Może najpierw napiszę co skłoniło minie do napisania tego postu, żeby nie było że jest nie obiektywny i nacechowany osobistymi jękami. Tak się złożyło że miesiąc grudzień sprzyja wszelkiego rodzaju spotkaniom. Jest wiec okazja żeby celowo lub nie, zaktualizować życiorysy różnych znajomych czy członków rodziny. Osobiście jestem wrogiem wszelkiego rodzaju „wypytywań” typu osobistego ale jak ktoś dobrowolnie chce się czymś podzielić to nie mam nic przeciwko ( w granicach rozsądku i czasu:).
Wracając z takich spotkań w grudniu 2008 roku głowie pojawiało się tylko jedno słowo KRYZYS. Ale nie gospodarczy a małżeński lub ogólnie między płciowy. Statystycznie na dwadzieścia związków osiem par jest razem z tego trzy zastanawiają się jak długo jeszcze. Dodam że mam namyśli związki ludzi 20-30 letnich czyli mające maksymalny staż kilku letni.
Zacząłem zastanawiać się co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Ewidentnie coś okazuje się nie takie jak miało być więc się z tego rezygnuje. To tak jak by kupić dajmy na to mercedesa myśląc że będzie wygodny i niezawodny. A po 10000 przebiegu okazuje się że się ciągle psuje a i wygoda jest kiepska więc po sześciu miesiącach jedziemy na giełdę sprzedać rzęcha.
Starałem się do tematu podejść na chłodno i przeanalizować każdą ze stron związków jak i sam mechanizm rozczarowania. Tak więc żeby się rozczarować to trzeba czegoś oczekiwać i mieć o tym jakieś wyobrażenie.
Jakie oczekiwania czy wyobrażenia ma mężczyzna czy chłopak, wyobrażeń to raczej nie ma bo wszystko widać jak na dłoni. Rozczarowanie grozi po iluś tam latach, że partnerka nie wygląda tak jak kiedyś. Ale z reguły to już nie ma takiego znaczenia i liczą się inne rzeczy. Ewentualnie jak się nie liczą to jest rozstanie ale po iluś tam latach a nie po dwóch. Może okazać się że partnerka nagle przeszła jakąś metamorfozę charakteru. Ale to znaczy że albo udawała albo miała wypadek po którym zapadła w śpiączkę a po wybudzeniu zmieniła się jej osobowość. W obu przypadkach wina nie leży po stronie mieszkańca Marsa.
Czyli wydaje się że element rozczarowania za dużymi wymaganiami ze strony męskiej jest mało prawdopodobny. Jak nie jedno to drugie. Wychodzi na to że to kobieta nagle doznaje jakiegoś rozczarowania. Skoro tak to zastanawiam się czym i odwracam sytuację. Chłop jak chłop teoretycznie starzeje się wolniej od kobiety więc szanse że dostał mięśnia piwnego w dwa lata są małe, to może charakter jakoś mu się przestawił? Szanse poza wypadkiem znowu mniejsze nawet na oszustwo, bo jak wiadomo kobiety dużo lepiej znają się na emocjach i mężczyzna próbujący oszukać kobietę jest raczej komiczny niż skuteczny.
Czyli zostaję z niczym. Chyba że o czymś zapomniałem. O czymś tak ważnym że decyduje o rozpadzie związków. O czymś co okazuje się ważniejszym od tego co pisałem wcześniej, że nie wspomnę o archaicznej miłości.
Myślę tak sobie….. jak chodzi o KRYZYS to może KASA.
Ale to by było mało logiczne bo wiadomo że Bill Geates jest jeden a zresztą jak ci mało to nikt nie broni zarób tyle ile ci mało a nawet więcej na zapas.
Okazuje się że to ostatnie zdanie jest niezrozumiałe dla większości kobiet. Uwierzyły biedaczki w to co piszą w pismach dla kobiet i mówią w „Rozmowach w śród tłumoków”. Że nie liczy się związek dwojga ludzi którzy rozumieją wzajemnie swoje problemy i pomagają sobie tylko że układa się jakąś listę oczekiwań i w przypadku nie spełnienia zrywa się kontakt. Biedne jeszcze nie wiedzą że mężczyzna wcale taki głupi nie jest i jeżeli usłyszy że jego białogłowa po miesiącu znajomości chce żeby on brał kredyt na mieszkanie „bo ona z małej miejscowości i tu w wielkim mieście płaci za wynajem a tak by mieli gniazdko” to bierze nogi za pas. I ona biedna zostaje sama zdziwiona bo ani mieszkania ani chłopa.
Ale może się mylę i taka metoda jest skuteczna i daje szczęście. Tak się składa że inny znajomy pracuje w wielkim biurowcu gdzie 90% kadry to kobiety a 80% z tych 90% to matki samotnie wychowujące dzieci. To pytam się go czy bije od nich aura szczęścia. On że raczej nie, że coś mamroczą przez zaciśnięte zęby o kiepskich facetach i innych maminsynkach, dodając coś że dziecko ma kłopoty w szkole bo bez ojca się wychowuje. To ja myślę sobie co za głupota. Zarabiać musi i tak więc teoretycznie nie miało znaczenia ile zarabiał ten „biedny frajer”. A ze wszystkim innym ma gorzej. Dziwna logika. Podczas tych rozmyślań wiejskiego listonosza zauważyłem jeszcze dwie właściwości pierwsza to taka że nie ma znaczenia czy zarabiasz tysiąc dwa czy dziesięć zawsze jest za mało w stosunku do oczekiwań, ale tak jest zawsze pieniędzmi że jedni mają od ciebie więcej inni mniej, obojętnie ile masz. Druga właściwość to słowo FACET. Dla mnie osobiście można powiedzieć mężczyzna chłopak chłopina chłop ale jak słyszę FACET to wiem z kim mam do czynienia i nie polecam.


Komentarze
Pokaż komentarze