Hrabina Idalia Hrabina Idalia
432
BLOG

LUFA z języka ojczystego kluczem do SUKCESU (wyborczego).

Hrabina Idalia Hrabina Idalia Polityka Obserwuj notkę 4

Parę uwag, do wyrażenia których zainspirował mnie świetny artykuł Artura Lewczuka pt. "Wielka awaria w jezyku", http://lomza.salon24.pl/.

Autor zaakcentował najwazniejsze aspekty problemu, z jakim ostatnio naocznie było nam dane sie skonfrontować. Historie zna już każdy, wiec nie będę powtarzać.  W każdym razie MAMY PROBLEM. W związku z nim budzą się pytania, np: 
1) Czy opanowanie języka ojczystego na poziomie maturalnym powinno być obowiązkiem KAŻDEGO POLITYKA, który zapragnie brylować na salonach naszych i tej tzw. "cywilizowanej Europy"?

- Wg mnie: TAK. I jeszcze bym dorzuciła obowiązek znajomości hitorii Polski. Inaczej nic nie będą rozumieć z tego co się wokoło dzieje, jeśli nie maja pojęcia o ciąglości dziejów itp.  

2). Czy opanowanie języka ojczystego na poziomie maturalnym jest gwarantem skuteczności PREZYDENTA?
- Myślę ze TAK. Bo język jednak jest - czy ktoś chce czy nie chce - sposobem KOMUNIKOWANIA się, i tu chodzi nie tylko o rozumienie haseł czy "KOMEND" ale także tego, co się znajduje pomiędzy stosowanymi wyrazami, czyli chodzi o sferę pojęciową. 

Zakres rozumienia pojęć i tematow u maturzysty (takiego z WYRÓŻNIENIEM, co się wybiera na studia) jest na ogol inny niż u kogoś, kto ledwo skończył zawodowke. Ten ostatni nie będzie dla erudyty partnerem do rozmowy o Szekspirze, Mickiewiczu, Hemingway+u, czy Dostojewskim.  Takim dwom osobom trudno na ogol będzie porozumieć sie na temat ostatnich naukowych doniesień z innych dziedzin. Podam przykład z życia:

a) Wyróżniony, zafascynowany  nauką MATURZYSTĄ, wybierający się na studia

b) Ten drugi, absolwent ZAWODÓWKI.


TAK się sklada, ze ten drugi jest OJCEM pierwszego. Kocha go i wspiera.  Może być uzdolniony w wielu dziedzinach, potrafi naprawić lub sprzedać AUTO,  uprawiać rośliny itp. I może być całkiem szczęśliwy, poważany w RODZINIE, sprytny życiowo. Ale nie posiada niestety wiedzy, aby temu pierwszemu np. DORADZIĆ jakie studia (podyplomowe) wybrać, czy czemu się poświecić sposrod kilku interesujacych, bedacych w rozkwicie dziedzin naukowych.  A wiec nie jest w stanie doradzic swemu zdolnemu synowi np. w jego sprawach uniwersyteckich, .po prostu z tej BOLESNEJ PRZYCZYNY, że nie podsiada on odpowiedniego instrumentu jakim jest JEZYK .

Chodzi tu o odpowiedni poziom języka, gwarantujący PRZEPŁYW  zawartych w nim treści

Wybitny syn (lub nawet przeciętny, ale student) przyjedzie na weekend do domu, zje w domu zupe, pomoże w OGRÓDKU, pójdzie z Ojcem na ryby  czy na POLOWANIE, może się nawet zwierzy z zawodu miłosnego. Ale jednak nie będzie z  nim roztrząsał zagadnień naukowych ze swej dziedziny. Nie będzie się Ojca radził, do jakiego specjalisty na Zachodzie wyjechać w ramach "Erasmusa". O tym będzie mówił ze swoim profesorem na uczelni,  kolegami, bo ojciec nie ma o tym najmniejszego pojecia. On nie royumie tych spraw. Trudno: Nie miał możliwości skończenia szkół, nie miał tez  ZDOLNOŚCI.  I trzeba to zaakceptować. Ojciec wyremontuje samochód (także koledze) ale nie pojedzie do syna do "akademika", nie będzie mu radził. Nie bedzie TAKIEJ DYSKUSJI,bo ona jest NIEMOZLIWA. Syn  nie uczyni go konsultatnem i kierownikiem spraw swojej przyszlej kariery, swojego zycia. I to zafunkcjonuje w INDYWIDUALNEJ wersji. 

Ale nie w ZBIOROWEJ, o  NIE!!! Tu jest inaczej: SYN idzie  i wybiera takiego goscia, jakim jest jego ojciec, a nawet całą taką grupę,  i pozwala im, aby kierowali calym krajem. DLACZEGO ? Dziwne mechanizmy rzadzą ZBIOROWOSCIĄ.  Ach ci Polacy, ten ROMANTYCZNY NAROD:  Potrafi byc "pragmatyczny" tylko wokol swego nosa, ale nie rozumie,  ze aby mu bylo dobrze w sensie INDYWIDUALNYM,  powinno sie doprowadzic do tego, aby CALA ZBIOROWOSC byla DOBRZE POKIEROWANA. Zamiast tego zdrowego odruchu mamy chyba zbyt wiele nieuwolnionych emocji. Takie emocje to instrument, na którym latwo GRAĆ. I nam wlaśnie GRAJĄ, a my TAŃCZYMY do taktu.

Faktem jest, ze ze stopniem OPANOWANIA JĘZYKA związana jest ŁATWOŚĆ UCZENIA SIĘ i ZDOBYWANIA WIEDZY W OGOLE. Nie majac opanowanej tej "SZTUKI", nie powinno się kierować ZADNĄ ZBIOROWOŚCIĄ. Popieram słuszny, poprzez piękny i mądry język, dramatycznie wyrażony apel Artura Lewczuka .                 

A poza tym... poszukajmy rozwiązania.
1).
Proponuje uzupełnienie konstutucji o zapis, wg którego na głowę Państwa a także PREMIERA można wybrać tylko osobę, jaka opanowała perfekcyjnie język polski (ojczysty, wiem ktoś powie zaraz "TFUJ"). Sygnalizowany ostatnio pomysł z DYKTANDEM dla KANDYDATÓW w czasie kampanii uważam za b. dobry.  Jak sie chce faktycznie dzskutować z Polakami o ich sprawach, to znajomosc ICH jezyka jest obowiązkiem, nalezy sie to nam jak... krowie siano. Ciekawe, ze w tak chętnie nam przez kosmopolityczna PO jako wzór stawianych "CYWILIZOWANYCH KRAJACH" należy wykazać się znajomością JĘZYKA, jeśli chce się otrzymać tylko ich OBYWATELSTWO... Czemu by nie wziąć przykładu?
2).
A jeśli WYBRANKIEM NARODU stanie się delikwent, który "niezabardzo" tego tam.. z "polaka" na przedwyborczym dyktandzie wypadł, to do czasu zaprzysiężenia musi koniecznie przejść specjalny intensywny kurs u jakiegoś polskiego Henry Higgins`a wg recepty podanej nam na talerzu przez Bernarda Show`a w jego znakomitej komedii  "PIGMALION". 

GAJOWY jako męski wariant Elizy Doolittle... hmm to temat na MUSICAL. Z  tym przebilibyśmy nawet sukces "My Fair Lady *).  Może TO by się udało sprzedać i .... załatać dziurę budżetowa, zamiast niesmacznie GRZEBAĆ w EMERYTURACH POLAKÓW jak hieny na cmentarzu?
..............
*)Sławny musical z 1956 oparty na wspomnianej sztuce. Autorzy: Alan Jay Lerner (tekst) i Frederick Loewe (muzyka). Premiera: Mark Hellinger Theatre, New York. W rolach głównych Julie Andrews i Rex Harrison. Potem prawie 7 lat "leciała" sztuka na Broadway`u. Miała tam aż 2.717 spektakli.

Podwójne życie: jedno TU drugie TAM

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka