29 obserwujących
75 notek
223k odsłony
  1661   0

Duma i wstyd

                    

 

Słowa zawarte w tytule to awers i rewers kondycji psychicznej, zarówno jednostki, jak i zbiorowości - coś, zdawałoby się niebywale cennego, co symbolizować mogłaby jedynie moneta szczerozłota, najwyższej próby. Obecnie  jest, niestety, podobnie jak niegdyś tymf,  z oszukańczego kruszcu.

 

       Czy dzisiaj my, mieszkańcy dorzeczy Wisły i Odry, „awansowani” ćwierć wieku temu na Europejczyków, jesteśmy dumni z naszego kraju, a także z tego, że jesteśmy Polakami? Jakie elementy  tożsamości pozwalają nam żyć z podniesioną głową, a jakie spychamy w niepamięć? Czy poczucie wstydu, niezbędne do tego, żeby godnie żyć, dzisiaj głęboko zagrzebane w podświadomości, doczeka kiedyś oczyszczającej „spowiedzi”?

                                         Albośmy to jacy tacy…

       No właśnie – jacy jesteśmy dzisiaj? Po doświadczeniach ponad stuletnich rozbiorów, żeby głębiej nie sięgać, odzyskanej w roku 1918 niepodległości i trudnym, ale dającym złapać oddech dwudziestoleciu II RP, przyszło straszliwe dla nas w skutkach doświadczenie II wojny światowej i okupacji. Potem było niewiele lepiej: trwający blisko pół wieku „eksperyment” z komuną, którego powszechnie demoralizujący wpływ, odkłada się cieniem do dziś. Jakie elementy z tej naszej najnowszej historii i jakie postaci z tego okresu staramy się wyłuskać – z których jesteśmy dumni, które mogłyby być wzorcem do naśladowania? Powstania - niemal wszystkie przegrane i krwawo stłumione? W III RP wylano niemało atramentu, żeby skrytykować celebrowanie klęsk i wyszydzić „bohaterszczyznę”. Piłsudski – wszak odniósł wspaniałe zwycięstwa? Fachowcy od nowo-starej narracji natychmiast dorzucają swoją łyżkę dziegciu: ale zamach majowy, ale Bereza, ale proces brzeski…Więc może sukcesy gospodarcze II RP: Gdynia, Centralny Okręg Przemysłowy – to krytykować trudniej. Więc lepiej przemilczeć, ale też nie promować, gdyż wiele zakładów dawnego COP, albo przestało istnieć, albo ledwo dzisiaj zipie. Trudno również chwalić się(a piszę to bez ironii) sukcesami inwestycyjnymi PRL: stoczniami, cukrowniami, cementowniami, Cegielskim, Ursusem i wielu innymi, bo na nich już od dawna rośnie trawa.

       Z czego dziś Polacy mogą i chcą być dumni. I w jakich okolicznościach tę dumę wyrażają? Z osiągnięć III RP – nie bardzo, gdyż propagandowy bajer o „zielonej wyspie” nie tylko nie trafił do przekonania bezrobotnym i tym, którzy na umowach „śmieciowych” ledwo wiążą koniec z końcem, ale również 2 milionom tych, którzy za pracą wyemigrowali i jakoś nie wracają. Oczywiście można byłoby być dumnym z Solidarności, będącej w latach 1980-81 natchnieniem świata, której niedawno pochowany z honorami gen. Jaruzelski złamał kręgosłup wprowadzając stan wojenny i delegalizując ją. Gdy w roku 1989 odzyskaliśmy niepodległość, do legalnej znowu Solidarności przystąpił – z 10-milionowej rzeszy – zaledwie co czwarty jej członek. Dzisiaj Solidarność ma złą prasę, Polska jest na przedostatnim miejscu w Europie, jeżeli chodzi o wskaźnik „uzwiązkowienia”, a określenie „solidaruch” stało się często używanym w mediach epitetem. Dodać należy, że na pogrzebie niedawno zmarłego Józefa Oleksego chowanego z wszystkimi wojskowymi honorami byli obecni Bogdan Borusewicz, Donald Tusk, Bronisław Komorowski, Jerzy Buzek i wielu innych działaczy państwowych  podkreślających z dumą swoje solidarnościowe korzenie, natomiast na pogrzebie zmarłego miesiąc wcześniej Kazimierz Świtonia, założyciela wolnych związków zawodowych na Śląsku i bohatera Solidarności, nie było żadnego z nich.

     Oczywiście możemy i w jakiś sposób jesteśmy dumni z naszego Papieża. Ale tę dumę i pamięć o Janie Pawle II jakoś przestaliśmy okazywać publicznie, czego wyrazem może być drastycznie malejąca liczba zniczy zapalanych w rocznicę śmierci na warszawskiej ulicy jego imienia. Gdy odchodził 2 kwietnia 2005 r. , tych zniczy było setki tysięcy, rok później – dziesiątki tysięcy, w roku ubiegłym doliczyłem się…28. Zobaczymy co będzie w dziesiątą rocznicę.

       Natomiast pełna ekspresja naszej narodowej dumy ma miejsce w czasie imprez sportowych. Małyszomania zapoczątkowała na masową już skalę produkcję biało-czerwonych szalików, malowania przez kibiców twarzy w narodowych barwach, przynoszenia na imprezy  sztandarów. Kłopot z tym, że z sukcesami sportowymi bywa różnie i kiedy w piłkarskim Euro 2012 otrzymaliśmy sromotne lanie, kibice miast ze wstydu pochować sztandary, skandowali pozbawione sensu wielkoduszne: Polacy nic się nie stało.

       Nie można również pominąć organizowanego 11 listopada w Warszawie przez formacje narodowe – Marszu Niepodległości. Bierze w nim udział kilkadziesiąt tysięcy ludzi, ubiegłoroczny marsz obył się bez zamieszek wcześniej prowokowanych przez mniej lub bardziej rozpoznanych „nieznanych sprawców”. Dobrej prasy te marsze nie mają i jak mantra powtarzają się zarzuty niektórych polityków i publicystów, że pachną im one…faszyzmem.

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale