521 obserwujących
825 notek
2884k odsłony
7412 odsłon

SZEŚĆ MIESIĘCY REKIETU

Wykop Skomentuj138

Po czwarte mieliśmy okazję wysłuchać oświadczenie prokuratora Szeląga. To było bardzo dziwne oświadczenie, i po jego przeanalizowaniu doszedłem do wniosku, że jego celem było takie formułowanie tez, by nikt w przyszłości nie mógł z powodu tych tez postawić prokuratorowi Szelągowi jakichkolwiek zarzutów. Proszę zauważyć, prokurator zaprzeczył (tak jak zapewne od niego oczekiwano), ale zaraz potem nie wykluczył. Co by się nie okazało, zawsze znajdzie się talki element w wystąpieniu prokuratora Szeląga, który będzie zgodny ze stanem faktycznym.

Po piąte mieliśmy wystąpienia premiera Tuska, oraz cały szereg innych wystąpień. Po stronie rządowej (oraz publicystów lub blogerów sympatyzujących) dominował pogląd, że mieliśmy do czynienia z de facto zamachem stanu, próbą obalenia legalnie funkcjonujących władz Rzeczpospolitej i zamachem na Jej instytucje. Trochę to dziwne z perspektywy dziennikarskiej kaczki, błędu, pomyłki „tabloidu”, etc... Nie przypominam sobie, by zdementowana w kilka godzin informacja NIEPRAWDZIWA doprowadziła do gwałtownej zmiany władzy.

Ciekawym elementem było natomiast najpierw przyłączenie się Palikota do tezy o wykryciu ładunków, a potem gwałtowne zdystansowanie się od niej. Uprawdopodobnienie się tezy o wykryciu ładunków wybuchowych oznacza przemeblowanie na scenie politycznej. Palikot, który ma przyjaciół w kręgach, które ja kojarzę z „Graczem” musiał mieć wiedzę, że taka teza będzie uprawdopodobniona, a po tym, jak w ciągu dnia doszło do kontrakcji, zmienił front. Pamiętajmy, że w przypadku przemeblowania na polskiej scenie politycznej, „panowie” będą nadal chcieli mieć swoją reprezentację, choćby po to, by mieć dostęp do różnego rodzaju komisji i kancelarii tajnych, a więc by wiedzieć, co się święci. Moja teza: przed południem Palikot dostał polecenie zaokrętowania się na ewentualne nowe rozdanie, po południu wobec częściowego niepowodzenia akcji, dostał polecenie wycofania się na z góry upatrzone pozycje.

Wszystko to razem skłania mnie do postawienia głównej tezy, że na wraku Tu-154 w Rosji, oraz na jakichś jego innych elementach, które przez różne osoby w różnym czasie zostały wywiezione zagranicę i tam poddane badaniom są wyraźne i nie pozostawiające wątpliwości ślady dużych ilości dość prymitywnych (biorąc pod uwagę współczesne technologie wojskowe) substancji wybuchowych.

A co to oznacza?

Po pierwsze to, że państwo rosyjskie nie uważa wykrycia owych substancji za zagrożenie dla własnych interesów. Jak już zdążył mi donieść nieoceniony kolega Nurni, który wykonuje dla mnie ochotniczo prasówkę mediów rosyjskich (ja nie znam aż tak dobrze rosyjskiego, więc piękne dzięki), już tego samego dnia w mediach rosyjskich pojawiła się już kiedyś przepowiedziana przeze mnie narracja: „jeśli były ładunki wybuchowe, to podłożone w Warszawie”.

Z czym mamy tutaj do czynienia?

Otóż z tym, że to, czy oskarżający palec zostanie skierowany na bliżej nam jeszcze nie znany „związek przestępczy o charakterze zbrojnym, złożony z byłych (lub obecnych) funkcjonariuszy i oficerów polskich służb specjalnych” zależy dzisiaj od Kremla.

Co więcej, ustami polskich prokuratorów Kreml dał wyraźnie do zrozumienia, kiedy ów palec ewentualnie się na tę grupę nakieruje, bądź nie. Sześć miesięcy.

To znaczy, że dano tej grupie sześć miesięcy na wykonanie takich, nałożonych przez Kreml zadań lub działań, by nakierowany nie został. I to jest groźne.

Nie ma w tym momencie większego znaczenia, czy trotyl wraz z nitrogliceryną był spleciony z tragicznym losem polskiej delegacji, czy też nie. Ważne, że znajduje się on TERAZ (lub nie) na szczątkach wraku, i ważne, że przy takim zdefiniowaniu materiału wybuchowego nie ma możliwości nie obciążenia polskich służb specjalnych już WSPÓŁUCZESTNICTWEM w ewentualnym zamachu. Z tego prostego powodu, że nawet gdyby próbować przerzucić odpowiedzialność na Rosjan i próbować stawiać hipotezę, że zainstalowanie trotylu odbyło się w Samarze, to nie ma możliwości, by tego typu ładunek nie został wykryty na różnych etapach podróży zagranicznych różnych polskich delegacji na różne ważne spotkania i wydarzenia międzynarodowe bez szerokiego działania osłonowego służb polskich. A jeśli uznamy, że służby innych państw chroniąc swoje najwyższe władze dokonują zabezpieczeń miejsc ich pobytu pod kątem zagrożenia terrorystycznego, to w zasadzie (chociaż tego nie twierdzę kategorycznie) miejsce zainstalowania ładunku wybuchowego zawęża się nam do Warszawy.

Jak Państwo pamiętacie podzieliłem scenę wydarzeń politycznych w Polsce po 10 kwietnia 2010 pomiędzy cztery postacie: planistę, gracza, hazardzistę, ofiarę.

Wróćmy na chwilę do zaproponowanego przeze mnie modelu i spróbujmy dokonać opisu rzeczywistości posługując się tą właśnie siatką pojęciową.

Wykop Skomentuj138
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale