immelman immelman
194
BLOG

Szkoła przetrwania według Immelmana

immelman immelman Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 

Gdy dzisiejszego przedpołudnia znalazłem się na warszawskim Starym Mieście panowała tam atmosfera polowania na tych , którzy jeszcze nie byli ostentacyjnie oznakowani czerwonymi sercami OŚP.  To już nie była kwesta wolentariuszy,  lecz nachalne polowanie na frajerów , którzy niekoniecznie mieli ochotę i pieniądze na wspieranie tego szlachetnego podobno celu. Podjąłem wyzwanie, czy mi się uda prześlizgnąć się przez szpalery , tyraliery i kluczące grupy molestującej młodzieży. Najtrudniej było przed wejściem i po wyjściu z kościoła. Tam muskularnie zbudowani i dostatnio odziani młodzieńcy z puszkami OŚP dość skutecznie zagradzali drogę jeszcze „nieoznakowanym”  i nieco spanikowanym staruszkom , które przeważnie bez dyskusji wrzucały do puszek swoje ocalałe w portmonetkach grosiki. Przez wiele lat dawałem się wrabiać ten dziwny i coraz bardziej bezczelny ceremoniał. Tym razem pomyślałem: -STOP! Zacząłem krążyć , jak kuter na polu minowym , omijając kolejne hordy  wolentariuszy. Tymczasem na Starówce prawie wszyscy spacerowicze byli już oznakowani,  jak Armia Kwantuńska. Oklejono wózki dziecinne , rowery , taksówki , a szczególnie okrycia wierzchnie przechodniów. Każdy starał się jak najbardziej wyeksponować orkiestrowe serce , aby ponownie nie dostać się w tryby machiny wolentariatu OŚP. Wyraźniezapachniało „łapanką”. Ponieważ nie miałem na moim ubraniu tego pięknego symbolu, natychmiast byłem namierzany przez lidera grupy i pokazywany palcem , jako odmieniec i „target” do natychmiastowego przechwycenia. Podobnie było w supermarkecie: jedni „atakowali”  klientów przy wejściu , drudzy wyłapywali niedobitki u szczytu schodów ruchomych. Tak wygląda spontaniczna , narodowa akcja charytatywna, o której będą trąbić media jeszcze przez długie miesiące. Udało mi się dotrzeć do domu bez obowiązkowego oznakowania sercem OŚP, ale łatwo nie było. Wszelkie zachowania stadne są mi obce. Zaraz wyjaśnię powód mojej awersji do tej wspaniałej charytatywnej idei.
Cały ten medialny, rozdmuchany sztucznie  show jest zjawiskiem nienaturalnym i pachnącym kiczem. Piszę ten tekst w kontekście informacji, którą przeczytałem dzisiaj w notatce posła Janusza Wojciechowskiego, że w latach 2007-2010 zwiększono państwową administrację rządową o  60 tysięcy osób. Czy możemy oszacować miesięczne wynagrodzenie tych 60 tysięcy sprawiedliwych? Licząc po minimum 3000 (a zapewne dużo więcej) złotych daje to kwotę 180 milionów złotych (MIESIĘCZNIE!) z naszych podatków!!!!Ile Świątecznych Orkiestr należałoby powołać , aby uzyskać taki przychód? A wolentariusze molestują staruszki, nie mające pieniędzy na lekarstwa , aby wspomóc państwową służbę zdrowia. Może w ten sam sposób będziemy niebawem składać się na emerytury... Cholery można dostać , jak się o tym pomyśli...
Gdy orkiestra zacznie zbierać fundusze na rakietę , aby wysłać w niej obecną ekipę rządzącą w kosmos , to chętnie się dorzucę… W innym przypadku żegnam ozięble! Lubię wiedzieć komu naprawdę pomagam …
 
immelman
O mnie immelman

Pasjonat historii lotnictwa , muzyki i fotografii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości