0 obserwujących
653 notki
189k odsłon
  68   0

Prawda rosyjska, a inne hipotezy.


Wczoraj 1.VI. 10r., pan G. Czempiński wyraził zdziwienie, że drugi pilot dał hasło „odchodzimy”, a kapitan Protasiuk nie wypowiedział komendy „cała na przód”.

W ogóle, przez sześć ostatnich sekund kapitan Protasiuk się nie odzywał. We wczorajszych dyskusjach, o informacjach dostarczonych Polsce przez Rosję, rozmówca TV z Gdańska, kapitan pilot, oznajmił, że przez sześć sekund pan Protasiuk milczał; i dodał: „tak jakby stracił przytomność”.

Proszę, by Państwo przypomnieli sobie wywiad udzielany w telewizji przez polskiego operatora kamery. On wyraźnie oznajmił, że na kilka chwil stracił świadomość i nic nie pamięta. Dopiero odzyskał pamięć, gdy już znalazł się na lotnisku w Smoleńsku i filmował szczątki samolotu, strażaków dogaszających niewielki pożar… I wtedy służby rosyjskie chciały mu odebrać kamerę, ale on ich przechytrzył, i oddał im inne taśmy. Czym zagrożono temu operatorowi, że na ten fragment czasu dostał trwałej, całkowitej amnezji?

 

Teraz zastanówmy się, kto kogo przechytrzył. Spece od lotnictwa doskonale wiedzą, że skrzydła każdego dużego samolotu, są niesłychanie wytrzymałe, gdyż muszą bardzo dużo znieść. Między innymi turbulencje, w wyniku których się zginają, ale nie odpadają. To jak wielka musiała być przyłożona siła do skrzydła TU 154, że pękło ono jak zapałka, a cały samolot odwrócił się i „dachował”? Zaznaczam, że do wersji odpowiadającej W. Putinowi i D. Tuskowi byliśmy przygotowywani przez dwa miesiące. Robiono wszystko, byśmy uwierzyli w to, co oni nam sugerowali. I co najważniejsze. To W. Putin i D. Tusk doprowadzili do podzielenia obchodów „Zbrodni katyńskiej” na dwa etapy. Czy już wówczas wiedzieli – po co?

 

Nie raz pokazywano obrazy katastrof lotniczych, gdzie skrzydła samolotu cięły duże drzewa. Najpierw czubki koron, a na końcu grube pnie. I nie poodpadały. A tu, po zetknięciu się z pierwszym drzewkiem, nastąpiła katastrofa.

 

W Smoleńsku, na okolicznych bagnach znalazła się tylko jedna, nieco wyższa brzuzka, która nie tylko urwała skrzydło, lecz spowodowała odwrócenie się dużego i ciężkiego samolotu, lecącego stabilnie, na grzbiet. A może był to podmuch silnego ładunku wybuchowego, umieszczonego na ziemi, na trasie zmienionego lotu TU 154. Zmienionego na tyle, by nie trafić w pas lądowiska, gdyż wtedy skutki wybuchu zostawiłyby trwały ślad na pasie startowym. A grząski, podmokły teren, sam wszystko zamaskował. Lotu zmienionego na tyle, by samolot był odpowiednio nisko i żeby podmuch wybuchu zmasakrował cały samolot i pasażerów, a gorąco powstałe przy wybuchu zwęgliło część ciał. Teren podmokły amortyzuje siłę upadku, a nie ją zwiększa. A tu nagle takie spustoszenie. Niewiarygodne! Należy jeszcze zaznaczyć, że musiała zadziałać jakaś, jeszcze inna „siła” z zewnątrz, która spowodowała niebezpiecznie szybką utratę wysokości samolotu, której piloci nie byli w stanie przeciwdziałać. Dzisiejsza technika podobno dysponuje takimi możliwościami. Samolot z Polakami nie miał żadnych szans.

 

No i jeszcze jeden szczegół. Rosjanin, który na samym początku odsłuchiwał nagrania z „czarnych skrzynek” powiedział, że ostatnie wypowiedzi pilotów to: „O Jezu”. A teraz, oficjalne źródła Polsko- Rosyjskie twierdzą, że były to przekleństwa. Prawdopodobnie w dojściu do takiego wniosku  podpowiadał im Palikot. Czyżby więc wycięto część taśm, a resztę zmanipulowano? Przecież Rosjanie oddali Polsce tylko jedną „czarną skrzynkę” – produkcji polskiej. Pozostałe – to dzieło Rosjan. Ich skrzynki, ich taśmy, ich technika i aparatura. Mogli zrobić z tym, co chcieli. Przecież ostatnie sekundy lotu, to gadanie wieży kontrolnej. Polacy już milczeli. A przekleństwa można przegrać z innych nagrań. Zresztą sami Rosjanie mówią, że nie jest to ostateczna wersja. Widocznie czekają na reakcje Polaków i wyniki sondaży popularności PO, D. Tuska i B. Komorowskiego.

 

Ale co upoważnia do wyciągnięcia takiego wniosku? Nieco wcześniej, na tym lotnisku miał wylądować rosyjski Ił. Też zboczył z kursu, też zniżył lot, podobno też ściął kilka krzaczków. Ale wybuch nie nastąpił i Ił cały odleciał. Czy ten Ił „sprawdzał”, czy ładunki wybuchowe zostały podłożone w odpowiednim miejscu?

 

Po czym nastąpiły czułe uściski.

 

Rząd D. Tuska irytują „spiskowe teorie” snute przez Polaków. Irytuje to też W. Putina, a to dobrze nie wróży. Ale czy kreatorzy rzeczywistości nie dają ku temu podstaw? Ciekawym, jakie taśmy teraz zostaną dostarczone Polakom, by w nie bezgranicznie wierzyć. A może strona rosyjska poprosi w tej sprawie o pomoc spindoktorów rządu i partii D. Tuska?

 

I znów nastąpią czułe uściski.

 

Czy można się dziwić, że J. Kaczyński nie chciał uczestniczyć w tej farsie i nie przyszedł na zwołane przez B. Komorowskiego posiedzenie, a może przedstawienie, Rady Bezpieczeństwa Narodowego?

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale