50 obserwujących
451 notek
515k odsłon
  888   2

Panie Ziemkiewicz...

        Prawda druga to stwierdzenie powszechności zjawiska ataków na antyszczepionkowców, w tym głównie ze strony mediów rządowych oraz osób zaszczepionych. Trochę tego nie rozumiem, bo czy propagandę szczepień można nazwać atakiem? Albo czy obawy osób zaszczepionych przed zarażeniem ze strony niezaszczepionych (wszak autor powinien wiedzieć, że szczepionki jak zawsze chronią w pewnych procentowym zakresie – mniejszym lub większym w zależności od przyjętego specyfiku) należy uznać za nieuzasadnione? Ewentualnie czy jako niedorzeczne należy potraktować pomysły izolowania zaszczepionych od niezaszczepionych w pewnych strefach i obiektach użyteczności publicznej? No nie należy. Problem w tym, że ani rząd, ani zaszczepieni nie organizują protestów zamieniających się w uliczne burdy. To głównie domena walczących antyszczepionkowców, odznaczających się nie tylko słowną agresją w Internecie, ale i w trakcie demonstracji, czego dowodem ostatni atak na punkt szczepień w Grodzisku Mazowieckim.

        Można spekulować czy Hannibal, Nelson albo Kutuzow zaraz po utracie jednego oka nabrali czy nie wyrazistości widzenia pewnych sytuacji i łatwości podejmowania na ich bazie trafnych decyzji, i czy tej brutalnej prawdy nie należałoby w praktyce zastosować na Ziemkiewiczu? A to dlatego, że odjazdy od rzeczywistości popularnego autora mogą budzić obawy, czy aby tego typu guru dla ubogich umysłem i duchem powinien kształtować opinię publiczną ze szkodą dla obywateli.

        Jakby na potwierdzenie tych dylematów pan Rafał stwierdza dalej, w formie prawdy trzeciej objawionej, że rząd, skoro uważa szczepienia za słuszną i jedyną metodę walki z pandemią, powinien wprowadzić ich obowiązkowość. A nie robi tego, bo jeśli same kompanie farmaceutyczne nie chcą brać na siebie odpowiedzialności za ryzyko wywołania komplikacji poszczepiennych, zatem władza de facto nie jest pewna wyniku powszechnej i obowiązkowej wakcynacji. Znaczy kłamie obywatelom, namawiając do poddania się zabiegowi.

        Czy to prawda? No nie i Ziemkiewicz na pewno zdaje sobie z tego sprawę. Powodem namawiania, a nie zmuszania obywateli do szczepień jest wiedza, notabene znana powszechnie już przed początkiem akcji wakcynacyjnej, potwierdzająca brak społecznego zaufania do stosowanych szczepionek, w tym także lęku przed mogącymi zaistnieć komplikacjami zdrowotnymi. I właśnie obawa przez reakcją grożącą wybuchami społecznymi jest prawdziwym powodem wstrzymywania się z wprowadzaniem obowiązku szczepień, a nie niewiara w ich skuteczność. Jest to zresztą problem całego świata, problem, który nie zaistniałby w erze przedinternetowej, kiedy to głupota nie miała narzędzia powszechnego przebicia się do społecznego odbioru.

        I wreszcie Ziemkiewicz zastanawia się, dlaczego zaszczepieni obawiają się niezaszczepionych. Dorozumianą odpowiedzią ma być potwierdzenie faktu, że sami zaszczepieni nie wierzą w skuteczność przyjętych preparatów – tak przynajmniej przewrotne pytanie publicysty należałoby potraktować. A jest to prawda związana ściśle z nieczystościami, potocznie zwana gówno prawdą, bo zaszczepieni wierzą w skuteczność, tyle że procentową, pozostawiającą wspomniany już margines ryzyka – to raz. Dwa, obecność wielomilionowej grupy osób niezaszczepionych zwiększa szanse na odnawianie się wirusa w kolejnych mutacjach, wobec których przyjęty preparat może okazać się nieskuteczny. I wreszcie powodem trzecim unikania kontaktów przez osoby zaszczepione z niezaszczepionymi jest zwykły odruch, zrodzony w wyniku życia w wielomiesięcznych lękach przed zarażeniem. To tak, jak w tej historii z oskarżeniem znajomej z towarzystwa o prostytucję. Plotka okazała się wierutnym kłamstwem, ale niesmak i na wszelki wypadek unikanie dalszej znajomości pozostały. Tak samo jest z zaszczepionymi, którzy czują się pewnie, ale jeszcze nie na tyle, by stłumić w sobie odruchy wynikające z instynktu samozachowawczego.

        Na tym kończę polemikę z cieniem, bo nie zakładam, że Ziemkiewicz mój tekst przeczyta. Oczywiście rozumiem, że aby istnieć na rynku publicystycznym trzeba być kontrowersyjnym, napędzając własną popularność często sensacyjnymi teoriami, niemającymi nic wspólnego z rzeczywistością. Co gorsza, schlebiającymi niekiedy nawet niezbyt wyszukanym intelektualnie gustom. Sęk w tym tylko, o czym zapomina autor, że stając po stronie społecznych sporów i kierując się przy tym nie prawdą, ale własnym interesem, o co podejrzewam Ziemkiewicza, kreuje się niekiedy szkodliwe teorie, które dla ich wyznawców mogą skończyć się nawet tragicznie. Oczywiście trudno byłoby zarzucić komuś bezpośrednie sprawstwo głupopisaniną czy durnym gadaniem, ale odpowiedzialność moralna wciąż pozostaje pytaniem otwartym. Niby dziś to już niewiele, niemniej łudzę się – tak, już tylko łudzę, że nawet teraz jeszcze coś znaczy.


Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale