czyli o dzisiejszej dyskusji na salonie, ku opamiętaniu i serc pokrzepieniu:
sądzę, że istoty problemu dotknął m.in. melgibson, gdyż wg mnie to nie tyle Salon24 się zmienił nie do wytrzymania, co całe nasze wspólne i szeroko pojęte otoczenie czyli przede wszystkim sytuacja polityczna w naszym kraju.
Jak pamiętamy Salon24 debiutował za Kaczorów i dość szybko stał się miejscem zażartych sporów, ani nie mniej, ani nie bardziej merytorycznych, gwałtownych czy chamskich jak to ma miejsce obecnie. Więc obecne biadolenie, że Salon24 schodzi na psy uważam za zupełnie bezpodstawne.
Natomiast fakt obiektywny jakim jest zmiana ekipy rządzącej w naszym kraju, wpływa coraz bardziej na komfort psychiczny tych blogerów, którzy w Platformie Obywatelskiej pokładali swoje sympatie i nadzieje.
Niestety to co miało nastąpić, nastąpiło. Powoli acz skutecznie, Platforma Obywatelska zaczęła rozczarowywać i coraz trudniej było, zwłaszcza niektórym, dowodzić, że wszystkiemu jest winne PiS.
Jako jeden z pierwszych, i nie ostatnich, zauważył to Galopujący Major, no i odszedł czyli skrewił, gdyż zdawał sobie sprawę, że już nadchodzi najwyższy czas na przenikliwą i dogłębną krytykę poczynań ekipy rządzącej, tego "gabinetu ciemniaków "- jak ją FYM nazywa. Oczywiście można się żachnąć na tak dobitnie jednoznaczne określenie, ale chyba nikt nie zaprzeczy, że jest nim sporo racji. Niestety okazało się - i to dla niektórych w sposób całkiem niespodziewany, że król jest nagi.
Król jest nagi i oto część salonowych blogerów nie może sobie z tym faktem poradzić, a co dopiero pogodzić. Więc co chwila pojawiają jakieś takie "wieczne pretensje" (chyba nawet film taki był?), bo o ile wszelkie ułomności i niedoskonałości poprzedniej ekipy rządzącej były na salonie wałkowane po tysiąc razy i wszytko było OK, o tyle przynajmniej część blogerów jakoś nie może się zdobyć na równie dogłębne analizy, patrz: wytykanie niekompetencji rządowi Tuska. Tym większy ma z tym kłopot im bardziej ten rząd się kompromituje, a ponieważ w ostatnich miesiącach mieliśmy obfity wysyp tych rządowych "wpadek", dobre samopoczucie ustąpiło miejsca rozdrażnieniu lub apatii.
Wobec powyższego, dyskomfort części dyskutantów wynikający z tej wprost niemożliwej już do banalizowania, relatywizowania czy tym bardziej ignorowania kompromitacji PO, wzrósł niepomiernie i manifestuje się w sposób różnoraki. Jedni fundują nam różnego rodzaju divertissement w postaci zagadek lub tematów zupełnie niezwiązanych z bieżąca polityką, inni przywołują wspomnienia z okresu kiedy to wspólny wróg był jednoznacznie czytelny i określony, jeszcze inni, przy kolejnej "wtopie" rządu Tuska rzucają się na analizowanie jak zwykle żenującej reakcji PiSu na tę ewidentną kompromitację rządu (przykład), albo po prostu stają w bolesnym rozkroku i tak trwają bezradni, ale naburmuszeni ;-)
Nie będę tu jednak nikogo wskazywał palcem (ale jak huknę w ten durny łeb ;-) gdyż wierzę, że sami zdajecie sobie sprawę z tego bardzo szerokiego spektrum zachowań blogerów i dyskutantów, którego skrajnym przykładem są popisy całkiem nowego na salonie blogera bosss'a, patrz: moje z nim pogaduchy tutaj. Natomiast z drugiej strony tego spektrum umieściłbym Chevaliera, z którym jakoś potrafię znaleźć wspólny język, nie tylko w tematach muzycznych ;-)
W sumie, gdy tak się zastanowię, to sytuacja na Salonie24 jest w dużym stopniu odzwierciedleniem sytuacji w jakiej znalazło się i trwa całe nasze społeczeństwo. Ilustracją tego są natomiast sondaże, których sukcesywnie publikowane wyniki skłoniły mnie nawet do napisania notki i próby odpowiedzi na pytanie: czy nie mamy tutaj do czynienia z jakąś narodową schizofrenią?
Wszak osądźcie sami, oto z jednej strony ponad 60% ankietowanych Polaków stwierdza, że nie jest zadowalana z rządu Tuska, a w innym sondażu ponad 50% naszych rodaków popiera ten rząd.
Moje zmagania z interpretacją tych wyników być może najtrafniej skomentował bloger woyzeck, gdy zauważył, że wyniki te wskazują iż zdecydowana większość społeczeństwa nie chce na nikogo innego głosować, tylko na PO, bo "Po prostu Polacy - nie chca glosowac na inne partie", w domyśle: gdyż są w sumie zadowoleni oraz przekonani, że i tak na nic lepszego nas nie stać. Jednym słowem społeczeństwo w swej większości jest psychicznie przygotowane na rządy jednej partii, może i złodziejskiej, ale takiej, co to oko przymknie i jakoś żyć człowiekowi pozwoli.
Ale czy naprawdę o to nam wszystkim chodzi?
Może jestem w błędzie, ale wydaje mi się, że chyba jednak nie, do jasnej cholery.
Więc apeluję, przestańmy się częstować wzajemnymi pretensjami, nawet olejmy ten "gabinet ciemniaków" z Platformy rodem oraz nieudaczników z PiSu, a zajmijmy się tym jaką chcemy mieć Polskę - wolną, demokratyczną, silną i niezależną i.t.d. Gdy następnie w toku merytorycznych dyskusji ustalimy ten wymarzony i nigdy dotąd niezrealizowany obraz naszej Ojczyzny, z pewnością znajdzie się jakaś siła polityczna, jakieś ugrupowanie, które podejmie się ten cel zrealizować. Więc skończmy te czcze spory o ocenę polityków.
Już nasz kolejny wieszcz sugerował: "Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy"
Dziękuję za uwagę.

PS - aktualizacja - jako interesujące uzupełnienie mojej notki proponuję omówienie tekstu prof. Krasnodębskiego w internetowym wydaniu Dziennika p.t. "Tusk i PO zagrożeniem wolności" albo najnowszy (28-11-2009) wywiad z R. Bugajem "Donald Tusk zaczyna słabnąć" oraz Staniszkis przerażona, że PO może mieć pełnię władzy (12-12-2009)


Komentarze
Pokaż komentarze (54)