96 obserwujących
826 notek
1059k odsłon
411 odsłon

W dziedzinie kultury - anarchia!

Wykop Skomentuj2

 

Gdy Mickiewicz (świadomie bądź nie) rozpoczynał nowy prąd w kulturze to pisał:
 
„Czucie i wiara silniej do mnie mówi,
Niż mędrca szkiełko i oko.”
 
Gdy ogłaszano manifest kulturowy Polski międzywojennej to Lechoń pisał:
 
„A wiosną – niechaj wiosnę, a nie Polskę zobaczę.”
 
Natomiast gdy nad kulturą pochylają się ludzie z Poznańskiego Kongresu Kultury (PKK) to tworzą taki oto potworek językowy:
 
„* przygotowanie kompleksowej i długofalowej strategii rozwoju kultury opartej o badania ilościowe i jakościowe, zawierającej innowacyjne rozwiązania w zakresie: wspierania, zarządzania, promocji, finansowania i edukacji kulturalnej;
* uspołecznienie procesów zarządzania kulturą poprzez wdrożenie mechanizmów partycypacyjnych. Wypracowanie rozwiązań wspierających współpracę międzysektorową w sferze kultury;
* opracowanie przejrzystych i efektywnych rozwiązań systemowych dotyczących finansowania i ewaluacji działalności kulturalnej prowadzonej w ramach różnorodnych modeli organizacyjnych;
* opracowanie wieloletniego programu inwestycji w sferze kultury opartego na sporządzonej uprzednio analizie potrzeb;”
 
Powtórzyłbym za swoim ulubionym Catem-Mackiewiczem – w dziedzinie kultury – anarchia. Toć przecież za chwilę Poznański Kongres Kultury i ratujący kulturę Sztab antykryzysowy pochyliłby się nade mną jako człowiekiem niekulturalnym! Jaka anarchia!? W kulturze? Tu trzeba kompleksowych i długofalowych strategii. Tu musi być porządek, sztab, w sztabie dowodzący, roznoszących i wykonujących rozkazy. Eksperckich badań. Wdrażania. Rozwiązań systemowych. Analizy potrzeb. Kultura nie jest wolna. Kultura jest rzeczą dokładnie zaplanowaną, przemyślaną, zmechanizowaną, zaprogramowaną, zeksperszczoną….
 
Kompleksowa strategia. A więc badania. Z których wyjdzie, że statystyczny mieszkaniec Poznania do kina chodzi 3 razy do roku, do teatru 2 razy do roku, raz na pół roku wybiera się na wystawę. Informacja dojdzie do sztabu kryzysowego. Zostanie rozkodowana, przemyślana i w sztabie, jak to w sztabie, zostaną wydane rozkazy kulturalne. W związku z raportami kulturalnymi na ten rok musimy zamówić 24 filmy, 18 przedstawień, 14 wystaw i 3 wernisaże. Rozpiszmy przetarg zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych – wszak pieniądze na kulturę ma zorganizować państwo.. przeprowadzimy przetarg z kulturalną komisją przetargową. Powołamy wyższą komisję przetargową kultury, gdyby ktoś chciał zaskarżyć uczciwość i rzetelność przetargu w I instancji… I jak myślą państwo, czy w ten sposób uratujemy kulturę?
 
Mnie cały czas zastanawia pewność kulturalnych ludzi, że jak się opracuje dobrą strategię, to ta przyniesie skutek. To znaczy, że jak te zamówione filmy, przedstawienia, wystawy nie będą pozytywnie odebrane przez publiczność, która po prostu nie przyjdzie oglądać męskich genitali przywieszonych do krzyża albo artystę, który jedyne co potrafi powiedzieć to: „ch… z wami”, to znaczy, że wina jest publiczności, bo strategia jest dobra? A więc rzecz jest w strategii, a nie w artystach? Czyli będzie się nas przymuszać do oglądania kultury, która jest zgodna ze strategią, wszak o widzach i publiczności nic się w strategii nie mówi. Publiczność ma być tylko finansującym kulturę, natomiast odbiorcą kultury zostanie dopiero jak dorośnie – to zdaje się być ideałem myślenia Poznańskiego Kongresu Kultury. 
 
Daleko od socrealizmu w kulturze nie uciekliśmy. Nadal mamy grupę, która uważa, że lepiej zna się na sztuce, potrafi ocenić i orzec co jest kulturą, co jest piękne i zgodne z długofalową strategią, a co kulturą już nie jest. Rolą publiczności jest jedynie przekazywanie pieniędzy w formie podatków, które już później będą „uspołecznionymi mechanizmami partycypacyjnymi” rozdysponowywane. Nie jest konieczna aby publiczność do teatrów, do kin, na wystawy chodziła (czy gdzieś jest o tym w ogóle mowa w PKK?). Wszak uspołecznienie, to znów nie uspołecznienie bezpośrednie, poprzez np. wykupywanie biletów na poszczególne imprezy kulturalne przez społeczeństwo, ale pośrednie poprzez powołanie specjalnych komisji przy urzędnikach zajmujących się kulturą (brr.. jak to brzmi urzędnik zajmujący się kulturą, toć to prawie oksymoron). System rzecz jasna nominacyjny, bo przecież powszechnych wyborów (a jedynie te można uznać za demokratyczne) nie będzie się przeprowadzać dla tak błahej sprawy. Dziwny ten wiek XXI, gdzie kultura chce swojej poprawy w sojuszu z urzędnikami, a nie poprzez bezpośrednie odwołanie się do widza.
 
Jak ja tęsknię teraz do tej przedwojennej Mackiewiczowskiej anarchii w kulturze. Nikt nie organizował kongresów ratowania kultury. Jeno siedzieli artyści i pisali, komponowali, malowali, grali. Publiczność to albo doceniała, albo doceniała z czasem. Artyści albo dorabiali się wielkich pieniędzy, albo biedowali. Albo byli sławni, albo snuli się w mgle niesławy. Ale nikt mimo tego nie wpadał na pomysł aby zorganizować kongres i tam kulturę uspołeczniać, kompleksować, tworzyć wieloletnie programy inwestycyjne, ratować się radami ekspertów. Nic z tych rzeczy. Po prostu pisało się, komponowało, malowało, grało. I doprawdy stokroć lepsza była kultura niż dzisiaj.
 
Kultura, sztuka nie jest fabryką, w której da się zaprogramować produkcję od A do Z oraz przygotować rynek na odbiór produktu – „nie, nie malarzy nam wystarczy, musi się kolega artysta zająć muzyką, bo tam zgodnie z wieloletnią strategią mamy niedobór. Ależ panowie ja nie umiem komponować, jeno malować… - Przykro nam, mamy już nadmiar malarzy, nabór był w zeszłej fazie, w tej fazie zajmujemy się poprawą losu kompozytorów…” W prawdziwej sztuce jest coś takiego jak natchnienie. Coś nieopisywalne i nieuchwytne, a przede wszystkim dość kapryśne. Jednak to coś sprawia, że sztuka nagle staje się piękna, że człowiek potrafi się przez godziny gapić w jeden obraz, że niezauważalnie ginie cały świat gdy słucha się muzyki, że pojawia się w sercu i na ustach uśmiech albo zaduma podczas czytania. I tego właśnie artystom trzeba, miast kongresów, ekspertów. Natchnienia, które tchnie w ich sztukę życie i piękno i da szansę na sławę albo pieniądze, albo nawet i obie te rzeczy razem. Natchnienia wam trzeba, a nie kongresu.
 
Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale