Administracjo, bez paniki! - ja tylko cytuję Donalda Tuska, któremu coś takiego przyszło do głowy trzy miesiące po przegranej jego partii w wyborach, dwa miesiące po uformowani rządu premiera Marcinkiewicza i miesiąc po zaprzysiężeniu Lecha Kaczyńskiego na prezydenta RP.
Przyznam, że takie propos lidera partii, która znalazła się w opozycji, wypowiedziane w niespełna 3 miesiące po demokratycznych wyborach, w każdym demokratycznym państwie byłoby z pewnością odebrane przez opinię publiczną z zażenowaniem. A nawet można byłoby usłyszeć głosy, że polityk ten, noszący się z zamiarem "wyprowadzenia ludzi na ulicę" postradał zmysły. Ale nie w Polsce, bo "Polska to dziki kraj" jak się był wyraził Miro, w końcu minister rządu tego dzikiego kraju.
Spodziewam się, że zaraz znajdą się tacy, którzy będą relatywizować albo wręcz twierdzić, że to nie Tusk "się zaczął" tylko Kaczory. Nieprawda, mam na to dowód, zresztą z tego samego wywiadu z Tuskiem. Gdy prowadzące wywiad redaktorki Olejnik i Kublik zgodnie i całkiem naturalnie zadają wiszące w powietrzu pytanie:
Czyli będziecie atakować?
Tusk odpowiada:

Jak ktoś się wychował na podwórku, to dobrze wie, że kluczowe znaczenie ma to, kto pierwszy uderzy.
Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości?
Wątpliwości można raczej mieć, kto po 3 latach nieszczęsnych rządów premiera Tuska i po pół roku kompromitującej prezydencji Komorowskiego wyprowadzi ludzi na ulicę.
Oto jest pytanie.
link do wywiadu w Gaziecie Wyborczej - z datą 2006-01-27:
Donald Tusk: Może wypowiemy prezydentowi obywatelskie posłuszeństwo


Komentarze
Pokaż komentarze (20)