W mojej ostatniej notce zatytulowanej : "Bylem bohaterem w stanie wojennym - wyznanie" nastapilo jakies straszne nieporozumienie. Moje wspomnienia:
"13 grudnia dawno, dawno temu.
Dzwonek do drzwi, wpada sasiadka z wiadomoscia ze jest wojna. Wlaczamy telewizor, tam zamiast teleranka pan general . Udalem sie do mojego pokoju ogladac przez okno wojne. Dlugo nie czekalem, przejechal ulica Scott (opancerzony pojazd bojowy), czekalem az pojawia sie czolgi. W tym czasie przyszli po mojego Ojca, zabrali go po cichu. Przywiezli go z powrotem w nocy, dobrze zaprawionego. Zaprawil sie "przydzialowa" wodka" przeznaczona dla zomoli. Jak sie potem tlumaczyl przed moja Mama to chlal bo bylo zimno a zomole czekali az zamontuje dla nich laweczki na ciezarowkach by mogli wygodnie jezdzic na akcje pacyfikacyjne. Pracowal wtedy w Zakladzie Remontowo- Budowlanym przy KWMO.
Ja.
Kilka tygodni pozniej z puszka farby i pedzlem. PRECZ Z KOMUNA. Na scianie, co za przezycie jaka adrenalina ! Czulem sie bohaterem. Nastepna puszka farby i pedzel, wciagnalem jeszcze 2 do pomocy, wygladalo piekniej i bylo wieksze niz za pierwszym razem. Kolejny raz bylo nas juz duzo, duzo wiecej. Wybilismy 2 szyby w miejscu w ktorym nie powinno sie wybijac . Mielismy kolejny plan, plan szatanski prawie, chcielismy podpalic cos co nie powinno byc podpalone."
.Zostaly uzupelnione wspomnieniami Pana Stefana Niesiolowskiego:
Byl kwiecien, przyszli po mnie.
Poszlem w zaparte. Bylem dzielny, kilka godzin nie dalem im sie zlamac. Potem by ich zmylic powiedzialem im kilka nazwisk kumpli ktorzy ze mna malowali antykomunistyczne napisy, ale tylko to. Po kilku dniach podalem jeszcze kilka nazwisk, tyle ze one nie byly wazne bo esbeki znali juz pseudonimy tych ludzi. Naciskali w tym czasie na mnie jeszcze mocniej. Nie dalem sie im. Dla zmylenia, podpisywalem wszystko co mi podsuwali. Sam nawet wychodzilem z inicjatywa i "produkowalem" oswiadczenia typu : "Pragnę dziś wyjaśnić mój udział w nielegalnej organizacji w sposób szczery i zgodny z prawdą" a nastepnie wciskalem im ze dziewczyna ktora byla moja sympatia tez maczala swoje paluszki w calym malowanym interesie.
Dzis jestem bohaterem, autorytetem... i dobrze mi z tym. I jesli ktos w to watpi to podam do sadu i sprawe na pewno wygram : wszak mamy wolna polsze dzieki takim jak JA. Czumacie ?
.
W zwiazku z nieporozumieniem przepraszam pana Niesiolowskiego za jego wspomnienia. Kazdy powinien miec swoje a nie uzywac innych tak jak to nastapilo w tym przypadku. Moje wspomnienia, wtedy 12- latka juz opisalem. Juz jako starszy nastolatek uszkodzilem jeszcze kilka "leninow" i "gierkow". To bylo moje "bohaterstwo"
Pana Niesiolowskiego bohaterstwo jest duzo, duzo wieksze... i wlasnie takich jak on powinnismy czcic w takim dniu jakim jest 13 grudnia. Czcic na rowni z generalem Jaruzelskim i Kiszczakiem, zamiast poswiecac swoj cenny czas na czytanie notek ironicznego anglosasa.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)