Wyobraź sobie, że jesteś fryzjerem, kucharzem, muzykiem czy malarzem, słowem, że oferujesz klientom jakieś tam dzieło. A teraz wyobraź sobie, że to dzieło jest takiej jakości jak nowy salon24.pl. Pytanie, po ilu minutach byś się wstydził, że w ogóle ośmieliłeś się komuś coś tak okropnego zaoferować?
Salon, jaki jest, każdy widzi. I każdy narzeka. Na starym salonie miałem licznik wejść coś koło 700 tysięcy. Teraz mam zerwane połączenia i nie mogę sobie pogadać z Marianem Zmyślonym. Bo nowy salon działa wedle prawa Murph’ego – jeżeli coś się ma popsuć, to się popsuje. Co najlepsze, odwlekanie nadejścia nowego salonu, miało być tym mirażem, którym mamiła załoga salonu. To miała być ten wymarzony prezent. Teraz już wiem, dlaczego trzeba marzyć ostrożnie. A nuż się marzenie spełni.
Paradoksalnie jednak, ta salonowa fuszerka, i co t dużo mówić kompromitacja, najlepiej pokazuje salonowy… sukces. Zgodnie bowiem z zasadami wolnego wyboru, czy też konkurencji, przeciętny, a więc racjonalny, konsument wybiera produkt, który mu najbardziej odpowiada. Tymczasem mimo zbiorowego (całkiem słusznego) lamentu nad techniczną stroną salonu, zbiorowych odejść jakoś nie widać. Mało tego, nawet gdy Igor Janke ponoć niejako z buta potraktował założycieli i POLIS, i blogmedia.24.pl, hurtowego zamykania salonowych blogów nie było. Owszem, parę osób zawiesiło blog, ale reszta klika po kilkadziesiąt razy, i mimo wściekłości, jakoś te komentarze i posty wkleja. Dlaczego? Skoro salon to syf i jest do dupy?
Ano dlatego, że za bardzo nie ma gdzie odejść. Analogiczne platformy albo skupiają się w getcie własnych poglądów albo wciąż są odbierane nieufnie bądź z lekceważeniem. Igor Janke, swoim salonem stworzył miejsce gdzie jego bywalcom jest przede wszystkim wygodnie. I abstrahując od filozoficznej kwestii, na ile wygodnictwo zaliczać do racjonalnego wyboru, to teraz, w czasie salonowego kryzysu, z decyzji leniwych konsumentów czerpie profity. Zresztą owe lenistwo jest już niemalże wyznacznikiem salonowej blogosfery. Bloger pretm z bufetowa.watch słusznie pisał, że blogerzy nie dostarczają newsów. Od siebie dodam, że newsów, czy w ogóle wiadomości, także nie sprawdzają. Tak jak nie sprawdzili fundacji Owsiaka, choć wystarczy parę kliknięć. Nie tłumaczą też obcojęzycznych tekstów i się na nie powołują. Nie zdają relacji z pozycji świadka, a jedynie widza, takiego sprzed kanapy albo trzepaka. Oczywiście nie oznacza to, że blogerzy nie wpijają się w dumę i sami siebie nie głaszczą. No bo jeżeli nie oni sami, to kto inny ich pochwali, że świat nam zmieniają. A swoją drogą, zmienianie świata to ponoć domena lewicy, więc czy to jest naprawdę pochwała? Świat tradycyjnych mediów, cokolwiek robi, działa oczywiście w złej wierze (cóż na to Popper?). Ale na szczęście jest salon i można tym mediom pokazać.
Cały fenomen salonu, skupia się na parytetowym pluralizmie, gdzie prawicowa większość stymulowana jest lewacką drobiną, aby tuż po stymulacji, mogła się owa większość wyszaleć werbalnie. Salon opiera się więc na sporze, którego odbiciem jest strona główna - moderowana wedle własnego widzi mi się, ale podporządkowanemu jednak różnorodności opinii. Różnorodności sterowanej, odgórnie i wedle najgorszych, bo interwencjonistycznych wzorców. Dopóki rywale tego nie pojmą, szans na podobny sukces nie mają i mieć nie będą. A salon będzie jak Windows - psuje się i zawiesza, ale masy z niego wciąż korzystają.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)