Chciałbym napisać coś mądrego na temat Tupolewa „101” , który uległ całkowitej destrukcji w Smoleńskim lesie. Nie będę snuł przypuszczeń na temat samej katastrofy , bo ten temat doczekał się już tak wielu komantarzy , że pozostawiam to innym , będącym bardziej „w temacie”.
Od dziecka interesowało mnie lotnictwo. Łaziłem po warszawskich lotniskach , żeby się napatrzeć , nasłuchać gangu silników i nawąchać zapachu lotniczej nafty. Bardzo przeżyłem fakt , że ze względu na wadę wzroku nie kwalifikowałem się do latania. Pasja mimo to pozostała i namiastką mojej lotniczej , niespełnionej miłości stało się modelarstwo lotnicze , fachowa literatura , obecność na różnych imprezach lotniczych i tzw. spotting czyli fotografowanie latających maszyn w różnych sytuacjach i ujęciach. Tym hobby zajmuje się w Polsce i na świecie sporo ludzi , którzy wyposażeni w niezłe aparaty i długie obiektywy czają się w najdziwniejszych miejscach (najczęściej w okolicy lotnisk), aby „ustrzelić” jakąś ciekawą maszynę , ciekawe malowanie lub wyjątkowe ujęcie. Wykonanie dobrego zdjęcia szybko przemieszczającego się samolotu to duża sztuka , która wymaga sporo doświadczenia oraz niestety dobrego i drogiego sprzętu fotograficznego.
Dlaczego o tym piszę? Dlatego , że los spottera w Polsce nie jest zbyt wesoły. Ruch na polskich lotniskach jest słaby. Nawet na warszawskim Okęciu atrakcyjność przylatujących maszyn nie jest wielka. Nie ma praktycznie w rozkładzie przylotów dużych , czterosilnikowych, miedzykontynentalnych maszyn jak B747 , A380 , A340 itd… Są takie „martwe” godziny , że na Okęciu nic się nie dzieje. Czasem tylko zabrzęczy jakiś krajowy ATR lub Embraer , na którego już nawet nie chce się odbezpieczać obiektywu , bo to nuda jak flaki z olejem. Niby Centralna Europa , a jednak prowincja L. Czasem zdarzają się jednak perełki jak np.: Boeing 747 izraelskiego przewoźnika EL-AL. , arabskie czartery czy słynny tranportowiec An-124. Aby „upolować” taką atrakcyjną maszynę trzeba mieć nieco szczęścia lub mieć swoją sieć informacyjną, która po prostu „da cynk” o przylocie takiej wyjątkowej maszyny. Pewną osłodą spottingu na warszawskim lotnisku były 2 typy maszyn , które nigdy się nam spotterom nie znudziły , a które dość często pojawiały w strefie powietrznej Okęcia: rejsowy, lotowski (jest ich obecnie sześć) Boeing 767 oraz rządowy Tu-154M. Rządowa „Tutka” zawsze wzbudzała sensację. Był to wyjątkowo piękny i fotogeniczny (SIC!) samolot.
W historii lotnictwa było kilka takich maszyn , których zgrabna sylwetka i kształt płatowca od razu mówiły , że ta maszyna ma dobre właściwości lotne. Były po prostu pięknie zaprojektowane. W mojej ocenie do takich maszyn należy zaliczyć m.in. brytyjskiego Spitfire’a , amerykańskiego P-51 Mustang , Douglasa DC-3 Dakota , Boeinga 707 , Concorde’a oraz… Tupolewa Tu154. Wielokrotnie fotografowałem „stojedynkę” i zawsze towarzyszył mi przy tym dreszczyk emocji. Był to jedyny na Okęciu samolot , który można było rozpoznać z daleka , gdy był jeszcze tylko prawie niewidocznym punktem nad linią horyzontu. Przyczyną był widoczny z daleka dym z 3 potężnych silników Sołowiewa , które napędzały „tutkę”. Obecnie trudno spotkać taki efekt wizualny wśród współczesnych samolotów komunikacyjnych. Panuje niestety (albo stety) wszędobylska ekologia .
Żal mi tego pięknego samolotu… Na EPWA (kod lotniska Okęcie) będzie nam, warszawskim spotterom czegoś brakowało…
Załączam kilka zdjęć mojego autorstwa tego pięknego samolotu. Zdjęcia te wykonałem w sierpniu 2008 roku na warszawskim Okęciu.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)