Jacek Uriasz Jacek Uriasz
75
BLOG

Nowe otwarcie w Aston Villi

Jacek Uriasz Jacek Uriasz Rozmaitości Obserwuj notkę 8

Odejście Martina O'Neilla było szokujące. Może nie sam fakt odejścia, ale o jego czas. O zgrzytach na linii zarząd manager było wiadomo od dawna. O konflikcie z drużyną przebąkiwano po cichu, ale MON bronił się wynikami. Trzeci raz z rzędu wprowadził drużyne do rozgrywek europejskich. Co prawda w ubiegłym sezonie Villa nie zakwalifikowała się do Ligi Europejskiej, ale powetowała sobie to na rodzimym podwórku grając w Finale Pucharu Ligi oraz w półfinale Pucharu Anglii ulegajac najlepszym druzynom na Wyspach odpowiednio Manchesterowi Utd oraz Chelsea.

Martin O'Neill miał wielki wkład w rozwój zespołu. Obecna kadrę w większosci on zbudował i osiagał z druzyną dobre rezultaty, ale gdy po trzech okresach transferowych postanowiono mu limitować wydatki to nie mógł sie z tym pogodzić i odszedł. Dziwne to, bo o przykręceniu kurka z kasą mówiono już od wiosny. Randy Lerner twierdził, że czas bardziej uwaznie wydawac pieniądze i chciał wprowadzic politykę, że co klub zarobi na transferach to wyda. Chodziło o ewentualną sprzedaż Milnera, który ma trafić do Manchester City za 20 milionów plus Stephen Ireland w druga stronę.

O'Neill chyba oczekiwał więcej. Mundial i najazd szejków sprawił, że ceny skoczyły na rynku transferowym, ale z drugiej strony "dziwna" polityka kadrowa MONa sprawiała, że zasada Lernera (sell & buy) wydawała sie rozsądna. Przypomnieć należy, że Aston Villa ostatnio grała 12-13 zawodnikami. Nie dziwne, że końcówki sezonu miała fatalne, a nastrój w szatni fatalny, bo zawodnicy notorycznie odsuwani od składu tracili motywacje do pracy oraz chęć pozostania w klubie. Tymczasem O'Neill wydawał kolejne miliony na graczy, którzy po 2-3 kolejkach trafiali na ławkę, a następnie chętnie za półdarmo uciekali z klubu. Były menedżer chyba czuł, że osiagnął maxa, bo powtórzenie wyniku z minionego sezonu byłoby barzo trudne, a skoro nie miał szans na wielkie transfery i na dodatek główny atrybut drużyny był sprzedawany to wybrał "dezercję." I ja mu za tą dezercję jestem wdzięczny, bo wynik wynikiem, ale gra Villi w minionym sezonie nie dostarczała zbyt wielu radości.

W prasie zahuczało od spekulacji. Pojawiło się kilkanaście nazwisk, które miałyby objąć posade menago. Władze klubu zapewniały, ze nadal maja mabicje, przekonały Ashleya Younga, że powinien zostać. Piłkarze odetchneli z ulga, bo zmiany to dla nich nowa szansa na zaprezentowanie się. Drużynę chwilowo prowadzi Kevin MacDonald, który był trenerem rezerw, a swego czasu asystentem trenera Irlandii. Uznany fachowiec, które osiaga świetne wyniki ze szkółką Villi. Cieszy się szacunkiem piłkarzy oraz sympatią kibiców. Zarząd nawet zastanawia się czy mu nie dać szansy na dłuższe zatrudnienie, ale sam BigMac się waha. I szczerze powiedziawszy to jest pytanie czy gra warta jest ryzyka. Klub straciłby świetnego fachowca od pracy z młodzieżą. Póki co MacDonald na pewno poprowadzi Aston Ville w meczu o awans do Ligi Europejskiej gdzie Villa zmierzy się z Rapidem Wiedeń, który rok temu wyeliminował angielski klub. Przyjdzie czas rewanżu.

Władze mając zapewniony dobrą opiekę nad drużyną mogą spokojnie szukać managera. Najchętniej widziałbym Martina Jola, ale Ajax oczekuje dużych pieniedzy za zwolnienie go z kontraktu. Na posadę mają chrapkę Sven Goran Eriksson i Jurgen Klinsmann. Obaj sa wolni i obaj kojarza mi się niezbyt dobrze. W tle sa jeszcze Alan Curbishley i Gareth Southgate, ale to nie ta liga. Niech raczej szukaja pracy w Wigan tam jest coś cienko. W bulwarówkach gruchneła sensacyjna wiadomośc, ze Maradona chciałby pracowac na Villa Park, ale to raczej kiepski żart. Bukmacherzy daja największe szanse Bobowi Bradleyowi, któremu w krótce kończy sie kontrakt z reprezentacją USA i chciałby pracować w Europie, ale watpię, zeby Lerner kierował się tu jakimiś ojczyźnianymi sentymentami, a poza tym Bradleyowi brakuje atutów. Giełda nazwisk jest długa i spekulacyjnych zabaw bedzie jeszcze trochę.

Na koniec jeszcze o sadze z Milnerem. Doi klubu przyszedł za 12 milionów. Dwa lata świetnej gry i stał się dojrzałym graczem z pewnym miejscem w drużynie narodowej. Odchodzi za 20 baniek plus Ireland. Sadzę, że to dobry interes, ale Ireland postanowił wyciagnąć trochę kasy od szejków dla siebie. Za to, ze jest wymieniany wbrew jego checiom zarzadał 2 miliony rekompensaty na co władze Manchesteru City nie chcą przystać. Wszystko między klubami jest dogadane. Obaj piłkarze podpisali kontrakty i przeszli badania medyczne i ... właśnie.

Milner miał okazję pożegnac się z kibicami na Villa Park. MacDonald wstawił go do składu na mecz z West ham. Co prawda przywitało go buczenie, ale grał na 100% więc buczacym zrobiło się głupio. James Milner strzelił bramke i pożegnano go owacją na stojąco. Villa zagrała kapitalne spotkanie i gdyby Carew miał lepiej ustawiony celownik to mogłoby byc podobnie jak w Londynie gdzie Chelsea rozgromiła West Brom. W druzynie szanse gry dostali młodzi. Clark swietnie pokrył Carltona Cole'a, a Marc Albrighton, ktory ledwie zadebiutował w młodzieżówce Anglii, a już na inauguracje ligi rozegrał kapitalne spotkanie mając swój udział we wszystkich trzech golach strzelonych Hammers.

W kwestii Milnera klub  zarządał od Manchesteru City uregulowania wymiany, bo jak nie to wstawi go do składu z Rapidem Wiedeń, a to wykluczy go z gry w pucharach w innym klubie, a tym samym cała wymiana stanęłaby pod wielkim znakiem zapytania. Dla Aston Villi niewielka strata, a Manchester City miałby spory problem, bo kolejnego narzekacza w składzie. Ireland z Bellamym trenują z rezerwami.

 

 

lubię być na opak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Rozmaitości