Jacek Uriasz Jacek Uriasz
40
BLOG

Aston Villa odmieniona

Jacek Uriasz Jacek Uriasz Rozmaitości Obserwuj notkę 13

PO meczach ostatniego tygodnia wydawało się, że mecz Liverpoolu z Aston Villą będzie spacerkiem dla gospodarzy. Oni chyba sami w to uwierzyli widząc jaką rozpaczliwą defensywę ma drużyna z Birmingham.

W ósmej minucie po ogromnym karambolu na polu karnym gdzie obrońcy przyjezdnych wywracali się o własne nogi piłkarze Rafy Beniteza strzelali kilkakrotnie trafiając albo w siebie albo w któregoś z wywracających się rywali.

Potem jednak jednak niewiele się działo i dopiero w 34 minucie po strzale Ashleya Youngu z rzutu wolnego piękną główką popisał się Lucas wbijając piłkę do własnej bramki.

Liverpool po tym uderzeniu był trochę zdezorientowany i nie bardzo wiedział jak rozmontować defensywę gości. Ci zaś w doliczonym czasie pierwszej połowy wywalczyli rzut rożny, z którego Shorey dośrodkował, a Davies popisał się umiejętnością strzelania bramek potylicą. Szok. do przerwy 2:0 dla Aston Villi na Anfield Road.

Nie z takich opałów wychodzili The Reds. Gospodarze wybiegli na druga połowę zmotywowani by odrobić straty. Niestety dla nich przyzwoicie spisywała się obrona, a oni sami mieli kiepsko nastawione celowniki strzelając jak Gerrard w 56 minucie czy Kuyt w 59. Nadzieję w serca kibiców zgromadzonych na Anfield Road wlał Torres, który w 72minucie dostawił nogę do ładnego zagrania Insuy. 

Minutę później Zagapiła się defensywa gospodarzy i Nigel Reo-Cocker miał sporo miejsca by szarżować na bramkę Reiny. Sytuację slizgiem rozpaczy próbował ratować Gerrard.. Pomocnik Villi wykorzystał to i się wywrócił, a sędzie uznał, że gościom nalezy się rzut karny. Pewnym egzekutorem okazał się Ashley Young i Aston Villa znowu prowadziła z dwoma bramkami przewagi.

Liverpool miał jeszcze szanse na zmianę wyniku, ale nadal albo blokowali piłkę defensorzy gości albo dobrze ustawiony był Brad Friedel. Ostatecznie Liverpool dość sensacyjnie przegrał u siebie 1:3, a kibice Aston Villi oszaleli ze szczęścia.

Siedziałem ogłupiały, bo po cichu liczyłem na jakieś cudowne 0:0, a realnie spodziewałem się manta. Jednak pisałem, ze to jest liga angielska i tu każdy wynik jest możliwy. Wczoraj Villi sprzyjało ogromne szczęście. Po 9 minutach mogli już przegrywać. Leiva strzelił samobója. Rożny nie jestem pewny czy się należał. Reina, który ostro protestował dostał żółtą. Karny też w sumie mozna było nie gwizdać choć w zasadzie Gerrard nie protestował. No i tym razem Rafa Benitez nie skamlał, ze go sedziowie oszukali, co jest jego niemal znakiem rozpoznawczym.

TEraz należy powtórzyć wynik w meczu z Rapidem. Sfinalizować transfer Warnocka i ściagnąć Distina lub Collinsa. Plus niespodzianka na 10 minut przed końcem zamknięcia okienka transferowego. (Jenas??)

lubię być na opak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Rozmaitości