29 kwietnia 1970 roku w Wiedniu na Praterze rozegrany został finał Pucharu Europy Zdobywców Pucharów pomiędzy Górnikiem Zabrze a Manchesterem City. Górnik jako jedyny polski zespół dotarł do finału europejskich rozgrywek pucharowych.
Nie był to awans przypadkowy. Górnik pojawił się europejskich boiskach w latach 60-tych. Niestety na drodze do Europy stawały takie drużyny jak Tottenham (4-2 i 1-8), Dukla Praga (1-4,3-0,0-0 i los dla Dukli), Sparta Praga (0-3,1-3), CSKA Sofia (0-4,3-0) zostawiając w pokonanym polu mistrzów Austrii, NRD czy Szwecji. W sezonie 1967/68 górnicy dotarli do ćwierćfinału PEMK eliminując Dynamo Kijów (2-1 w Kijowie, Kostka obronił karnego i 1-1 u siebie).W ćwierćfinale odpadli z późniejszym triumfatorem Manchesterem Utd 0-2 i 1-0.Była to jedyna porażka Man Utd w tych rozgrywkach. W następnym sezonie wskutek wydarzeń w Czechosłowacji polskie drużyny wycofały się z rozgrywek.
Pamiętny sezon 69/70 Górnik rozpoczął od meczy z Olympiakosem Pireus (2-2 i 5-0). Mecze z drużynami greckimi, tureckimi czy skandynawskimi wtedy były spacerkiem. Nawet ten mecze nie utkwił mi specjalnie w pamięci.
Następny rywal to uznana firma czyli Glasgow Rangers. Pierwszego wyjazdowego meczu nie widziałem, Górnik wygrał 3-1, rewanż na Stadionie Śląskim już pamiętam bo nawet nie poszedłem na zbiórkę zuchów. Mecz bardzo nerwowy jak wszystkie pozostałe, które później rozegrano. Szkoci długo prowadzili 1-0 ale w końcówce 3 gole dały ponownie zwycięstwo 3-1.
W ćwierćfinale rywalem byli piłkarze Lewskiego Sofia (odpowiednik naszych Gwardii czyli klub milicyjny). Pierwszy mecz w Sofii odbywał się o godz. 13 czy 14 więć w szkole nagle rozbolał mnie brzuch i zwolniłem się z lekcji. Porażka 2-3 i wściekły byłem na Kostkę bo bramka na 3-2 padła chyba po strzale zza linii pola karnego a on nawet się nie rzucił do piłki. Rewanż to znowu horror. Prowadzenie 2-0 na początku II połowy ale szybka bramka Bułgarów i ostatnie pół godziny więcej patrzałem na zegar jak na ekran telewizora.
Półfinałowy mecze z Romą to jest coś czego w życiu nie zapomnę. Były BB i CC a w sporcie był HH. Helenio Herera. Urodzony w Argentynie jako trener zasłynął w Hiszpanii trenując z powodzeniem m.in. Atletico, Deportivo LC, Sevillę i Barcelonę. We Włoszech trenując Inter stworzył cattenacio. W myśl motto Herrery: "jeśli nie stracimy bramki, nie przegramy meczu". Pierwszy mecz zakończył się remisem 1-1 i z nadziejami czekaliśmy rewanżu. Transparenty typu „tako Roma momy doma” czy „Nie pomoże Herera Górnik wygro 3 do zera” oddawały wspaniały śląski klimat na Stadionie Śląskim. Zaczęło się fatalnie bo już 8 minucie gola z karnego strzelili Włosi. Potem przekonaliśmy się na własne oczy co to jest słynne cattenacio. Charakterystyczny obrazek przed oczami to długie ustawianie piłki na „5-ce” przez Ginulfiego (bramkarz Romy) i wybicie. Ten obrazek powtarzał się bez końca. W ostatnich sekundach meczu szarża obrońcy Górnika Jerzego Gorgonia i faul na nim w polu karnym. Jedenastę wykonał Włodzimierz Lubański – chyba zamknął oczy i walnął z całej siły – prosto w okienko! Pierwsze minuty dogrywki to kolejny majstersztyk „Włodka”. Z zerowego kąta jak najlepsi skrzydłowi w handbalu. Taki gol w takim meczu! W ostatnich minutach dogrywki oczywiście wyrównanie. Na szczęście nie obowiązywał wtedy przepis o podwójnych bramkach w dogrywce. Dodam, że mecz oglądałem u sąsiada bo nasz „Szmaragd” się wypalił a na „naprawcę” trzeba było tygodniami czekać. Trzeci dodatkowy mecz to kolejna dawka emocji. Remis 1-1, dogrywka i losowanie zakończone szczęśliwie dla naszych. W trakcie tego meczu dwa czy trzy razy zgasło światło na stadionie w Strasburgu, groziło przerwaniem tego meczu i powtórzeniem go w godzinach południowych następnego dnia (czyli perpektywa bólu brzucha w szkole).
Finał niestety był słabym widowiskiem rozgrywanym w strugach ulewnego deszczu. Manchester City do przerwy prowadził 2-0 a Górnikowi jedynie udało się zdobyć honorowego gola.
W następnej edycji PEZP los zetknął obie drużyny już w ćwierćfinale. Najpierw na Sląskim wygrali górnicy 2-0 a w rewanżu na Maine Road było 0-2. Dodatkowy mecz w Kopebhadze zakończył się zwycięstwem obrońcy Pucharu 3-1. Dodam tylko, że w czasie rozgrywania tych meczy doszło do zawału w jednej z zabrzańskich kopalń. Po 7 dniach ratownicy dotarli do żywego górnika – Alojzego Piątka, który po wyjeżdzie na powierzchnię jego pierwsze zdanie to było pytanie „Jak groł Górnik?”.
W pamiętnym finale Górnik grał w składzie:
Hubert Kostka - Jerzy Gorgoń, Stanisław Oślizło , Stefan Floreński (85 Rainer Kuchta),Henryk Latocha, Alfred Olek, Zygfryd Szołtysik, Erwin Wilczek (75 Hubert Skowronek), Jan Banaś, Włodzimierz Lubański, Władysław Szaryński
trenerzy Geza Kalocsai, Michał Matyas


Komentarze
Pokaż komentarze (6)