Obciążanie autora telewizyjnej szopki noworocznej za wypowiedzi jego bohaterów jest przejawem infantylizmu – rzekł dziś na blogu Bronisław Wildstein i trudno nie przyznać mu racji. Gdyby, dajmy na to, Radosław Sikorski był rysownikiem, albo innym satyrykiem, a historię o jedzeniu przodków Obamy, serwował nam w formie kreskówki, trudno by mieć do niego pretensję. Wszak to nie on tak żartuje tylko kaczor Donald, czy może raczej Goofy. Zresztą były już kiedyś takie zakusy na suwerenną podmiotowość bohaterów komiksów. Zdaje się, że chodziło o taki jeden komiks w dzienniku Haaretz, gdzie Polacy mieli być pijakami i szmalcownikami. Wtedy też różni, szaleńcy mieli pretensje do żydowskich rysowników. Cóż za infantylizm. Oj złajał by ich złajał, bloger Bronisław Wildstein. Sama szopka się Wildsteinowi podobała, choć chyba nie do końca, bo jak sam zauważa, szopkowy szatan mówił: gej i murzyn, zamiast: czarnuch i pedał. A przecież, jak twierdzi autor w końcu czarnucha i geja się można po szatanie spodziewać. I słusznie, zawsze uważałem, że szatan jest prawicowy, bo nie chodzi chyba o to, że nazywanie rzeczy po imieniu, ma być złem i do tego złem iście szatańskim. Nieco inaczej szopkę ocenia niejaki Kazik Staszewski pisząc, iż Umieszczenie piosenki, której jestem autorem w czymś takim, co miałem nieszczęście zobaczyć w środową noc, załamało mnie i obraziło. Oj infantylny ten Kazik, infantylny. Myśli, że odpowiada (i decyduje!) za własną piosenkę, jak nie przymierzając Marcin Wolski za swoją szopkę.
Za to zupełnie nieinfantylnie pisze dziś w Rzepie brat Tomasz Terlikowski. Otóż zdaniem naszego brata przyznanie rodzicom – gwarantowanego przez państwo – prawa do posiadania potomstwa byłoby skrajnym uprzedmiotowieniem dziecka. W takim sposobie myślenia mały człowiek staje się środkiem do samorealizacji rodziców. Traktowanie człowieka jak przedmiot wyklucza rzeczową, międzyosobową, a nie jedynie emocjonalną miłość. Niestety jest jeszcze gorzej, otóż państwo polskie w swym barbarzyństwie nie tylko przyznało rodzicom prawo do posiadania potomstwa, ale prawo to gwarantuje. Tak, tak brat Tomasz, może tego nie wiedzieć, ale ma on prawo posiadać potomstwo. Są tacy, co twierdzą nawet, że mniej jest przy tym administracyjnego zachodu, niż z kupnem bydła na targu, a już z kupnem nieruchomości na pewno. Wystarczy być w związku z małżeńskim a domniemanie ojcostwa zrobi swoje. Przy potomstwie biologicznym zaś sprawa jest jeszcze łatwiejsza. Sprowadza się zazwyczaj do kilku minut posuwistego ruchu (ach ci jurni Polacy). Mało jednak tego, gdyby ktoś prawie do posiadania potomstwa zaczął przeszkadzać, na przykład tego posiadania tego potomstwa pozbawił, to polski wymiar sprawiedliwości gwarantuje wówczas prawną ochronę i potomstwa przywrócenie. Dodajmy, że to skrajne uprzedmiotowienie dziecka, które wyklucza rzeczową, międzyosobową, a nie jedynie emocjonalną miłość, istnieje już dobre parę tysięcy lat, niektórzy mówią nawet, że istnieje ono od początku istnienia państwa. Nie wiem jak ten sposób myślenia znoszą rzeczowo i międzyosobowo niekochane dzieci, ale zdaje się, że brat Tomasz też został ojcem w warunkach tejże uprzedmiotowiającej barbarii, i skoro swoich dzieci nie kocha rzeczowo i międzyosobowo, to mam nadzieję, że je kocha choć troszkę, tak po prostu, po ludzku.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)