Czarek Mończyk
Nieczęsto piszę tutaj, ale dzisiaj muszę. Znałem Czarka od wielu lat, niejednego łiskacza wypiliśmy. Moja mama mi wczoraj mówiła, że Czarek na święta, urodziny, imieniny zawsze do niej dzwonił... teraz jej tego będzie brakowało.
To był super facet, pomimo swoich słabości (a kto nie ma słabości). Pogodny człowiek, nie przejmował się swoim serduchem z którym miał cały czas problemy. Cały czas był w ruchu. Tu remont domu, tu mieszkania dla Tomka (syna), tu jakaś stolarka, tu pokazy bielizny, ogłoszenia w gazecie, castingi u siebie w mieszkaniu, no masakra, 24h na dobe tytan pracy.
Nieraz się posprzeczaliśmy, nieraz mięliśmy odmienne zdania, bo on chciał drugą serię Ballady robić ale chciał również film. Ja twierdziłęm, że Ballada już nie pojdzie ale spróbował, kręcił coś tam, ja już tego nie firmowałem. Film by był lepszy moim zdaniem.
Ale to nie chodzi o to. Jak czytam w prasie teraz, że Czarek cały czas miał jakieś problemy finansowe, kupował tylko w biedronce, a na wczasy się udawał tylko jak to było prawie za darmo, to mnie krew zalewa. Owszem, szanował pieniądze, nie szastał nimi, a mógł, był dusigroszem, ale nie miał problemów tego typu.
Sory Czarku, że się nie odzywałem do Ciebie jakiś czas, wyjechałem do Berlina, tu się rozsiadłem, Ty miałeś swoje życie ja swoje, ale będzie mi Ciebie brakować. Bo z przyjaciólmi to jest tak, że nie widzą sie nawet pierdylion lat a jak się spotkają to ta przyjaźń jest dalej. Trwa.
Pewnie się tam gdzieś spotkamy...
... Kręć Ballady tam gdzie teraz jesteś, będzie weselej.
Grzesiek
pees. Gwoli ścisłości, Czarek już od wielu lat nie miał rury dla tancerek w mieszkaniu, byłem, widziałem, wiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)