521 obserwujących
825 notek
2887k odsłon
9087 odsłon

Nicht schiessen, gute Leute!

Wykop Skomentuj148

Zacznijmy od pewnej intelektualnej zabawy. Wyobraźmy sobie, że wszystko, co myślą o sobie organy... organy unii europejskiej, jest absolutnie pozbawione i fałszu i błędu; wszystko, co o unii europejskiej myśli Frau Merkel jest niesprzeczne, zupełne i spójne (idealny prawodawca); a różnego rodzaju wykładnie traktatów unijnych dokonywane przez anonimowych urzędników niepodlegających żadnej kontroli oprócz wędzidła tejże samej Frau sa ostateczne i wiążące.

Jak w takiej unii powinno zachowywać się państwo członkowskie, by mogło zostać uznane za wzorowe państwo członkowskie z punktu widzenia Frau (i stojącego za nią niemieckiego kompleksu finansowo-gospodarczego)?

Powinno być przewidywalne: dokonywane w nim wybory polityczne powinny odpowiadać woli tego kompleksu; a wolą tego kompleksu jest dokończenie budowy tworu paneuropejskiego z centrum w Berlinie. Mieszkańcy peryferiów i obszarów granicznych mają służyć za amortyzatory gospodarce centrum: rynek zbytu i siedlisko marnie opłacanych rąk do pracy w czasach prosperity, „wysypisko” długów i toksycznych instrumentów finansowych w czasie kryzysu, kiedy to gospodarka kurczy się w kierunku centrum zapewniając temu centrum względną stabilność.

Idea Unii Europejskiej, taka jaką przedstawiano Polakom w soc-agitce rozesłanej każdemu dorosłemu obywatelowi RP-beta, a podpisanej przez wówczas urzędującego prezydenta RP-beta, Aleksandra Kwaśniewskiego, nigdy się nie zrealizowała. Mieliśmy znaleźć się w klubie – jesteśmy w jakimś podupadłym, czwartym już chyba z kolei Reichu, przy czym każda kolejna wersja tegoż Reichu jest zawsze, biorąc pod uwagę jakość i poziom zarządzania, gorsza od poprzedniej.

Dla centrum w Berlinie utrata Polski (a na to się zanosi) oznacza ostateczne zakończenie projektu paneuropejskiego, dlatego też centrum będzie podejmowało wszelkie możliwe działania, żeby temu zapobiec, włączając w to działania pozaprawne, takie jak udział służb niemieckich w procesie werbowania, organizowania i finansowania anty-systemowej „opozycji”. To ostatnie, co – jak sądzę możemy obserwować w całej rozciągłości – jest dla berlińskiego centrum bardzo ryzykowne, tyle tylko, że nic innego nie pozostało po tym, jak kontrola nad mediami w Polsce przestała przekładać się na kontrolę nad umysłami w Polsce. Jest bardzo ryzykowne w sytuacji, w której polskie służby „przewekslowały się” na kierunek amerykański, a więc korzystają z profesjonalnego wsparcia, a jeśli tak, to de facto są dzisiaj kierowane przez centrum w Waszyngtonie.

Ujawnienie powiązań i przepływów finansowych pomiędzy ludźmi i agendami Berlina w Polsce, czy to w formie grantów, nagród, stypendiów, dotacji z „unii europejskiej” byłoby końcem politycznego życia tych ludzi i tych agend, bo Polacy w swojej masie akceptują kolaborację z „ruskimi”, ale ze „szkopami” już nie – to atawizm, który najlepiej oddaje znaczenie słowa „Niemcy” (zachęcam do gmerania:).

A że ujawnienie takich powiązań jest możliwe, przekonaliśmy się, kiedy do prasy przedostała się informacja o ręcznym sterowaniu polskim porządkiem konstytucyjnym przez niemieckich komisarzy w Brukseli (poprzez oddelegowanych „łączników”).

W odróżnieniu od „naszych” komisarzy, dla których kierowanie się interesem polskim jest „obciachowe”, niemieccy politrucy (Juncker, Schulz, Timmermans, Oettinger, Tusk) mają silny imperatyw realizowania celów niemieckich; nieprzypadkowo zresztą skład „drużyny” szczutej na Polskę jest czysty etnicznie jak ekspozycja popiersi w naddunajskiej Walhalli (mowa o mauzoleum, nie o elemencie mitologicznej scenografii).

Berlin ma się czego bać, bo po tym jak doświadczył zorganizowanego najazdu Armii Proroka, utracił nadzieję na wpływy na Ukrainie i na gospodarczo-polityczne porozumienie z Rosją, może mu się jednocześnie przydarzyć odpadnięcie w perspektywie wschodniego (Polska, Węgry, Litwa, Łotwa, Estonia, Rumunia, Bułgaria, Słowacja, Czechy) i zachodniego (Wielka Brytania) krańca strefy wpływów. Owa strefa wpływów skurczyłaby się wówczas do zbankrutowanego Południa, Francji, w której chaos staje się powoli stanem utrwalonym i niepewnej Skandynawii.

Dotychczasowe próby powstrzymania antyniemieckiego kursu w Polsce spaliły na panewce, podobnie jak próby ulokowania swoich Balcerowiczów na Ukrainie, co skończyło się natychmiastową ripostą pro-amerykańskich Saakaszwilich. Wygląda na to, że nadzór nad strategicznymi elementami ukraińskiej infrastruktury mają wykonywać menedżerowie z Polski i innych krajów amerykańskiej zony (koleje, tranzyt gazu, administracja w kluczowych rejonach  - Odessa).

Jednak ostateczny cios może spaść na Niemcy jeszcze z innej strony. Dotychczas, za sprawą „wiadomych sił” Niemcy doświadczyły potężnego kryzysu eurozony podważającego jej stabilność, ataku na „goodwill” niemieckiej marki (generalnie) w formie przeczołgania Volkswagena, oraz masowej, niekontrolowanej migracji zmieniającej radykalnie przyszły skład etniczny narodu (?) oraz strukturę zagrożeń wewnętrznych w państwie.

Wykop Skomentuj148
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale