Wycofanie Lisickiego, Karnowskiego i grupy znanych autorów o konserwatywnych poglądach oznaczałoby błyskawiczną klęskę pisma. Nowy właściciel musiałby być biznesowym samobójcą, aby to robić.
Igor Janke – Salon 24, lipiec 2011
Mowa oczywiście o Grzegorzu Hajdarowiczu, który w olśniewającym stylu i w tempie ekspresowym odkupił mniejszościowe udziały w spółce „Presspublica” – od Skarbu Państwa, a pozostałą resztę – od brytyjskiego funduszu Mecom, stając się w ten sposób niepodzielnym władcą „Rzeczpospolitej” i tygodnika „Uważam Rze”. Pisząc o „olśniewającym stylu” mam na myśli fakt, że wcześniej trwające wiele miesięcy podchody Brytyjczyków, żeby odkupić udziały od Skarbu Państwa i odwrotnie, podobne zabiegi Polaków w stronę Mecomu, spełzły na niczym. A tu - biznesowo-negocjacyjny blitzkrig . Tajemniczy biznesmen z Krakowa pokazał lwi pazur i będący pod wrażeniem dziennikarze jakoś specjalnie nie dociekali, skąd Hajdarowicz skombinował na zakup te sto kilkadziesiąt milionów złotych. Pojawienie się nowego właściciela w „Presspublice” to było prawdziwe „wejście smoka”. Błyskawicznie poleciała głowa Pawła Lisickiego, a właściwie tylko jedna z jego głów, gdyż siedział na dwóch stołkach redaktora naczelnego – „Rzeczpospolitej” i swoistej córki tego dziennika - tygodnika „Uważam Rze”.
Z tym tygodnikiem stała się, a było to zanim pojawił się Hajdarowicz, rzecz zupełnie niezwykła. Otóż wbrew opiniom prasoznawców z bożej łaski, że polski rynek poważnych tygodników społeczno-politycznych jest podzielony pomiędzy „Politykę”, „ Wprost” i „Newsweeka” i nie ma miejsca na czwarty tytuł – „Uważam Rze” od pierwszego numeru zaczął błyskawicznie piąć się w górę i już po kilku miesiącach objął pozycję lidera. Tak spektakularny sukces nowego tygodnika zaskoczył nawet jego twórców, ale nie spoczęli na laurach i wypuścili na rynek miesięcznikową mutację „Uważam Rze – Historia”. I znowu strzał w dziesiątkę: pierwszy numer wydrukowany w ponad stutysięcznym nakładzie rozszedł się błyskawicznie i trzeba było zrobić dodruk.
Wspomniane sukcesy były zasługą Pawła Lisickiego i zespołu dziennikarzy, których część wraz z powołaniem nowego naczelnego „Rzeczpospolitej” Tomasza Wróblewskiego przeszła z dziennika do tygodnika. Sytuacja zaczęła robić wrażenie stabilnej: dziennik pod nowym naczelnym zaczął bardzo powoli, z pozoru niedostrzegalnie zmieniać swoje oblicze, zniknęli z jego łamów co bardziej kontrowersyjni autorzy. Natomiast Lisicki wraz z zespołem tygodnika nawet na chwilę nie spuścili nogi z gazu, wierząc, że niezależności „Uważam Rze” broni sukces komercyjny. Do tego odwoływał się zacytowany w nagłówku felietonu Igor Janke, że Hajdarowicz nie będzie biznesowym samobójcą i nie strzeli sobie w kolano mordując kurę znoszącą złote jajka. Jakże się mylił.
Czym się zamierza kierować nowy, tajemniczy właściciel, tego nie wiemy, ale bezspornie trudno dostrzec kryteria biznesowe. Trzeba jednak koniecznie odnotować, że jest człowiekiem twardym, a czasami nawet brutalnym. Gdy wybuchła awantura z tekstem Cezarego Gmyza , zwołał zebranie wszystkich dziennikarzy ‘Rzepy” i w klimacie: „żadnych złudzeń, panowie” zakomunikował, że wywala na twarz autora tekstu, a także naczelnego, jego zastępcę i kierownika działu. Na pozostałych członków redakcji padł blady strach, pan i władca wybił wszystkim z głów pomysły o jakimkolwiek odruchu solidarnościowym, w końcu bezrobotnych dziennikarzy jest w Warszawie bez liku, a bez stałego zatrudnienia trudno jest spłacać raty kredytu bankowego. Hajdarowicz doskonale to wiedział.
Casus z Gmyzem nie został chyba właściwie odczytany przez Lisickiego and his boys, bo dalej manifestowali dumną niezależność. Na reakcję Hajdarowicza nie trzeba było długo czekać i jak z dubeltówki padły dwa strzały: pierwszy w Karnowskiego i chwilę później drugi – w Lisickiego. Jeśli Hajdarowicz sądzi, że taką decyzją spacyfikuje – jak to mu się świetnie udało w „Rzepie” – zespół „Uważam Rze”, to jest w tak zwanym mylnym błędzie. Dziennikarzom tygodnika najczęściej nie zatrudnionym na etacie łatwo będzie o solidarność ze swoim naczelnym, a także o gest Kozakiewicza. Jeśli natomiast, a tego niestety nie można wykluczyć, prawdziwym celem było zlikwidowanie tygodnika i rozpędzenie na cztery wiatry niezależnych dziennikarzy, to można mówić o sukcesie i nawet łatwo jest wskazać beneficjantów. Ale tu – ośmielę się na spekulację – jeśli Hajdarowicz wziął udział w operacji dokręcania śruby i glajszachtowania polskich mediów, to macherów od takiej operacji może czekać niespodzianka. Bo życie nie znosi próżni i parafrazując Lejzorka Rojtszwanca można spokojnie stwierdzić, że jeśli jedne pisma padną, to bezspornie powstaną nowe. A mający ugruntowaną pozycję u czytelników dziennikarze „Uważam Rze” nie będą krążyć jak wolne elektrony, tylko wpadną w sieć nowego pisma.
Tekst ukaże się w najnowszym numerze ”Prawda jest ciekawa”



Komentarze
Pokaż komentarze (47)