Zaciskanie pasa, redukcja płac i świadczeń zmniejsza popyt na towary i usługi. W efekcie produkcja i sprzedaż, a co za tym idzie, wpływy z podatków maleją. Spada aktywność zawodowa obywateli. Bogaci zamiast inwestować, oszczędzają. Nowe zawody i branże powstają wolniej niż stare upadają. Rośnie bezrobocie. Nawet spłacany dług zewnętrzny procentowo, w stosunku do malejącego PKB, rośnie.
Taka ocena błędnej antykryzysowej strategii europejskiej staje się po czterech latach oczywista. To, w uproszczeniu, stanowisko prezentowane przez Martina Wolfa, wpływowego publicystę „Financial Times”. Nie są to poglądy nowe. W Polsce w podobnym duchu wypowiadali się tak politycznie różni eksperci, jak profesorowie Grzegorz Kołodko i Jerzy Żyżyński, co prezentowaliśmy w „GO”.
Czy to znaczy, żeby zupełnie zaniechać dyscypliny finansowej? Oczywiście nie. Zdaniem Wolfa najlepszy jest wariant pośredni. Państwo powinno pobudzać wzrost, umiejętnie sterując strumieniami kontrolowanych, a nawet dodrukowywanych pieniędzy. A rolą środków przekazu winno być rozwijanie świadomości ekonomicznej ogółu, a nie urabianie opinii publicznej podług życzeń bogatych właścicieli mediów.
red.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)