Trucker hiob Trucker hiob
279
BLOG

Nasz Papież, jakiego nie znamy.

Trucker hiob Trucker hiob Rozmaitości Obserwuj notkę 6

 

Kilka lat temu usłyszałem ciekawą historię z życia naszego papieża. Myślę, że warto się nią podzielić, bo jest chyba nie za bardzo znana, a doskonale ilustruje charakter Ojca Świętego i to, jak on w praktyce żył Ewangelią.

Papież tak bardzo przyciągał do siebie ludzi, bo autentycznie kochał. Kochał młodych i pięknych, kochał starych i schorowanych i pokazał swą miłość do wszystkich odwiedzając swojego niedoszłego mordercę. Historia, którą chcę opowiedzieć doskonale ilustruję tę jego miłość do każdego człowieka.

Pewien kapłan z Nowego Jorku opowiedział, co przydarzyło mu się podczas jego wizyty w Watykanie, która miała miejsce przed kilku laty. Przed audiencją u papieża wszedł do niewielkiego kościółka pomodlić się i w drzwiach minął żebraka. Ten widok tak go rozproszył i zaniepokoił, że nie mógł się on zupełnie skupić na modlitwie. Tym bardziej, że miał wrażenie, że zna skądś tego człowieka. Wrócił więc i przyjrzał mu się dokładniej. Okazało się, że jest to jego kolega z seminarium, razem je ukończyli i razem uzyskali kapłańskie święcenia.

Kapłan ten nie miał już czasu by zagadać to swego dawnego kolegi i udał się na audiencję. Jednak  mając te kilka sekund bliskości z Ojcem Świętym nie mógł się powstrzymać, żeby nie wspomnieć mu o tym człowieku, który był kiedyś księdzem, a teraz stał się żebrakiem. Papież zatrzymał się i wysłuchał tej historii, a po audiencji nasz nowojorski ksiądz dostał wiadomość, że papież oczekuje ich dzisiaj, jego i tego żebraka, na obiedzie. Pobiegł szybko do tego samego kościółka, gdzie się modlił rano i odnalazł swego kolegę. Zaczął go przekonywać, że muszą pójść, początkowo bez żadnej pozytywnej reakcji. Ale ponieważ to była  jego jedyna szansa w życiu na obiad z papieżem, nowojorski ksiądz nie popuszczał. Przekonał w końcu żebraka, zabrał go do hotelu, gdzie ten mógł się umyć i ubrać w pożyczone rzeczy od księdza i razem udali się do papieskiej rezydencji na obiad.

Po obiedzie papież poprosił księdza o zostawienie go samego z żebrakiem. Okazało się, co już sam żebrak później mu opowiedział, że gdy zostali sami, papież poprosił go o wysłuchanie swej spowiedzi. Na protesty, że nie jest  już księdzem, usłyszał, że gdy ktoś raz zostaje księdzem, jest nim na całe życie. Po wysłuchaniu spowiedzi Ojca Świętego i udzieleniu mu rozgrzeszenia, żebrak osunął się na kolana i ze łzami w oczach poprosił papieża o wysłuchanie swej spowiedzi. Po chwili, pogodzony z Bogiem i przywrócony do godności kapłańskiej, wrócił on do tego samego kościółka, gdzie jeszcze przed kilkoma godzinami żebrał, z nominacją papieską na wikariusza i z zadaniem rozpoczęcia duszpasterstwa wśród żebraków i bezdomnych przebywających w tej okolicy.

Słuchając tej anegdoty z życia Jana Pawła II przypomniała mi się inna historia. A raczej dwie, podobne przeżycie z dzieciństwa dwóch osób, które później miały znaczący wpływ na życie milionów innych. Dwóm chłopcom, gdy byli ministrantami, przydarzył się podobny wypadek. Usługując biskupowi do mszy upuścili kielich na ziemię, rozlewając wino, czy też naczynie z hostiami. Incydent był podobny, ale reakcja biskupów zupełnie odmienna. W pierwszym przypadku zwymyślał on chłopca od najgorszych i zabronił mu służenia już kiedykolwiek w życiu do mszy. W drugim przypadku biskup widząc przerażenie chłopca, przytulił go i powiedział, że nic się nie stało i że każdemu, nawet jemu, biskupowi, może się coś takiego zdarzyć.

Nie jestem do końca pewien, kim był pierwszy chłopiec. Słyszałem tę opowieść w wersji takiej, że był nim Josif Wissarionowicz Dżugaszwili, znany nam bardziej jako Józef Stalin, ale słyszałem także, że był nim Tito, dyktator Jugosławii. Pewne jest natomiast, że drugim był sługa boży Fulton J Sheen, arcybiskup Nowego Jorku, żyjący w latach 1895-1979.  Człowiek, który przez kilkadziesiąt lat miał cotygodniowy program w radiu i później w telewizji amerykańskiej. Otrzymał nagrodę „Emmy” w 1952 roku, (taki telewizyjny „Oscar”), a jego widownia sięgała co tydzień 30 milionów widzów. W ankiecie na najbardziej wpływowego katolika XX wieku zajął on czwarte miejsce po Janie Pawle II, Matce Teresie z Kalkuty i Padre Pio.

Oczywiście nigdy nie wiemy z całą pewnością,  jak jeden incydent może mieć wpływ na resztę naszego, czy czyjegoś życia. Daleki jestem od wnioskowania, że to właśnie opisane wyżej spotkania z biskupami spowodowały, że jeden chłopiec został potworem odpowiedzialnym za śmierć milionów ludzkich istot, a drugi doprowadził miliony do zbawienia dusz. Ale nie zmienia to faktu, że musimy w każdym człowieku, w każdej sytuacji zobaczyć naszego brata.  Zobaczyć samego Jezusa.  Bo konsekwencje odtrącenia innego człowieka zawsze są tragiczne. Zresztą nie tylko dla odtrąconego, ale także, albo przede wszystkim dla nas. Nawet wtedy, gdy nie spostrzegamy tego od razu. Natomiast przygarnięcie brata, okazanie mu miłości, zawsze powoduje to, że mamy pozytywny wpływ przynajmniej na siebie i na niego, a czasem wręcz na miliony.

Nazywam się Piotr Jaskiernia, mam 61 lat i od wielu lat mieszkam w Stanach. Z zawodu jestem "truckerem", kierowcą. Moim hobby jest apologetyka, a moją pasją nowa ewangelizacja. Zawsze szukam nowych dróg, by dotrzeć z Dobrą Nowiną do kolejnych osób, stąd moja obecność tutaj. AUDYCJE RADIOWE, PROGRAMY TV I ARTYKUŁY PRASOWE Z MOIM UDZIAŁEM: KLIK Moje FORUM: www.katolik.us Zapraszam. Kontakt.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Rozmaitości