gzew gzew
67
BLOG

Miałem szacunek do Piechniczka

gzew gzew Rozmaitości Obserwuj notkę 9

W obradach piłkarskiego okrągłego stołu zabrał głos Antoni Piechniczek. Wypowiedź była żałosna. Na koniec usłyszałem o „leśnych dziadkach” i należnym szacunku.

Zacznę od końca czyli o „leśnych dziadkach”. Tutaj tym mianem określił trenerów i wychowawców, którzy pracowali bądź rozpoczynali pracę szkoleniową w pierwszych latach po wojnie. Więc chodzi o pokolenie, które stworzyło lekkoatletyczny Wunderteam, trenerów boksu z „papą” Stammem oraz tych wszystkich którzy uczyli piłkarskiego abecadła Lubańskiego, Deyny, Gadochy i choćby Piechniczka.O tych ludziach zawsze mówi się z szacunkiem i uznaniem i na zawsze pozostaną szanowanymi, i wybitnymi fachowcami.

W trakcie jego wypowiedzi usłyszeliśmy o „konferencji jałtańskiej” i wynikającego z niej podziału Europy. AP powiedział jak to byliśmy wtedy świetni w sporcie i sportowcy tzw. krajów demokracji ludowej  „walili (tych z zachodu) jak w kaczy kuper” a hymny zwycięzców odgrywany były długimi seriami. Jeśli chodzi o nasz sport to chyba można mówić o 3 takich imprezach tzn. lekkoatletyczne ME w 1958,1966 i ME w boksie 1953 r. Natomiast prawda była też taka, że w tamtych czasach mieliśmy podział na zawodowców i amatorów. Rywalizacja amatorów czyli piekarzy, hutników z zachodniej Europy, którzy trenowali po godzinach z pracy z „amatorami” z naszego bloku czyli zatrudnionymi na etacie tokarza, górnika siłą rzeczy musiała się kończyć zwycięstwami tych drugich. Tam gdzie dopuszczona była rywalizacja z zawodowcami np. piłka nożna to osiągnięcia były mizerne.

Oczywiście AP wyliczył, że zdobyliśmy 3 medale olimpijskie, 2 medale mistrzostw świata oraz to, że w latach 1974-2004 byliśmy 6 razy uczestnikami tej najważniejszej piłkarskiej imprezy. Prawda,  ale 2 medale olimpijskie to inaczej mówiąc medale mistrzostw krajów socjalistycznych a ten z 1992 to mistrzostwa drużyn młodzieżowych.

Wracam do tytułu mojej notki.

Miałem szacunek do Antoniego Piechniczka za :

·   honorowego gola w dwumeczu Ruchu z wielkim Ajaxem (0-7 i 1-2 w Pucharze UEFA)

·   odkrycie talentu Młynarczyka i konsekwentne stawianie na niego

·    „trenerskie 5 minut” w Odrze Opole

·   awans i medal w Mundialu 1982 – cieszyłem się, że taki Ślązak jak ja Piechniczek został trenerem reprezentacji i osiągnął wielki, życiowy sukces

Potem było już gorzej z moją sympatią dla AP. Eliminacje do ME’84 przegraliśmy w fatalnym stylu (1 zwycięstwo z Finlandią na wyjeździe, remisy u siebie z ZSRR i Finlandią – 2 razy po 1-1 a bramki traciliśmy po samobójach no i 3 porażki z ZSRR i 2 razy z Portugalią) ale wytłumaczenie było do przyjęcia dla wszystkich czyli na ME nigdy nie byliśmy więc norma a celem jest awans do Mundialu w Meksyku. Eliminacje do meksykańskiego wygraliśmy szczęśliwie bardziej dzięki potknięciom Belgii niż naszej dobrej grze. I tutaj pamiętam konferencję prasową po ostatnim meczu z Belgią zakończonym bezbramkowym remisem dającym nam awans. Chyba red. J.Atlas podsumował eliminacje stwierdzeniem „mamy awans ale nie mamy reprezentacji”. W odpowiedzi usłyszeliśmy „dzisiejszego” Piechniczka czyli mamy awans po raz 4 z rzędu (ile takich drużyn jest w świecie), drugi raz z rzędu ten sam trener dokonał tej sztuki (pierwszy taki przypadek w Polsce i jakże nieliczny w świecie!). Od tego momentu zacząłem inaczej patrzeć na Piechniczka. Niestety w Meksyku naprawdę nie mieliśmy drużyny, resztkę tego co pozostało z hiszpańskiego Mundialu  stać było na bardzo szczęśliwe wyjście z grupy z 3-go miejsca. Udział w mistrzostwach zakończyliśmy meczem z Brazylią przegranym 0-4. Bilans: 1 szczęśliwe zwycięstwo z Portugalią, kiepski remis z Marokiem i dwie wysokie porażki z Anglią i Brazylią, bramki 1-7. Ocena tych mistrzostw przez naszego trenera była mniej więcej taka, że warunki klimatyczne niezwykle trudne wiec nie dało się grać (innym z Europy nie przeszkadzały choćby Belgom, którzy zdobyli 3 miejsce), sędzia w meczu z Brazylią nas skrzywdził a tak poza tym to niech następny dokona tyle co on.

W 1986 roku zakończyłem swoją edukację, rozpocząłem prace zawodową i moje zainteresowanie piłką nożną znacznie spadło. Piechniczka straciłem z pola widzenia, słyszałem, że gdzieś w Tunezji uczył Arabów grac w piłkę. Prowadził nawet reprezentację tego kraju na turnieju olimpijskim ale bez sukcesów.

Pojawił się ponownie w 1996 roku. Po kolejnych latach niepowodzeń naszej reprezentacji powrócił na stanowisku selekcjonera z ambicjami pokonania Włochów i Anglików w drodze na Mundial 98. Zapomniałem o tym jak skończył dziesięć lat wcześniej i miałem ciche nadzieje, że może rzeczywiście jest tak dobrym fachowcem, że dokona cudu i ogra Włochy czy Anglię. Pierwszy mecz rozegraliśmy z Anglią na Wembley. Początek wymarzony, gol Citko (pierwszy gol na Wembley od 1973!), potem kiks Woźniaka i porażka 1-2. Ale wrażenia były korzystne, mecz wyrównany, często byliśmy przy piłce. Wręcz mówiło się o odrodzeniu naszej reprezentacji. Drugi mecz chyba z Kazachstanem wygrany 2-1 po koszmarnej grze. Próba przeprowadzenia wywiadu pomeczowego z obrażonym na cały świat Piechniczkiem była dla mnie kolejnym sygnałem, że powrócił „nieomylny, najmądrzejszy, jedyny, który się zna na piłce”. Tak dobrnęliśmy do ostatniego meczu z Anglia przegranego 0-2. Przed meczem mieliśmy minimalne szanse na awans pod warunkiem zwycięstwa. Po meczu rozgorzała dyskusja nad tym czy Piechniczek ma odejść czy też prowadzić drużynę do końca. W telewizji odbyła się debata, w której Piechniczek część winy za niepowodzenie zrzucił na... media. W dni meczu w „PS” ukazał się tytuł cos w rodzaju albo nawet dosłownie „Dokopcie im”. Ku mojemu zdziwieniu Piechniczek z wystąpił z olbrzymimi pretensjami do dziennikarzy o ten tytuł. Do dziś nie mogę pojąć w jaki sposób taki tytuł w prasie mógł źle wpłynąć na mobilizację piłkarzy. Dodam, że w swojej wypowiedzi przy okrągłym stole Piechniczek oczywiście podkreślił negatywną rolę mediów, które fałszują prawdziwy obraz  na polskiej piłki nie doceniając ciężkiej pracy władz PZPN.

Za co straciłem szacunek do Piechniczka.

Piechniczek w 1997 roku miał 55 lat. Gdyby chciał działać dla rozwoju naszej piłki pozostałby trenerem. Ale żeby w tym fachu być kimś trzeba się dokształcać, szkolić jednym słowem nie można stać w miejscu i przypominać o swoich zasługach sprzed lat. Nie było go na to stać. Wykorzystał swoje nazwisko i został samorządowcem w Sejmiku Śląskim, potem został senatorem jako członek PO. Równolegle starał się skutecznie o swoją pozycje we władzach PZPN. Jaka jest przydatność tych ludzi, którzy nie potrafią nic pożytecznego zrobić po zakończeniu kariery sportowca bo nie spełnili się jako szkoleniowcy, wykorzystali popularność i zostali na krótko politykami, samorządowcami a jak i tam się na ich miernocie poznano to wracają do sportu jako działacze. Nikt mi nie powie, że ludzie od 40 lat związani z piłką nie słyszeli o ustawianiu meczy, że nie widzą miernych, słabo wyszkolonych zawodników. Byle kasa pasuje.

gzew
O mnie gzew

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Rozmaitości