Zrobiłem w mijający weekend zakupy. Czasami mnie się to zdarza i zabawiłem się po ostatnich zakupach na weekend w autora reklamy...
Ponieważ lubię owoce, moją uwagę zwróciły świeże, polskie truskawki... Truskawki o tej porze roku to coś sprzecznego z moją orientacją co do wysypu krajowych owoców... O tej porze roku to zwykle było już po truskawkach i to dobry miesiąc... W lasach kończyły owocować maliny... Był to czas porzeczek i agrestu. Pojawiały się pierwsze śliwy, morele i brzoskwinie... Podczas wiejskich wakacji zakradało się do księżowego sadu na pierwsze papierówki... Obiadł się człowiek tego, do tego popił woda ze studni, a później brzuch bolał z półtygodnia...
A tu nagle o tej porze roku truskawki... Kiedy w czerwcu pojawiły się kobiałki wypełnione truskawkami, pustoszały szybciutko... Teraz widzę kopczyk truskawek i po klasycznym objechaniu marketu wózkiem widzę, że pozostaje nietknięty... Sporadycznie jakaś klientka poprosi o parę deko tych owoców... A wszystko z tej prostej przyczyny, że one tryskawki chodzą teraz po piętnaście za kilo... No więc nie idą, tylko stoją... Za tyle to w czerwcu można było kupić pół wiadra truskawek...
"Jadąc" dalej wózkiem dotarłem do stołu z arbuzem czerwonym pokrojonym w ćwiartki wylegującym się na warstwie lodu... taki arbuz chodzi teraz po dziewięćdziesiąt dziewięć groszy za kilo... Dalej stoją pudła z bananem żółciutkim po trzy czterdzieści dziewięć z kilo... No więc ja wziąłem ćwiartkę łobuza-arbuza i sześć bananów i zapłaciłem za to tyle co za kilo truskawek, z tym że w czerwcu, a teraz to za "ćwierć" truskawek. Pokroiłem gruby plaster łobuza i banana w kostkę (można podlać słodkim winem) i miałem przepyszny deser po obiadku... No a te truskawki, co chodzą po piętnaście to pewnie dalej tam męczą się w tej pryzmie na stole w markecie...
No więc, ponieważ nie idą, tylko stoją... to znaczy leżą... to ja pomyślałem, że może potrzebna jest im, tym truskawkom jakaś reklama... Piosenka o truskawkach z Milanówka to chyba tu już nie zadziała... Zresztą, one tu do Łodzi przywożone są spod Grotnik, z Tkaczewskiej Woli, tam maltretuje się każdy krzaczek na polu wyłożonym czarną folią, sztucznie podlewając, żeby owocował o tej porze roku... Więc nie są to truskawki z jakiegoś romantycznego ogródka, pielęgnowanego przez ciocię, tylko z pola wyłożonego czarną folią...
Może by trzeba wspomóc reklamując ten owoc przepięknej urody? Nie wiem czy dobrze, ale wyszło mi coś takiego:
"To nie jest moja branża, ale te truskawki co chodzą po piętnaście za kilo w porównaniu z takimi bananami co chodzą po trzy czterdzieści dziewięć i arbuzem czerwonym po zero złotych dziewięćdziesiąt dziewięć groszy to jest po prostu śmiech..."
Prawda, że dobry jestem w pisaniu scenariuszy reklamówek...
Inne tematy w dziale Technologie