29 obserwujących
75 notek
223k odsłony
  2229   0

Czyżby mutacja wojny hybrydowej?

 

        Czyżby mutacja wojny hybrydowej?

 

                                                                                           Są w świecie dziś rachunki krzywd

                                                                                                        Lecz gdy tłum będzie gonił kogoś

                                                                                                    W strzępach munduru, ślepą drogą

                                                                                                                     To póki co – uchylę drzwi

                                                                                                                          Jacek Kleyff – „Źródło”

 

       Dzisiaj w Polsce – wszystkie badania na to wskazują – rośnie sceptycyzm podszyty lękiem, dotyczący przyjęcia przez nasz kraj uchodźców z Syrii, gdzie toczy się krwawa wojna, a także emigrantów z Afganistanu, Iraku, Somali i Sudanu, którzy nieprzebranym tłumem próbują, z polskim, trudno przewidzieć z jak długim przystankiem, przedostać się do bogatej zachodniej i północnej Europy. Ta pokojowa „wędrówka ludów”, kojarząca się – przy wszystkich oczywistych różnicach – z pojawiającymi się przed rokiem na Krymie „zielonymi ludzikami” jest w Europie od wielu stuleci wydarzeniem bez precedensu.

        Zmarła przed kilku laty Oriana Fallaci w swoim głośnym, powstałym po ataku na Word Trade Centerimage eseju „Wściekłość i duma”, pisała ze ściśniętym gardłem o narastających zagrożeniach dla europejskiej cywilizacji i kultury, a także dla starzejących się mieszkańców naszego kontynentu, skażonych hedonizmem oraz coraz powszechniejszym odrzucaniem transcendencji – ze strony coraz bardziej dynamicznych i zdeterminowanych muzułmanów, którzy z hasłem „Allah akbar” pragną zburzyć dotychczasowy porządek.

                                               Kto wypuścił Dżinna z butelki?

           W tym czasie, gdy entropia współczesnego świata muzułmańskiego stale rosła, świat chrześcijaństwa tracił dynamikę oraz wyznawców, czego namacalnym dowodem były coraz bardziej – zwłaszcza w Europie - opustoszałe świątynie. Islam natomiast był w ofensywie i meczety (wypełnione wiernymi), jak grzyby po deszczu zaczęły się pojawiać w wielu europejskich miastach. Działo się to w pewnym stopniu na skutek „ekspiacyjnej”, ale tylko  do czasu skutecznie kontrolowanej polityki imigracyjnej państw niegdyś kolonialnych. W takich krajach jak Niemcy czy Szwecja, gdzie nie było wspomnianych zaszłości – o wpuszczeniu muzułmanów na własne terytorium i nadanie im obywatelstwa zadecydowały zapotrzebowanie na rynku pracy, a także względy ideologiczne. Jeśli dodać do tego podjęcie intensywnej współpracy gospodarczej, która - przy wszystkich zawirowaniach - skutkowała jednak awansem cywilizacyjnym krajów muzułmańskich, to wydawało się, że wszystko zostało jakoś tam poukładane i świat jest w miarę stabilny i bezpieczny.

       Łuski opadły z oczu, gdy z „muzułmańskiej butelki” wyskoczył Dżinn w osobie Bin Ladena. Zaatakowane Stany Zjednoczone, naprężyły muskuły i rozpoczęły na ogromną skalę działania wojenne w Iraku i Afganistanie – żeby zniszczyć Al-Kaidę i jej przywódcę. I poniekąd to się udało, Bin Laden został zastrzelony, inni liderzy terrorystów również. Ale trzeba było ogromnych pokładów naiwności, żeby sądzić, iż takimi działaniami uda się z powrotem zamknąć muzułmańskiego Dżinna w butelce. Z hukiem wyskoczył on w postaci Państwa Islamskiego, na co w niemałym stopniu złożyły się wcześniej destabilizujące działania świata zachodniego w Afryce północnej (Maroko, Algieria, Libia, Egipt), a potem w Syrii, skąd zaczął się exodus mieszkańców tego kraju do Europy. A to, że w „dekompozycji” Syrii maczały palce Stany Zjednoczone, Rosja i działający bardziej dyskretnie Izrael nie jest już nawet tajemnicą poliszynela.

                                                        Twarz islamu

      Zapewne wielu wyznawców Mahometa zaprotestuje, ale dzisiaj wizerunkiem islamu jest, niestety, zasłonięta twarz dżihadysty ścinającego głowę bezbronnemu człowiekowi ze związanymi na plecach dłońmi. Czasami szykowany do egzekucji otrzymuje, tak jak polski geolog Piotr Stańczak, ofertę: zachowanie życia za przejście na islam. Nasz rodak odmówił – z wiadomym skutkiem. Jakże inaczej opisuje podobną scenę Henryk Sienkiewicz. Pojmany wraz z Nel Rawlison Staś Tarkowski staje przed obliczem potężnego Mahdiego i ten również proponuje mu przejście na islam, co prawda – choć groźba wisi w powietrzu -  nie informując wprost o konsekwencjach odmowy. I Staś odmawia mówiąc, że gdyby tak uczynił, to zachowałby się jak tchórz i człowiek podły. Mahdi przyjmuje to ze zrozumieniem, być może dlatego, że - przypomnijmy – w tradycji islamu były również wiele wieków wcześniej okresy tolerancji religijnej wobec ludności podbitych krajów.  

       Dżihadyści powołujący się na Koran jakoby uzasadniający potrzebę stosowania ich praktyk w „Świętej wojnie” spotykają się z zaprzeczeniami innych wyznawców islamu. Twierdzą oni, że niczego takiego tam nie ma. Że ich Święta Księga jest kompendium dobra, wskazuje same szlachetne cele, uczy tolerancji, szacunku i miłości bliźniego, a dżihadyści – w najłagodniejszej formie – źle odczytują zawarte w niej wersety, a w bardziej kategorycznej, że manipulują zapisanymi przemyśleniami Proroka. Ale przecież nie chodzi tu o spór semantyczny dotyczący świętych ksiąg, który od wieków trwa również w innych religiach, także w chrześcijaństwie. Tu leje się krew, również islamskich dzieci obwieszonych granatami i wysyłanych w celach samobójczych. A społeczność islamska (1,6 mld) w tej sprawie praktycznie milczy, nie protestuje, nie potępia, nie stosuje infamii wobec terrorystów.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale