15 obserwujących
173 notki
48k odsłon
  772   0

Dziś trochę filozofii...

Sprawa Krzyża stała się napięta i nabrzmiała. Dwie strony okopały się na z góry upatrzonych pozycjach, musimy więc trochę oczyścić atmosferę, spuścić parę innymi słowy wjechać szarżą kawaleryjską w te zastałe pozycje nie łamiąc przy tym koniom nóg w transzejach.
 
Sprawa z Krzyżem jest dość prosta. Oglądałem jakiś czas temu Pospieszalskiego i doszedłem do wniosku, że nawet tzw. obrońcy nie mają pojęcia dlaczego tego Krzyża bronią. Tzn. oni mają fenomenologiczno-intuicyjne pojęcie, przeświadczenie, że Krzyż to coś ważnego, coś nie przemijalnego – Absolut. Jednak wszyscy jesteśmy poniekąd dziećmi oświecenia i przydałoby się trochę elementarnej logiki. Intuicyjnie to można dziewczynę uwieść, a nie przekonać neutralnych światopoglądowo dziennikarzy, komentatorów, polityków, czy nawet zwykłych obywateli. Krzyż został „aresztowany”, ale spór pozostał.
 
Jak mówię sprawa jest dość prosta – pierwsza intuicja, która przychodzi do głowy to, że
 
Kto jest ateistą jest komunistą.
 
No dobrze to tylko intuicja, pewien fenomen, z którym się zetknęliśmy, ale nie wiemy dlaczego się sprawdza. Ale i tak jesteśmy krok do przodu, bo raczej nikt tego podczas ogólnopolskiej debaty tego nie wyartykułował. A na pewno nie w przytoczonym programie. Najbliżej był Warzecha, który nazwał ludzi atakujących Krzyż pożytecznymi idiotami, przy czym przypomniał, że ci pożyteczni idioci to zachodni filozofowie, których podpuszczali Sowieci. Warzecha w ogóle mądrze gadał, ale to zupełnie nie ma znaczenia. Nie ma z tego względu, że oni (Pietrzak za komuny w swoich skeczach używał słowa „ono”) i tak przekręcą to wszystko na swoją neutralnie światopoglądowo modłę. Np. Terlikowski ostatnio powiedział, że Krzyża bronią osoby wykluczone ze społeczeństwa. Media to podchwyciły i wyszło, że faktycznie to są osoby starsze, bezrobotne, nie umiejące sobie znaleźć miejsca w świecie, niewykształcone – słowem jakiś ciemnogród. A tak w ogóle to jakieś łajzy, co zupełnie nie umieją o siebie zadbać. Gdy tym czasem Terlikowskiemu chodziło o to, że wykluczenie polega na tym, że w demokracji kwestionuje się wybory pewnej grupy (i to bardzo licznej) w kwestii, kto np. ma być prezydentem. Może nam się ta demokracja nie podobać, ale jaka ona by nie była przynajmniej respektujmy jej reguły – tylko tyle i aż tyle.
 
Sprawa jest zupełnie prosta; te kilka zdań, które zaraz napiszę mogą się dla Państwa wydać szokujące, dlatego też tak mimo prostoty kluczę, wykluczam, etc. Ale teraz już będzie prosto z mostu. Sprawa jest prosta, bo wystarczy zadać sobie proste pytanie:
 
Co się stanie jeśli odrzucimy Boga?
 
I tu Was zaskoczę. – Nic. Nic się specjalnie złego nie stanie. Istnieje tylko jeden, tylko jeden, jedyny warunek: Musimy uznawać wartości takie jak – Prawda, Dobro i Piękno za absolutne.Póki będziemy mieli jakiś stały punkt odniesienia, wspólny dla wszystkich ludzi to wszystko będzie OK. Taka filozofia nazywana jest idealistyczną. Należałoby zapytać skąd czerpać te wartości – no więc je trzeba jakoś odgadnąć. Sprawę można uprościć i zamiast mędrkować przyjąć po prostu Objawienie, czyli po prostu czerpać te idealne wartości od Boga, ale przecież nikt nikomu nie będzie zabraniał poszukiwań. Co się stanie, jeśli odrzucimy Wartości Absolutne? Ano powstanie ten cały kociokwik pojęć, harmider etyk, który występuje w państwie neutralnym światopoglądowo. Ta odmiana filozofii to sceptycyzm. Wmawiamy sobie, że „wiemy, że nic nie wiemy” – więc wszystko się może zdarzyć. Stajemy się więc zupełnie bezwolni – jest nam dokładnie wszystko jedno. To Sokratesowskie „Wiem, że nic nie wiem” – to nie jest wyraz pokory wobec świata i zdanie sobie sprawy z własnej niewiedzy – to relatywizm w czystej postaci, a co za tym idzie i ateizm. (Wiara może być kwestią wiedzy – np. w ujęciu św. Tomasza z Akwinu – który notabene istnienie Boga sobie wymędrkował.) Ludzie bez wartości absolutnych są podatni na różne machinacje ze strony Zła (najogólniej pojętego). Stają się bezwolni. Stają się lemingami, pożytecznymi idiotami. Ten pożyteczny idiota w ujęciu Warzechy to w sumie takie masło maślane, a raczej błędne koło. Dlaczego jest pożytecznym idiotą? Bo jest neutralny światopoglądowo. A dlaczego jest neutralny światopoglądowo? Bo jest idiotą. Neutralność światopoglądowa to nie jest posiadanie własnych wartości i tolerancja wobec innych, a właśnie wycofanie się z własnych wartości w neutralność. Chodzi o to by wszystko było rozmyte i rozmazane. Notabene tolerancja wobec innych możliwa jest tylko wtedy, kiedy tolerowana osoba wyznaje te same wartości, co my natomiast od tych mniej istotnych wartości możemy sobie abstrahować i dlatego tolerować. Oczywiście można siąść i płakać, bo nic nie jest pewnego, ale można zrobić w tym systemie coś konstruktywnego. Tak rodzi się utylitaryzm. Na pierwsze miejsce wartości wychodzi inżynieria. Inżynier nie musi dokładnie wiedzieć jak co działa – byle działało – liczy się bardziej praktyka a nie teoria. Konstruktor projektując most ma uśrednione wartości materiałów w tabelach i na tej podstawie wylicza wymiary konstrukcji etc. Mało tego to co mu wyjdzie z obliczeń to i tak mnoży przez tzw. współczynnik strachu. Ten strach wynika właśnie ze sceptycyzmu, gdyż konstruktor nie jest pewny czy wzory, z których korzysta są doskonałe (odzwierciedlają/modelują dokładnie działanie materii) i czy te współczynniki z tabeli są w 100% pewne. Jednak gdy zaaplikujemy sceptycyzm do społeczeństwa również otrzymamy inżynierię tyle, że społeczną. Więc taki społeczny inżynier będzie dysponował jakimiś agregatami (uśrednionymi wartościami) społeczno-ekonomicznymi. Otrzymamy więc urawniłowkę. Zamiast obiecanej przez liberalizm wolności, otrzymamy przymus zachowywania się jak statystyczny obywatel, bo całe prawo napisane jest pod statystycznego obywatela. Zamiast tolerancji i różnorodności światopoglądów otrzymamy coś pośrodku. To jakby zmieszać farby na palecie i otrzymać taki brunatny, faszyzujący kolor.
Oczywiście taka uśredniona osoba bez wartości jest łatwo sterowalna przez społecznego inżyniera. Jednak mimo braku wartości absolutnych otrzymaliśmy pewien konkret. Tym konkretem jest materia. Ona jest naszym punktem odniesienia, bo ją chcemy urobić. Takie całkowite odniesienie się do materii to jak sama nazwa wskazuje materializm. Całkowite to znaczy totalne (totalis – całkowity). Cały wic polega na tym, że materia jest totalitarna. A dokładniej prawa fizyki są totalitarne. I wynikające stąd inne prawa chemiczne, biologiczne etc... Np. jak nie zjemy, totalitarny świat ukarze nas głodem. Jeśli dalej nie zjemy w ogóle możemy przestać żyć. Komunizm, który wywodzi się z materializmu w swoich założeniach wydaje się dobroduszny. Komunizm chciał uwolnić człowieka od tego totalitaryzmu praw fizyki wprowadzając własny totalitaryzm dla okiełznania materii. Przecież w komunizmie chodzi o to, by np. wszyscy byli syci – czyli (w tym wypadku) uwolnieni od totalitarnie potencjalnego uczucia głodu. Problem w tym, że częścią materii jest też społeczeństwo i one zostało poddane okrutnej inżynierii społecznej. Bez wchodzenia w dalsze drastyczne szczegóły doszło do takich paradoksów jak celowe i pełne determinacji mordowanie Ukraińców głodem, kiedy to komunizm miał napełnić wszystkim brzuchy.
 
Jest takie powiedzenie:
 
Grzeczne dziewczynki idą do nieba – niegrzeczne tam, gdzie chcą...
 
Niegrzecznym dziewczynkom się wydaje, że są takie wolne, wyzwolone a tym czasem – co tu wspólnie pokazaliśmy – idą do piekła, a zanim to nastąpi zrobią nam piekło na ziemi w postaci komunizmu albo liberalnej demokracji. W tym programie Pospieszalskiego Cejrowski powiedział, że prezydent nie jest prawdziwym mężczyzną, bo boi się podjechać pod pałac, zapalić znicz pod Krzyżem i zacząć urzędować. Na to jeden doktór czy inny profesór od neutralności światopoglądowej powiedział, że to że może tak krytykować prezydenta to zwycięstwo właśnie tej liberalnej demokracji. Nie przyszło mu jednak na myśl, że bycie prawdziwym mężczyzną to posiadanie własnych poglądów i pewna nieustępliwość w bronieniu ich. W związku z tym w liberalnej demokracji, nie ma miejsca dla prawdziwych mężczyzn. Innymi słowy immanentną cechą liberalnej demokracji jest istnienie rozmamłanych, metroseksualnych pseudomężczyzn bez własnych celów i poglądów, gdyż ma być neutralnie.
Jest taki dowcip. Dziecko w wieku 7 lat pyta gdzie kompot. Rodzice wpadają w panikę, bo ono nic nie mówiło do tej pory. Pytają się jednak, dlaczego dopiero teraz coś powiedział. A dziecko – „Bo zawsze był kompot”. Równie dobrze możemy tę scenkę przedstawić tak...Cejrowski pyta się – „Gdzie ci prawdziwi mężczyźni w rządzie?” Na to doktór/profesór (niepotrzebne skreślić) mówi mu – „Mamy wolność słowa dzięki liberalnej demokracji, więc może pan i społeczeństwo pytać”. A Cejrowski – „Ale zawsze można było się zapytać, nawet za czasów Świętej Inkwizycji. Tylko nikt nie pytał, bo zawsze byli prawdziwi mężczyźni”.
Jak pokazaliśmy od tej liberalnej demokracji to tylko krok do komunizmu poprzez inżynierię społeczną i urawniłowkę.
Może i religia jest głupia, ale pokazaliśmy również odrzucenie religii jest jeszcze głupsze. Może i istnienie nieskończonej i wszechmocnej Istoty, jest absurdalne – Czy Bóg może stworzyć kamień, którego sam nie uniesie? Ale odrzucając Boga doszliśmy w naszym myślowym eksperymencie do jeszcze większych absurdów- jak głodzenie sytych, by uczynić ich sytymi. Wszystko wskazuje więc na to, że ten Bóg jest konieczny, by nam świat się nie rozpadł, a przynajmniej jakaś namiastka religii w postaci quasistoicyzmu z tą cnotą stoa czy virtvs (coś co niby ma imitować te absolutne wartości).
Wyjaśniliśmy konieczność istnienia Boga, dla istnienia ładu na ziemi. Religia chrześcijańska zapewnia pełną wolność. Wolność ograniczona jest tylko przez wolność innego człowieka – czy poprzez przykazania dane Mojżeszowi, czy poprzez to jedno późniejsze „miłujcie się wzajemnie jak ja was umiłowałem”. Jednak chcemy udowodnić konieczność istnienia Krzyża. Mówimy o symbolu więc musimy przejść z filozofii logicznej do jej odmiany fenomenologicznej. Ta logika była dla osób neutralnych światopoglądowo. Teraz chodzi jednak o większe zwarcie naszych szeregów i umocnienia nas w przekonaniu słuszności bronienia Krzyża. Co ciekawe filozofia nie jest nauką. Dlatego mogliśmy sobie wykonywać dowolne hołubce, przyjmując różne aksjomaty i sprawdzając, co nam wyjdzie. Byle w ramach logiki. Teraz podejdę do sprawy fenomenologicznie, a to łączy się z interpretacją – a więc wartościowaniem. Dostanę dodatkowe pole manewru, bo nie będę musiał tych wszystkich filozofii jak racjonalizm, idealizm, sceptycyzm i materializm traktować jednakowo. Wyzwolę się zupełnie z tej światopoglądowo-filozoficznej neutralności, której użyłem do pokazania do czego prowadzą kolejne filozofie, łącznie z samą neutralnością światopoglądową jako immanentną cechą sceptycyzmu. Nie wiem dlaczego filozofia uznająca Boga to realizm – może dlatego, że właśnie najbardziej realnie podchodzi do człowieka.
Żeby wyjaśnić konieczność istnienia Krzyża musimy zadać jeszcze jedno pytanie:
 
Kim był Jezus Chrystus?
 
Jezus Chrystus był prawdziwym mężczyzną. Takim facetem z jajami. On miał swój cel i swoje poglądy, za które mógł dać się zabić. Był zupełnie odporny na jakieś sugestie, czy zastraszenia. Był niereformowalny jak PZPN. PZPN jest niereformowalne, więc należy je zlikwidować. Jezus był także niereformowalny i Rzymianie doszli do wniosku, że należy go zlikwidować. Ostatnią próbę reformowania Jezusa, czy szukania platformy porozumienia podjął Piłat, ale mu się nie udało, więc umył ręce. Jezus powiedział mu, że Królestwo Jego nie jest z tego świata. Innymi słowy Jezus – w najlepszym anarchistycznym stylu – powiedział, że Piłat może mu skoczyć. Jedynie od „dobrej” woli Jezusa wynika, że podporządkuje się władzy np. powie, żeby oddać cezarowi co cezara. Jurysdykcja Piłata jest zupełnie warunkowa – „Nie miałbyś władzy nade mną, jeśliby ci jej nie dali z góry”.
Chrześcijaństwo nie jest więc religią ludzi słabych a silnych. Wszystkich tych, co potrafią się zaprzeć samego siebie i iść wyznaczoną przez siebie drogą. Oczywiście w domyśle biorąc Krzyż na swoje barki. Dlatego przeciwnicy Krzyża tak go atakują. Trudno kontrolować ludzi, jeśli trudno ich złamać. Takich ludzi można zabić, ale nie złamać. Więc wszelcy totalitaryści lub ludzie mający zadatki na nich będą zwalczać Krzyż, bo on daje tę siłę w trwaniu w tym, co uznaje się za słuszne. Takich ludzi nie można kontrolować, można ich zniszczyć wraz z Krzyżem, ale brak kontrolowanych oznacza też brak kontrolujących. Wszelkie pasożyty nie mogą istnieć bez ofiar-dawców.
Chrystus – a cały czas piszę tylko o Jego ziemskim jestestwie – jest Nadczłowiekiem. I to Nadczłowiekiem w ujęciu filozofii Nietzschego. Taki Nadczłowiek jest ponad prawem, gdyż on sam to prawo sobie ustala. Filozofia Nietzschego to fenomenologiczna odmiana sceptycyzmu – tzn. taka zanim zostanie zaprzęgnięty ten cały logiczny aparat i wyjdzie nam z tego utylitaryzm czyli urawniłowka. Nadczłowiek to taka mała dziewczynka, której się wydaje, że jeśli nie pójdzie do nieba, może pójść tam, gdzie chce. Nietzsche głosi elitaryzm – tzn. tylko elity mają prawo do ustalania sobie własnych wartości i prawa. Ponieważ każdy może czuć się elitą to każdy teoretycznie może robić to co chce. A więc ta filozofia w praktyce staje się egalitarna, przynajmniej w sferze deklaracji poglądów. Jeśli chodzi o ich obronę to oczywiście nie każdy ma siłę na ich obronienie. W praktyce ten elitaryzm sprowadza się do umiejętności użycia siły. A w takim sensie nasz neutralnie światopoglądowy rząd jest elitarny, bo ma środki nazywane służbami porządkowymi, które zapewniają mu brutalną siłę. Służby, które ja nazywam bałaganowymi, bo bronią tego całego bajzlu, który powstał w skutek aplikacji sceptycyzmu w obręb szeroko rozumianej polityki. A nie miałby ten rząd władzy nad nami, jeśliby nie dostał jej z góry. Nawet jak ta władza teoretycznie wybierana jest oddolnie – demokratycznie, to uzurpuje sobie prawo, do bycie Boską – Vox popvli – vox Dei, czyli daną odgórnie.
Napisałem, że Chrystus odpowiedział Piłatowi „w najlepszym anarchistycznym stylu” (żeby spadał na bambus). Ale tak na prawdę to chodzi tu o jakość władzy, a dokładnie o rodzaj przywództwa. Chrystus bowiem jest liderem, prawdziwym wodzem, przewodnikiem stada. Jest taka reklama, w której trener Wenta mówi, że jeśli chce się zrobić coś z ludźmi nie można ich pchać przed sobą a należy ich pociągnąć za sobą. Chrystus umierając na Krzyżu, zapierając się samego siebie, dał nam przykład jak mamy żyć. I to jest właśnie to, o co mi (również w tym moim anarchistycznym sprzeciwie) chodzi. Chodzi mi o przywództwo poprzez przykład.
To jest w zgodzie z tym, co napisałem wcześniej. Aplikując inżynierię do społeczeństwa mamy do czynienia z liberalnym eksperymentem. Każda jednostka jest poddana takiemu eksperymentowi, czy chce czy nie. Natomiast w przywództwie przez przykład, przywódca wykonuje najpierw ten eksperyment na sobie. Oznacza to, że to co sobie wymyśli, że będzie lepiej – a początkowo będzie sceptycznie przyjęte przez jego otoczenie – a potem zrealizuje, to będzie działać. Każdy więc, kto zobaczy, że to co on robi działa i jest dobre, będzie chciał to skopiować i się przyłączy. Przyłączy się do już istniejącego sukcesu a nie jakiegoś obiecywanego sukcesu (najczęściej gospodarczego). Chrystus czynił cuda, a nie je obiecywał.
Pisząc cudmam na myśli tylko pewien sukces. Oczywiście Chrystus będąc Bogiem czynił cuda, czyli rzeczy niedostępne normalnemu śmiertelnikowi. Ale te cudasą czymś więcej niż aktem Nadczłowieka. Ponieważ Chrystus jest Bogiem, mam pewność, że to o co walczył nie jest Jego prywatnym wymysłem Nadczłowieka. Mam pewność, że nie jest to jakieś Jego Widzi-Mi-Się, a są to
 
Wartości Absolutne.
 
W tym momencie dochodzę do sedna całego mojego wywodu. Wiadomo, że odrzucając Wartości Absolutne popadamy w Relatywizm. Ja jednak pokazałem, co tak na prawdę ten relatywizm oznacza i do czego prowadzi. Wartości te otrzymujemy od Boga. Nawet jeżeli ktoś odrzuca istnienie Boga, a chce wyznawać te Absolutne Wartości, jak Prawda, Dobro i Piękno, to otrzymuje je niejako z drugiej ręki od ludzi wierzących. Wszystko to odbyło się w ramach filozofii logicznej. Wyszliśmy od aksjomatu, że Bóg istnieje a potem relaksowaliśmy ten pogląd. Dowód został przeprowadzony w formie redvctio ad absvrdvm – to co napisałem wcześniej – może i religia wydaje się głupia (zabonna, ciemnogrodzka, etc.), ale odrzucenie jej oznacza jeszcze większą głupotę (jeszcze większe zabobony – jak np. neutralność światopoglądowa, czy jeszcze większą pomroczność). Sceptycznie „wiem, że nic nie wiem”, oznacza ni mniej ni więcej, że wszystko człowiek musi przyjmować na wiarę – każdy więc jego światopogląd jest de facto formą religii. Ja wiem, że istnieją te Wartości, jak Prawda, Dobro i Piękno – nic poza tym nie muszę wiedzieć. To jest taki zdrowy sceptycyzm aplikowalny np. do praw fizyki – nie chodzi o ich negację, ale o stworzenie prawdziwego modelu. Np. Newton zaproponował pewien model, który Einstein uczynił dokładniejszym. Nie mamy jednak pewności, czy ktoś inny nie poprawi modelu Einsteina. Tu możemy sobie, gdybać. Ale stwierdzenie, że istnieją Wartości Absolutne, jest ostateczne.
Po przeprowadzeniu tego dowodu (a w zasadzie pewnego jego szkicu) przeszedłem do fenomenologicznego wywodu – dlaczego Krzyż? Podczas pierwszej (logicznej) części wstąpiliśmy do piekieł i ktoś musiał nas z tych piekieł wyprowadzić. Te piekła (a robię aluzję do naszego Credo) to Szeol, czyli taka żydowska urawniłowka. Przed Chrystusem, bowiem Żydzi trafiali do Szeolu i dopiero Chrystus otworzył jego bramy i ci lepsi mogli pójść do nieba – nastąpił niejako pierwszy Sąd Boży – oddzielenie dobrych od złych. Chrystus przyniósł Odkupienie za grzechy i rozdział dobrych od złych stał się możliwy.
Chrystus też przyniósł jaja. W sumie to wiąże się jedno z drugim. Bo grzechem pierworodnym był grzech uległości Adama. Grzech braku jaj. Adam biorąc owoc od kobiety pokazał, że daje sobą manipulować. Słabsza od mężczyzny kobieta uległa pokusie, ten jednak zamiast być jej ostoją, odrzucić owoc i pokazać jej miejsce w świecie, wykonał jej polecenie. Nie możemy być źli na Ewę. Zrobiła to bezwiednie. Może nawet podświadomie chciała sprawdzić czy ma u boku prawdziwego mężczyznę. Cały dramat jednak Ewy polegał na tym, że Adam był jedynym mężczyzną w Raju. Nawet po stwierdzeniu faktu, że Adam nie jest zbyt męski nie miała do wyboru innego mężczyzny. Nawet Wąż okazał się zbyt męski.
Dziś jest podobnie – cały dramat równouprawnienia, to właśnie wyzwanie rzucone mężczyznom. To próba ich męskości. Wężem są politycy i urzędnicy, którzy chcą dogodzić kobietom stosownymi regulacjami. Ale jest to też dramat kobiet, które szukają prawdziwych mężczyzn – a jeśli męska część społeczeństwa nie zda tego egzaminu kobiety będą pozostawione same sobie... a w zasadzie Wężowi-Biurokracji. Czyli notorycznej pokusie, aby ten świat naprawiać. Sam Adam wybierając owoc relatywizmu sam skazał się na wygnanie (wykluczenie!) z Raju Wartości Absolutnych. Dostał jednak od Boga szansę pokazania, że jest prawdziwym mężczyzną poprzez czynienie sobie ziemi poddanej (także dlatego, że nie umiał uczynić swojej kobiety swoją poddaną). To w sumie też było logicznym następstwem jego decyzji, gdyż odrzucając Boga popadł w materializm. Musiał walczyć z totalitaryzmem natury. Nawiasem mówiąc komuniści do absurdu sprowadzili to czynienie sobie ziemi poddanej. Chcieli ją totalnie sobie podporządkować różnymi Biełamorkanałami. Czynili też społeczeństwo sobie poddane.
Późniejsza biblijna historia opiera się na jednostkach z jajami. Zanim jednak to wyjaśnię, zrobię małą dygresję. Piszę tu o potrzebie Wartości Absolutnych – jednak cały wywód ma dążyć do Prawdy, w trakcie tego wyłania się mi pojęcie Dobra, lecz Piękno wydaje mi się kompletnie zaniedbane. Teraz będzie krótko o Estetyce. Genitalia na Krzyżu mogą się nam wydać wulgarne. Są wulgarne – ale pierwotnie nie dlatego że obrzydliwe, a dlatego że pospolite (vvlgaris – pospolity). Jaja na Krzyżu to masło maślane, to tautologia, annominacja. Skoro Krzyż jest symbolem mężczyzny z jajami to te jaja na Krzyżu są redundantne (nadmiarowe). Jeżeli sztuka to jakieś optimum formy to ta redundantność przekreśla estetyczność dzieła. Krzyż jest na prawdę ciężko sprofanować. Do tego trzeba być diabelsko inteligentnym. W czasie demonstracji przeciwko Krzyżowi jakiś chłopak całował się z dwiema dziewczynami. Nie wiem, o co mu chodziło – czy była to próba profanacji Krzyża, czy próba zaszokowania Jego obrońców – natomiast nie mogła być ona udana. To nikt inny jak Chrystus sprzeciwiał się kamienowaniu za cudzołóstwo. To Chrystus uczył Żydów, że nie ma co tak brutalnie karać za każde odstępstwo od przykazań. To była dopiero prawdziwa tolerancja. Oczywiście całowanie się publiczne z dwiema dziewczynami to żadne wielkie cudzołóstwo – chodzi mi tylko o to, że ten całujący się dostał tę swoją „wolność” od Chrystusa a nie od państwa neutralnie światopoglądowego. Fakt, że robił to przeciwko Krzyżowi wskazuje ewidentnie, że jest idiotą (już bez epitetu „użyteczny”).
 
Kiedy faceci z jajami idą do nieba...
 
Późniejsza biblijna historia opiera się na jednostkach z jajami. Mojżesz, który powiedział faraonowi, by spadał na bambus, bo on już nie da dłużej gnębić swojego ludu. Wyprowadził więc ten lud ziemi egipskiej z domu niewoli i dostał przykazania. Mojżesz działał z Bożej Inspiracji i to dane mu Prawo zawierało w sobie Wartości Absolutne. Choć – jak napisałem powyżej – z czasem to Prawo zaczęło być wypełniane zbyt brutalnie. Takim człowiekiem jest król Dawid, który kazał (zdaje się) Filistynom spadać na bambus i całego hetyckiego cywilizacyjnego kolosa położył na łopatki celnym strzałem z procy (to już moja prywatna nadinterpretacja, bo Filistyni, gdzieś się ledwo otarli o tych Hetytów, którzy podobno upadli przed Dawidem). A gdy zabrakło takiego faceta to sam Bóg mieszał języki budowniczym cywilizacyjnego kolosa, jak wypadku wieży Babel. Oczywiście i Mojżesz i Dawid zapowiadali przyjście Jezusa – tego najprawdziwszego z najprawdziwszych, o którego sprzeciwie już pisałem.
 
Często się krytykuje odejście od łaciny w Kościele, za odebranie mu magii. Ale mi się wydaje, że ta magia już wcześniej odeszła. Natomiast to, że msza odprawiana jest w językach narodowych jest kapitalną sprawą, bo to jest właśnie pomieszanie języków. Teraz w trakcie „jednoczenia” Europy, a za tym idzie wzmocnieni potrzeby istnienia uniwersalnego języka (jak łacina), Kościół może być miejscem zachowania języków ojczystych.
 
Tolerancja vs urawniłowka
 
Prawdziwym mężczyzną na miarę Mojżesza, który przyszedł po Chrystusie, był Jan Paweł II. On wyprowadził nas z aberracji naszej cywilizacji, jaką był komunizm. Komunizm ten był aberracją, bo przyszedł za wcześnie. My ciągle dążymy do komunizmu poprzez sceptycyzm. Ten pochód do piekła zatrzymać może tylko Krzyż. Papież był krytykowany przez część prawicowych komentatorów za ekumenizm i tolerancję, wg mnie zupełnie nie potrzebnie. Ten ekumenizm, czy ta papieska tolerancja nie ma nic wspólnego z urawniłowką. Religie chrześcijańskie, gdzieś fenomenologicznie krążą wokół Krzyża różnie rozkładając akcenty, co do pewnych dogmatów. Wydaje mi się, że Papieżowi chodziło o to, że póki chrześcijanizm skupia się wokół Krzyża, a inne religie wokół Wartości Absolutnych, to wyznawcy różnych religii mogą się wzajemnie tolerować. Papież w tekście Pamięć i Tożsamość odwołuje się do ostatniego Jagiellona, który powiedział, że nie będzie sędzią sumień swoich poddanych. Tak więc w polską tradycję wpisana jest tolerancja. Na wieki przed oświeceniem. Tradycja wg Papieża jest ważna, bo jest pamięcią, a pamięć tworzy tożsamość. Papieżowi chodziło o zachowanie polskości a nie rozpuszczeniu jej w tyglu Europy. Zupełnie co innego niż chciał zasugerować Komorowski tydzień temu, gdy powoływał się na wyrwane z kontekstu słowa Papieża, że ważniejsza od przeszłości jest przyszłość. Komorowski to mówił na pewnym kongresie. To był pewien wybieg z serii aikido – ustąp aby zwyciężyć. Komorowski wie, że nie wygra z katolikami, za to próbuje przedefiniować katolicyzm. Czytając ten filozoficzny wywód Papieża miałem wręcz wrażenie, że jesteśmy drugim narodem wybranym, bo za każdym razem, gdy jesteśmy w tarapatach ratuje nas Matka Boska.
 
Ktoś w tym programie Pospieszalskiego, powiedział, że katolików gryzłaby w oczy publiczna menora. Ha. Ja mam pewien pomysł na konsensus. Przecież i my chrześcijanie i Żydzi przestrzegamy 10ciu przykazań. Jeśliby ktoś zaproponował zburzenie parlamentu i postawienie dwóch, wielkich kamiennych tablic z przykazaniami zamiast niego, to ten pomysł by mi się bardzo spodobał. Zakończyłaby się niczym nieograniczona produkcja prawa dla statystycznego, czyli nieistniejącego, Polaka. Skończylibyśmy raz na zawsze z absurdami aplikacji sceptycyzmu, a co za tym idzie utylitaryzmu do spraw społecznych.
 
Na razie jednak to Krzyż jest referencją Wolności.
Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale