Czy Polska potrzebuje lewicy? Twierdzą tak nawet niektórzy prawicowcy (more or less). Śmieszy mnie to.
Poglądy mogą być różne: można lubić bardziej futbol albo koszykówkę, grać chętniej w szachy albo w brydża, chodzić do kościoła albo do meczetu. Ale dylemat "kraść czy nie?" to nie ta liga. A jak się komuś słowo "kraść" nie podoba, to zastąpię je przez "odbierać pieniądze w majestacie prawa".
Rząd lewicowy to taki, który zabiera ludziom dużo pieniędzy. As simple as that. Jak ma pieniądze, to ma władzę. I ma za co robić pranie mózgów (nie mówiąc w tym momencie o innych szkodach). Taka np. zmiana definicji małżeństwa (że tak eufemistycznie powiem) - dużo kosztuje, bo niełatwo skłonić ludzi, zwłaszcza prostych, do akceptacji tego, czym się brzydzą. Więc ładować w propagandę! Na wszystkich frontach! Ale to kosztuje.
Ktoś powiedział zabawnie: jedej rzeczy komunistom nigdy nie daruję - że zwalczyli analfabetyzm. Mądry to musiał być człowiek. Lewica, oczywiście, zawsze jest za edukacją. Przymusową. Gdyby nie było w budżecie pieniędzy na państwowe szkoły, to trudniej byłoby mózgi prać. Przy czym jaką treść do wypranych mózgów władza chce wtłoczyć, to drugorzędne. Ja nie lubię ani lewicy bezbożnej, ani lewicy pobożnej. Żadnej lewicy. A poznaje się ją po wysokich podatkach.
Hitleryzm, hańba XX-wiecznych Niemiec, nie mógłby wydać tak przerażających owoców, gdyby Hitler nie miał tylu pieniędzy (nacjonalizacja, podatki...). Oczywiście, łatwo zauważyć, że dzisiaj Unia Europejska pobiera jeszcze większe podatki, a jakoś w żadnym z jej krajów żaden Hitlerek nie rządzi. To prawda, ale nie mamy żadnej gwarancji, że się to nie zmieni. W ustroju prawicowym (tyle że, niestety, chyba nigdzie takiego nie ma - ale niby dlaczego tak musi być zawsze?) bylibyśmy bezpieczni. Szaleniec bez pieniędzy może wyrządzić zło jedynie na małą skalę.
Dlatego podatki to podstawa. Ich struktura (liniowy, progresywny, pogłówny...) to mimo wszystko rzecz drugorzędna - najważniejsza jest wielkość budżetu. Czy może lepiej powiedzieć, jego "małość".
A wtedy walkę w parlamencie (jeśli będziemy mieć demokrację parlamentarną) wyobrażam sobie jako przepychanki między "bardziej liberałami" a "bardziej konserwatystami" (czerwoni zaś - w więzieniach, co przecież uczciwych lewicowców powinno nobilitować?, idea socjalistyczna - na śmietniku historii). W sumie mało istotne, bo mało szkodliwe. Bo jak nam będą mogli zaszkodzić, jeśli nie będą mieli dużych pieniędzy?



Komentarze
Pokaż komentarze (11)