Do Dyrekcji Programów Informacyjnych TVP przyszedłem na jesieni 1990 roku, żeby objąć stanowisko szefa „Wiadomości” telewizyjnych. Przez dwa miesiące pracowałem za darmo, bo mój rzekomo prawicowy dyrektor był zbyt pijany, żeby przesłać moją umowę do kadr na Woronicza.
W styczniu 1991 r. na kolegium redakcyjnym zwrócił moją uwagę młody dziennikarz, który powiedział: „Jedyną rozsądną partią jest Unia Demokratyczna. Inne partie, z ZCHN na czele, mają nawalone we łbach”. To był Tomasz Lis.
Nie zdziwił mnie. Podobne poglądy mieli wszyscy funkcjonariusze dziennikarscy, zatrudnieni w dziennikach DPI. Lisa wpuścił do telewizyjnego kurnika Jacek Snopkiewicz, były delegat na IX Zjazd PZPR, dyrektor DPI do 1990 roku.
Kto był kim w „Wiadomościach”, nie wiedziałem dopóty, dopóki nie zajrzałem do dokumentacji kadrowej na Woronicza. Ale zanim tam zajrzałem latem 1991 roku, zdążyłem przyjąć do pracy Dorotę Warakomską i Jarosława Gugałę, i podpisałem ukończenie stażu m.in. przez Tomasza Lisa. Uważałem, że Lis jest znakomitym prezenterem. Nie sądziłem, że kiedyś będzie aż tak paskudnym prezenterem i naczelnym tygodnika „Newsweek”.


Komentarze
Pokaż komentarze