Powołano więc Urząd Renowacji Mostów (URM). Na jego czele stanął Onufry Krach, człowiek energiczny i pomysłowy. Naczelnik Krach utworzył dwa oddziały, które jak można się domyślić, podzielił na dziewięć pododdziałów. Oddziałami mieli zawiadywać dyrektorzy, a pododdziałami kierownicy. W każdym oddziale było pięć stanowisk dla referentów, w pododdziale tyle, ile w danym moście dziur.
Dobrze zorganizowany urząd przystąpił do pracy. Utworzono Biuro Studiów Porównawczych (BSP), które miało na celu zbadanie, w jaki sposób podobne problemy rozwiązuje się w innych państwach. Stwierdzono, iż tak, jak postępuje się z dziurami w moście gdzie indziej, nie można postąpić w R. Trzeba wymyślić inną metodę uwzględniającą erskie warunki naturalne, prawo, gospodarkę i parę innych kwestii.
Dobrze, że naczelnikiem URM był właśnie Krach. Tylko on mógł się uporać z tak poważną sprawą. Zatrudnił po trzech inspektorów, podległych dyrektorom oddziałów, których zadaniem było obejrzenie każdej z dziur, aby stwierdzić, jakich kłopotów przysparza ona w dzień, jakich w nocy, także w kolejnych porach roku. Jakie zagrożenie stanowi dla ludzi, a jakie dla zwierząt. Inspektorzy, dowiedziawszy się tego wszystkiego i jeszcze więcej, musieli następnie opisać to w szczegółowych raportach. Raporty te potem czytali dyrektorzy, by na ich podstawie sporządzić sprawozdania. Sprawozdania trafiały na biurko naczelnika Kracha.
Ponieważ szef Urzędu Renowacji Mostów nie był autokratą, nie ośmielił się podjąć sam decyzji w sprawie dziur w mostach. Co miesiąc wzywał do siebie inną grupę pracowników BRM, aby poznać ich opinię. A owe konsultacje, jak je oficjalnie nazywano, odbywały się tak często, bo problem stawał się coraz poważniejszy. Do dziur w mostach wpadało coraz więcej ludzi.
Nadszedł dzień, w którym Krach mógł podjąć ostateczną decyzję. Wezwał Bogumiła Nowo, mistrza ciesielskiego (mosty były drewniane), aby załatał dziury w dziewięciu republikańskich mostach. Nowo i jego dwaj pomocnicy w ciągu tygodnia skończyli robotę.
Wtedy Krach zrozumiał, że popełnił błąd. Nowo pozostawiony bez nadzoru zbyt szybko naprawił mosty i w ten sposób doprowadził do sytuacji, jakby URM był niepotrzebny. Nieważne, że przez to tylu wybitnych specjalistów straci stanowisko i pensje. Gorsze, iż Urząd, który w ciągu swojej historii nagromadził wielki potencjał koncepcyjny, nie będzie miał powodów, aby dalej kontynuować swoją działalność.
Naczelnik Krach nie mógł dopuścić do zaprzepaszczenia dorobku swojego i swoich kolegów. W najbliższą noc porobił siekierą nowe dziury w mostach republiki.
cdn.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)