Odpowiedź podaje sama. Brakuje jej umiejętności. W biegu łączonym zabrakło jej umiejętności by zamaskować podbieżki "łyżwą" na etapie biegu klasykiem. Przez to drżała czy potem jej nie zdyskwalifikują. To jawny brak profesjonalizmu. Naiwnie zażyna się na treningach by poprawić technikę i wyciągnąć siłe i kondycję do szczytów niemożłiwych, ale nie może się nauczyć jak przepisowo naciagnąć pewne kroki.
Potem czepiaja się jej media norweskie, które chcą zabiegami podstolikowymi sobie dozbierać medali do i tak niemałej puli, a to czepiając się Kowalczyk, a to startując do Rosjan. Zapominając, że sami nie są czyści.
Jednak Olimpiada nie ma być czysta jak śnieg, bo to impreza dla kilku państw. Poza Niemcami, Amerykanami i Rosjanami dla reszty to raczej impreza pocieszenia za to że latem nie istnieją. Tylko zima moga zaistnieć Skandynawowie czy Austriacy. Inne kraje to raczej kwiatki do kożucha by udawać, że jest Olimpiada to impreza światowa dla raptem 10 krajów.
W sobotę Kowalczyk biegnie w swojej koronnej dyscyplinie. Dziwne, ze nasze otumanione media przed kazdym startem podają, ze to koronny dystans i oczekują złota. Tyle, ze tego złota znowu może nie być, bo Kowalczyk znów brakuje profesjonalizmu, do ktorego sama sie przyznaje. Tym razem chodzi o nieudolną technike oddechu. gdyby lepiej przy niej by popracowała to załapała się do elitarnego grona wyczynowców astmatyków. Gdy się prześledzi karty chorób "złotych" długodystansowców to bez tych inhalatorów byłoby ich niewielu. Polka mówi wprost o tym o czym się milczy, bo tak wygodniej. Prawda prezesie Tajner.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)