Wiele dobrego tuż po Wigilii dowiedziały się o sobie bezdzietne pary, które po latach starań o dziecko, całą nadzieję pokładają w metodzie in vitro. Oprócz tego, że są niegodziwcami, czy wręcz mordercami, dowiedzieli się również, choćby od posła Poncyliusza, że dzisiaj dzieci do adopcji w Polsce nie brakuje. To jest kwestia tylko tego, czy ktoś naprawdę chce mieć dziecko, pokochać je, takie jak jest, czy też wyprodukować swoje potomstwo. Tak więc bezdzietni, w istocie są zakłamani, tak naprawdę dziecka mieć nie chcą, nie kochają go takie jakie one jest, tylko chcą dzieci produkować. Czy poseł Poncyliusz równie surowy jest w stosunku do kolegi Gosiewskiego Edgara, czy każe mu wrócić do pierwszej żony, nie wiem, tak jak nie wiem czy każe Panu Prezesowi wymienić kota na dzieciątko z domu dziecka. Wszak Pan prezes Kaczyński musi chcieć mieć dzieci, bo inaczej, za przykładem Tomasza Terlikowskiego, trzeba by po prostu nazwać go popaprańcem. Tak czy inaczej, swego czasu hurtowo mordujący nienarodzonych, poseł Bogdan Piecha, musi być u Poncyliusza w niezwykłej pogardzie, wszak gdyby nawet dr Mengele żałował, to przecież nie oznacza, że teraz powinien uczyć nas moralności. Na pewno Poncyliusz ludobójcy nie podaje ręki. Z drugiej strony salomonowy umysł posła Poncyliusza, wedle którego pokochać można tylko dzieci poczęte in vivo, doskonale się wpisuje w rozumowanie hierarchów, którzy takie dziecko, niejako a contrario, nazywają dobrem konsumpcyjnym. A dokładniej w liście do wiernych, piszą, że Bóg i tylko Bóg jest Panem życia. Dzieci są Jego darem, a nie jednym z dóbr konsumpcyjnych. Podobnie pisze kardynał Dziwisz, który stwierdza, iż dziecko ma prawo do godnego poczęcia w akcie małżeńskim i nie może być ono traktowane jako przedmiot posiadania, ale jako podmiot obdarzony ludzką godnością. Widać dziecko poczęte poza ustrojem matki jest dla kardynała przedmiotem posiadania i nie ma ludzkiej godności. Czy dziecko poczęte przez gwałt ma godność, Bóg jeden raczy wiedzieć. Abstrahując od tego, iście Chrystusowego szacunku, do takiego dziecka-batonika, warto zauważyć dość swobodny jak na hierarchów, stosunek do pieniędzy, wszak dobra konsumpcyjne to dobra, za które się płaci, a dziecko można mieć absolutnie za darmo. Gdy przychodzi do podliczania Skarbu Państwa, to zdaje się, że Kościół jakoś przestaje być taki beztroski.
Nikt istnieje prawo do dziecka, czytamy dalej w liście, co pewnie oznaczać ma brak roszczenia co do dziecka od Państwa, bo przecież nie o prawo podmiotowe, w danych czasach zanim pisano listy, to ponoć coś nieco przeczytano, dziś biskupi czytają jedynie teczki, najczęściej własne. I gdyby właśnie w takowych teczkach się znajdowali bezdzietni rodzice, tudzież kochali obcych maluchów tak bardzo, że aż po gołej pupie, w sutannie baraszkując, je całowali, to może, za sutą opłatą, by ochronę, od niejednego biskupa dostali. A tak dowiedzieli się, że są niemoralni, a dziecko jest darem Boga. Skoro więc darem Boga ma być dziecko, to i płodność jest jego darem, a co za tym idzie i za bezpłodność Bóg Ojciec ponosi winę. Wobec czego wszelkie próby leczenia bezpłodności idą w kontrze do Jego zamiarów, celów, no i dokonań. Tedy bezdzietni rodzice grzeszą już nie tylko metodą in vitro, ale wszelkimi próbami leczenia, tudzież zapobiegania swej bezpłodności, którą wciska im kardynał Dziwisz, zapominając, że przecież bezdzietność jest niczym innym, jak wolą Pana naszego.


Komentarze
Pokaż komentarze (28)