Jacek Uriasz Jacek Uriasz
21
BLOG

Po przerwie technicznej szósta kolejka i derby

Jacek Uriasz Jacek Uriasz Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Mały klub z małą mentalnością przyjechał na Old Trafford i omal nie utarł nosa nadętemu Alexowi Fergusonowi, który w psychologicznej gierce z nowobogackimi sąsiadami chciał zdobyć przewagę. Takimi określeniami Szkot prowokował rywali przed derbowym pojedynkiem Manchesteru Utdi Manchesteru City

Ledwie się mecz zaczął, a znakomicie się spisujący w tym sezonie Rooney już strzelił kolejnego gola. Szybkie tempo, rozmach akcji z obu stron sprawiły, że mecz oglądało się z przyjemnością. Citizens wcale nie padli na kolana przed mistrzami Anglii. Pewnie mieli gdzieś w głowach zuchwałą wypowiedź Fergusona, zapewne czuli rangę spotkania derbowego, nie bez znaczenia były osobiste porachunki Teveza, ale nawet szybko stracona bramka nie rozbiła ich. Manchester City grał spokojnie i szukał swej szansy. Mógł znaleźć dość szybko gdy po fantastycznej wymianie piłki Ireland pietką odegrał do Teveza, a ten uderzył trafiając tylko w słupek.

Chwilę później Argentyńczyk walnie przyczynił się do wyrównania. Po koszmarnym błędzie Fostera, odebrał piłkę bramkarzowi ManUtd i odegrał do Barry’ego, który nie miał problemu w umieszczeniu jej w bramce. Pierwsza połowa zakończyła się polubownym remisem. Na początku drugiej znowu na prowadzenie wyszły Diabły. Bramkę po wrzutce Giggsa strzelił Darren Fletcher. Euforię miejscowych kibiców pohamował Craig Bellamy, który bardzo szybko doprowadził do wyrównania. Zreszta po kolejnej asyście Teveza. Ten gol podrażnił ambicje ManUtd, bo mocno zaczęli naciskać gości. Podopieczni Marka Hughesa dali się zepchnąć do defensywy i Czerwone Diabły dominowały na boisku, ale przez długi okres gry z tej dominacji nic nie wynikało. Gdy w 80 minucie Fletcher strzelił drugiego gola wydawało się, że City jest pokonane. Wydawało się piłkarzom Fergusona i spoczęli trochę na laurach. Dwie groźne akcje pokazały, ze Citizens nie złożyli broni. 89 minuta i wspaniały rajd Bellamy’ego, który tym razem wykorzystał fatalne zagranie Ferdinanda i przebiegnąwszy kilkadziesiąt metrów ograł słabo interweniującego Fostera. Remis w ostatniej minucie zdawał się być spełnieniem marzeń Manchesteru City, ale dla United mecz się nie skończył. Oni wciąż walczyli o wygraną i z pomocą przyszedł im trochę sędzia przedłużając mecz o 6 minut. Dlaczego wie tylko on, ale „magia” Old Trafford kolejny raz działa na sędziów. Dwie kolejki wcześniej „pomogli” wygrać z Arsenalem. Tym razem też można mieć pretensje do kilku decyzji. Aczkolwiek obiektywnie rzecz biorąc to do zwycięstwa parli piłkarze Manchesteru United, a City trochę tylko przeszkadzało i dlatego w 96 minucie fortuna obróciła się na stronę Diabłów, którym gola na wagę trzech punktów zdobył rezerwowy Michael Owen. Ostatecznie Manchester utd pokonał 4:3 rywali z Manchester City.

 

Po zakończeniu pasjonujących derbów Manchesteru zaczeły się małe derby Londynu. Chelsea podejmowała Tottenham. Dla The Blues był to pierwszy poważny sprawdzian w tym sezonie, bo w pięciu poprzednich kolejkach grali z „ogórkami.” Ekipa Harry Redknappa znakomicie wystartowała i sprawiała dobre wrażenie. Co prawda dali sie ograć ManUtd, ale czy to był wypadek przy pracy? Miał na to wskazywac poczatek meczu na Stamford Bridge, gdzie dominującą rolę o dziwo przejęli przyjezdni z Tottenhamu. Jednak niemrawo rozkręcający się piłkarze Ancelottiego wreszcie w 32 minucie skonstruowali składną akcję i po wspaniałym crossie Drogby z piłką do siatki niemal wjechał Ashley Cole. W drugiej połowie The Blues dopełnili egzekucji przedłużając serię spotkań bez straty punktu i pewnie dzierżąc pierwszą lokatę w tabeli. Spurs po kolejnej porażce spadli na szóste miejsce.

 

Przegrana City sprawiła, ze na trzecie miejsce wgramolił się Liverpool. Świetny mecz Torresa i przedniej urody jeden z dwóch jego goli nie przesłoni faktu,

że the Reds ledwie wygrali 3:2 z West Hamem, który ma spore problemy personalne i czapki z głów przed Gianfranco Zolą, który wykonuje świetną robotę Młotami. Na piątym miejscu znalazła się Aston Villa, która była faworytem w meczu z Portsmouth. Pompey przegrało szósty mecz z kolei i powoli staje sie faworytem do spadku mimo, że do końca sezonu jeszcze daleko.

 

Z innych ciekawych wydarzeń Arsenal sobie powetował dwie przegrane wyprawy do Manchesteru i rozbił Wigan 4:0. Marna to pociecha, bo nie Latics sa rywalami dla kanonierów, ale odrobina słodyczy na skołatrane serca kibiców.

 

Wreszcie wygraną zaliczyli piłkarze Moyesa, ktorzy tak dobrze radzili sobie w ubiegłym sezonie, a tak słabo zaczęli ten. Everton wygrał 3:0 z Blackburn, a dwie bramki strzelił niezbyt zdrowy Saha, co nie wystawia dobrej rekomendacji piłkarzom Sama Allardyce. Big Sam jest w opałach..

 

Burnley pokazało, że nie tylko bronic sie potrafi. Clarets wygrali z Sunderlandem 3:1 udowadniając, że gre do przodu tez maja opanowaną. Dwa gole niechcianego w Portsmouth Nugenta to wyraźny wskaźnik, że w Pompey nie dzieje sie dobrze. Ekipa, która nie może zdobyć punktu oddaje piłkarza, a ten w nowym środowisku wchodzi na pół godziny by strzelić dwa gole. Czyżby niespełniony talent DaNugga miał sie ujawnić w Burnley?

 

lubię być na opak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości