdyby nawet założyć, że nie wszystkie opłaty to opłaty Polsce potrzebne (kadra urzędnicza), to i ta gro ciężaru podatkowego dotyczy Polski. Czy budowa historycznego muzeum nie służy Polsce? Czy nie służą jej oczyszczalnie ścieków, autostrady, nowe śmigłowce odrestaurowane kamienice? Czy nie służą jej filmy wojenne i ambitna literatura? A jakże, wszystko to służy Polsce i wszystko to Polska pobiera sobie w podatkach. Tymczasem polscy patrioci dokonują w swej głowie pokrętnej dość operacji, w myśl której finansowanie, dajmy na to kultury polskiej, ma być finansowaniem jakiegoś wirtualnego Państwa, a nie ich ukochanej Ojczyzny. Mimo iż to właśnie owa Polska, a nie Państwo (które jak Yeti niby jest, a nikt go nie widział) korzysta obficie z podatkowych owoców i owe skuteczne bądź nie korzystanie jest przedmiotem zewnętrznej oceny. We wszelkich rankingach, ratingach, tudzież ankietach, Polska występuję, a nie organ podatkowy, czy też Główny Inspektorat Celny. Smaczku owej operacji na patriotycznych zwojach dodaje kolejny semantyczny potworek, a więc polska racja stanu, która w zestawieniu z obrzydzeniem do Państwa, skutkuje tym, że na Państwo płacimy minimum, a jak już Państwo upadnie, to się wtedy z bagnetem na wroga rzucimy, by umrzeć, rzecz jasna, … za Polskę.


Komentarze
Pokaż komentarze (34)