Świetny start w lidze mają drużyny ze stolicy. Na pierwszym miejscu Tottenham, który błyszczy formą. Na inaugurację ograł Liverpool, potem zmiażdżył Hull, aby dzisiaj sprawdzić się w derbowym pojedynku z West Hamem. W tym ostatnim meczu kolejną bramkę strzelił Jermaine Defoe i utrzymał pozycję najskuteczniejszego w lidze. Kibice Kogutów już ostrzą sobie apetyty na prawdziwą walkę o czołówkę, gdyż zespół ten od dawna ma wysokie aspiracje, ale podobnie jak do niedawna
Hiszpania szybko był sprowadzany do roli średniaka. Skoro los Hiszpanów się odmienił to może drużyna popularnego Arry'ego też się o to postara.
Na drugim miejscu nie zawodząca na razie Chelsea. Wyniki The Blues może nie robią takiego wrażenia jak innych zespołów, ale ważne są punkty. Te póki co gromadzą systematycznie. Pewnie wygrywając z ligowymi przeciętniakami. Renesans strzelecki zalicza Didier Drogba, który na dodatek w ostatnim meczu pokazuje, ze potrafi współpracować z Anelką. Jeśli para wysokich, szybkich i dobrze wyszkolonych technicznie napastników dogra się w pełni to może zawojować nie tylko wyspy, ale też Europę.
Na trzecim miejscu mimo rozegranych tylko dwóch spotkań znanazł się Arsenal, który w kolejnym meczu urządza sobie festiwal strzelecki. Wrażenie robiła wygrana 6-1 w wyjazdowym meczu z Evertonem. Kolejne wysokie zwycięstwo, tym razem 4-1 z Portsmouth, ma obrazować, że aspiracje Wengera, który chce powalczyć o koronę nie są czczymi przechwałkami. Jednak o wartości Kanonierów bedzie mozna się przekonać za tydzień, bo jadą zmierzyć się z czwartym w tabeli Manchesterem United. Podopieczni sir Alexa z podrażnionymi ambicjami po wtorkowej wpadce z beniaminkiem odgryźli się na Wigan. Wyjazdowe 5-0 robie nie mniejsze wrażenie jak ubiegłotygodniowa wiktoria Arsenalu. Dlatego kibice już się nie mogą
doczekać tego spotkania.
W ekipie londyńskiej zwraca na siebie uwagę dyspozycja Gallasa, który w trzecim z kolei meczu strzela bramkę. Dwie zdobył w lidze, a trzecią wbił Arturowi
Borucowi w pojedynku z Celtikiem o Ligę Mistrzów.
W dryżynie Diabłów zaczął strzelać Rooney, a także pierwszego gola zaliczył Owen, który dość fatalnie wypadł w meczu z Burnley.
Spośród innych spotkań najciekawiej wygląda kolejne zwycięstwo beniaminka z Burnley. Powtórzyli wyczyn sprzed kilku dni. Znowu mimo przewagi rywala udało im się we własnym ścianach wygrać 1-0. Znowu odprawili z kwitkiem bardziej utytułowanego rywala. Znowu wymeczyli minimalna wygrana mimo, tego, ze Everton dostał karnego, którego nie wykorzystał Luis Saha. Zapewne pojawią się głosy, że to Burnley okaże się złotym beniaminkiem, który niespodzianie bedzie szarżował na czołowe lokaty. Może tak być jeśli nadal beda mieć tak niebywałego fuksa, a jest to możliwe jak 133 wygrane Piskorskiego w ruletkę.
Jutro jeszcze ostatni mecz kolejki, gdzie kolejny pretendent do mistrzostwa będzie prężył muskuły, więc miejsca w tabeli mogą się lekko przetasować. Liverpool nie powinien mieć problemów z Aston Villą, która gdzieś się pogubiła po serii dobrych meczów przedsezonowych. Jednak to jest liga angielska i tu się wszystko może zdarzyć.
36
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)