Największe rozczarowanie to zupełne przejście obok meczu przez piłkarzy Aston Villi. Druzyna nie zrobiła postępu wzgledem roku poprzedniego. Gdzieś w głowach pozostaje świadomość końcówki ubiegłorocznych rozgrywek, że bez wzmocnień nie są wstanie podołać długiemu sezonowi. Tymczasem z drużyny odszedł jeden z filarów. Dziwne, że Martin O'Neill nie miał planu B, bo o tym, ze trudno będzie w klubie zatrzymać Barry'ego, ale też Younga czy Agbonlahora było wiadome. Young i Agbonlahor póki co jeszcze są, ale jak The Villans nie będą się rozwijać to uciekną. Zostało jeszcze 2 tygodnie do zamknięcia okienka transferowego i trzeba przyciagnąć ze 2-3 zawodników by realnie włączyć się do walki w lidze.
Poza tym Harry Redknapp czaruje. Stary angielski wyjadacz świetnie zaczął z Kogutami pokonując jednego z pretendentów do mistrzostwa jakim jest Liverpool. Chwilowo kolezkowie zza miedzy czyli Everton nie bedzie miał ochoty na zgryźliwości, bo the Toffees na własnym boisku zebrali lanie od Arsenalu 1:6. Kanonierzy urządzili sobie szczególna kanonadę i nie wiadomo czy oni tacy mocni do skłądu wrócili Fabregas, Gallas i Eduardo (wszyscy strzelili bramki) czy rywal taki słaby. Everton podobnie jak AV miał udany sezon ubiegły, ale zabrakło kasy na transfery. Na dodatek na wylocie jest filar defensywy Lescott.
Inni pretendenci do korony wygrali minimalnie. Na sensację zanosiło się na Stamford Bridge gdzie w 28 minucie prowadzenie dla gości skazywanych na spadek bramke zdobył S. Hunt pozyskany dla Hull 2 dni wcześniej. Co prawda wkrótce Drogba wyrównał, ale o trzy punkty walczono do ostatniej minuty. W doliczonym czasie The Blues wreszcie zapewnili sobie zwyciestwo. Zaś Manchester United też ledwie jedną bramką wygrał u siebie z beniaminkiem.
Liga angielska ruszyła z impetem. Kolejne mecze już jutro.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)