Nie jestem specjalistą od marketingu politycznego, nie jestem spin doktorem, nie jestem producentem telewizyjnym.
Jestem zwykłym konsumentem polityki, który oprócz widowiska telewizyjnego chciałby zobaczyć liderów dwóch partii politycznych, które prowadzą w sondażach i od których zależeć będzie polska scena parlamentarna.
Debatę telewizyjną między Kaczyńskim i Tuskiem wyobrażam sobie zrealizowaną w miarę skromnymi środkami, bez niepotrzebnych wodotrysków w rodzaju gongów kończących czas i trzech prowadzących wprowadzających niepotrzebne zamieszanie.
Jestem zwykłym konsumentem polityki, który oprócz widowiska telewizyjnego chciałby zobaczyć liderów dwóch partii politycznych, które prowadzą w sondażach i od których zależeć będzie polska scena parlamentarna.
Debatę telewizyjną między Kaczyńskim i Tuskiem wyobrażam sobie zrealizowaną w miarę skromnymi środkami, bez niepotrzebnych wodotrysków w rodzaju gongów kończących czas i trzech prowadzących wprowadzających niepotrzebne zamieszanie.
Dyskusję powinien prowadzić jeden moderator, np. Krzysztof Skowroński. Przeciwnicy powinni usiąść naprzeciw siebie oddzieleni tylko stolikiem, na którym stałby zegar szachowy. Kamery będą śledzić każdy gest, każdy grymas twarzy, każdy ruch oczu.
Każdy z debatujących na początku dyskusji miałby do swojej dyspozycji tę samą, równą ilość czasu. Po zadaniu pytania włączony zostaje czas tego debatującego, który ma udzielić odpowiedzi. Ten zaś, po zakończeniu swojej kwestii, włącza czas swojego przeciwnika. W ten sposób dyskutanci, znając ilość pytań i widząc upływające minuty, mogą gospodarować swoim czasem.
Przejrzystość debaty wymaga, by jej moderator nie zadawał zbyt wielu pytań otwartych (np. o różnice pomiędzy III i IV RP), ale koncentrował się na konkretnych problemach (deficyt budżetowy, ubezpieczenia zdrowotne, KRUS, przyszłość CBA, emerytury pomostowe, początek obowiązku szkolnego, najpilniejsze ustawy do przyjęcia, cele Polski w UE, Irak i Afganistan, wizja Polski w ciągu 20 najbliższych lat).
Po obejrzeniu takiej debaty i wysłuchaniu wszystkich argumentów stracą wagę takie spostrzeżenia, jak np. wygrał Kaczyński bo nie wygrażał pięściami albo wygrał Tusk, bo mówił o swojej rodzinie. Niech wygra ten, kto wie, jak dobrze, mądrze i skutecznie rządzić 40 milionowym państwem w środku Europy.
Tylko tyle i aż tyle.
Każdy z debatujących na początku dyskusji miałby do swojej dyspozycji tę samą, równą ilość czasu. Po zadaniu pytania włączony zostaje czas tego debatującego, który ma udzielić odpowiedzi. Ten zaś, po zakończeniu swojej kwestii, włącza czas swojego przeciwnika. W ten sposób dyskutanci, znając ilość pytań i widząc upływające minuty, mogą gospodarować swoim czasem.
Przejrzystość debaty wymaga, by jej moderator nie zadawał zbyt wielu pytań otwartych (np. o różnice pomiędzy III i IV RP), ale koncentrował się na konkretnych problemach (deficyt budżetowy, ubezpieczenia zdrowotne, KRUS, przyszłość CBA, emerytury pomostowe, początek obowiązku szkolnego, najpilniejsze ustawy do przyjęcia, cele Polski w UE, Irak i Afganistan, wizja Polski w ciągu 20 najbliższych lat).
Po obejrzeniu takiej debaty i wysłuchaniu wszystkich argumentów stracą wagę takie spostrzeżenia, jak np. wygrał Kaczyński bo nie wygrażał pięściami albo wygrał Tusk, bo mówił o swojej rodzinie. Niech wygra ten, kto wie, jak dobrze, mądrze i skutecznie rządzić 40 milionowym państwem w środku Europy.
Tylko tyle i aż tyle.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)