Do Baku wylatuję już 3 listopada. W wolnych chwilach przygotowuję się do ponad tygodniowego pobytu w stolicy Azerbejdżanu. Cykl bakijskich relacji nazwałem "Spacery po ogniu" . I to nie tylko dlatego, że listopad w Baku zapowiada się upalnie*.
Dla osób, które opuściły mój pierwszy tekst o Azerbejdżanie w skrócie wyjaśniam, że jadę tam reprezentować Fundację Wspólna Europa na międzynarodowej konferencji poświęconej wolności w internecie. Chcącym w pełni poznać moje zobowiązania i oczekiwania wobec Baku odsyłam do tekstu "Eastbook w Baku. Zabieramy czytelników!". Oprócz zgłębiania nowinek technologicznych i "realizowania programu", zamierzam maksymalnie wykorzystać wolny czas na poznanie tak odległego nam miejsca, jakim miasto położone nad Morzem Kaspijskim. Wszystko co zanotuje i zapamiętam, przeleje na kartkę papieru, a raczej wstukam do komputera, aby każdy zainteresowany mógł wirtualnie podróżować razem ze mną.
Do przylotu do Baku pozostało mi kilka dni, to też staram się czas wolny spożytkować na lekturę o moim miejscu przeznaczenia. Dziś padło na Ryszarda Kapuścińskiego i jego cykl reportaży z końca lat 60-tych ubiegłego wieku. W "Kirgizie schodzącym z konia" Kapuściński dokonuje przeglądu sowieckich republik. Podróżuje po Kaukazie i Azji Centralnej. Baku poświęca zaledwie kilkanaście stron. Piszę on o stolicy Azerbejdżanu tak: "Wszystkie style paradują tu obok siebie w wielkie rewii mód i epok architektury. Czego tu nie ma! I pseudogotyk, i pseudobarok, i styl postmauretański i szkoła Corbusiera, i konstruktywizm lad dwudziestych [...] i ładne nowoczesne konstrukcje." Interesuję mnie w szczególności ten Corbusier, francuski papież wszystkiego co w XX-wiecznej architekturze nowoczesne, Miał on wielu zwolenników w Związku Sowieckim, zresztą sam do Imperium miał stosunek raczej pozytywny. Jak ciekawe formy przyjmowała sowiecka myśl architektoniczna, możemy przekonać się na przykładzie budynku Ministerstwa Transportu Drogowego wybudowanego w Tbilisi w latach 70-tych. Jak podobne cudeńka odnajdę w Baku, będę bardziej niż zadowolony!
Wróćmy do Kapuścińskiego: "Oddziaływanie Europy na Azerbejdżan jest już słabe i co najwyżej wtórne. Między Europą i Azerbejdżanem wznoszą się zapory Kaukazu i Wyżyny Armeńskiej, natomiast na wschodzie Azerbejdżan przechodzi w niziny, jest łatwo dostępny, otwarty." Choć od napisania "Kirgiza..." minęło już ponad 40 lat, tak status Azerbejdżanu względem Europy nie zmienił się zbyt wiele. Niby kraj ten znajduje się wraz z Białorusią, Ukrainą czy Mołdawią w jednym unijnym programie Partnerstwa Wschodniego, ale co my, ludzie lubiący Europę Wschodnią, najczęściej wiemy o Azerbejdżanie? Wystarczą nam zazwyczaj strzępy informacji o funkcjonującym tam systemie politycznym, o ropie, na której buduje się obecny prestiż kraju, o islamie, którego wyznawcy stanowią 90% mieszkańców kraju.
Do Baku dolecieć nie jest tak prosto, jak dojechać do Lwowa, czy do Brześcia, a przecież i Białoruś i Ukraina to już zupełnie inna Europa niż ta zachodnia, zamożna, unijna. Ile kodów europejskich , a ile tureckich, perskich, azjatyckich, arabskich, odnajdę w Azerbejdżanie. Jak one się równoważą, uzupełniają, bądź zwalczają? Znalezienie choćby ułamka odpowiedzi na te pytania stawiam sobie za jeden z głównych celów mojej podróży. Nie jedyny, bo przede mną jeszcze sporo lektury, więc i dodatkowych inspiracji. Z książek o Azerbejdżanie czekają na mnie fragmenty "Imperium" Ryszarda Kapuścińskiego, "Toast za przodków" Wojciecha Góreckiego i "Azerbejdżan" Tadeusza Świętochowskiego. O co ciekawszych spostrzeżeniach wynikających z lektury poinformuję Was jeszcze przed wyjazdem, bo po przybyciu na ziemie ognia pozostanie mi czystej wody spontaniczna empiria. Liczę na przeżycia intensywne niczym tytułowe "spacery po ogniu".
* Podczas pobytu w Baku, czekają mnie temperatury przekraczające 20 °C, co biorąc pod uwagę przymrozki panujące obecnie w Warszawie, niezmiernie mnie cieszy!
Tekst ukazał się na portalu Eastbook.eu.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)