I ja również zapragnąłem skreślić parę zdań o Izraelu, wszak teraz chyba tak trzeba, skoro wszyscy piszą, to i ja chciałem, dobry bloger nie może milczeć, dobry bloger znać się musi na wszystkim. Zwłaszcza, że, co prawda z trudem, ale jednak, z bożą pomocą wikipedii, jestem w stanie wymienić około 10 izraelskich polityków, wiem gdzie leży Gaza, a nawet Tel Awiw i czasami przy kawce podczytuje Gazetę Wyborczą. Również i do pisania o Izraelu jestem więc niejako predysponowany, dałem radę machnąć wizję Polski na lata, dam radę i obrobić Hamas, a gdyby była taka potrzeba mogę też napisać coś o globalnym ociepleniu, ewolucji, sadzeniu pomidorów lub błędach interpersonalnych w komunikacji miejskiej. Słowem jako człowiek Oświecenia i produkt polskiej edukacji okresu Przełomu, znam się na tym, o czym piszę, a piszę o wszystkim.
Problem jednak w tym, że nie wiem, jaką przyjąć strategię i w jakim, że tak powiem, duchu wyrazić swoje poglądy, tak by zadowolić czytelników. Bo czytelnicy są przecież dla mnie najważniejsi. Na prawicowego blogera brakuje mi taktu i intelektu, nie mówiąc o wychowaniu i dość popularnej kwestii smaku. Zostaje więc bycie uczciwym lewicowcem, a więc lewicowcem, który albo wierzy w Maryję Królową Polski, albo nie wierząc, Jej królowanie uznaje, gejom pozwala się ze sobą prowadzać, ale w piwnicy, a o prawach człowieka krzyczy, byle nie za głośno, no chyba że idzie o prześladowanie przez Adama Michnika. Słowem mając takie do bólu, powiedzmy Obywatelskie poglądy, przychodzi mi pisać o Izraelu, ale uczciwość jak, to uczciwość nowymi zaskakuje wątpliwościami. Czy być psem łańcuchowym syjonizmu a la Eli Barbur, robić Żydkom dobrze, nadawać na Arabusów, co lada moment zniewolą białe kobiety, i bronić Izraela, który, rzecz jasna, przez przypadek stosuje odpowiedzialność zbiorową? Czy może odwrotnie, i bronić Arabusów przed nazistowskim Izraelem, cieszyć się, że tylu spadkobierców polskich kamienic, dostaje za swoje i okupacja kończy się krwawo? Słowem, co robić by być uczciwym i jednocześnie kategorycznym w swych sądach, bo inaczej się czytelnik obrazi, on lubi na stole mieć proste danie, które na raz zjada, byle je dobrze popierzyć? Lepiej chyba temat zostawić, co prawda Ojciec Święty, błaga o pokój, ale jednocześnie w Oświęcimiu bronił przecież kapusiów i przed Żydami klękał, nie można Niemcom wierzyć, zwłaszcza jak na tronie. Gdyby tak, choć ułamek wysiłku, jaki wkłada Hierarcha w słuszną obronę pokoju, pedofilów i instytucje rodziny, włożył w szerzenie miłości naturalnych metod poczęcia, może i coś by było, a na pewno mniej dzieci z probówki, przez co świat na pewno byłby szczęśliwszy, a zwłaszcza bezdzietni rodzice (któż, bowiem umyślnie chce żyć w grzechu morderstwa).
Zostawiam więc temat Izraela, a być może na chwil parę będę musiał zostawić i słodką Ojczyznę, oto pomnik zamierzają stawiać Haiderowi, nie wiem czy na uroczystości się wybrać z flaszką, czy może już na lekkim rauszu, temat to do blogowania łatwy i dosyć przyjemny, wystarczy najpierw zwyzywać Zientarskiego, że jeździ jak kretyn, by potem smuć rozważania o spisku na życie Jörga Haidera.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)