Tygodnik "Wprost" napisał, że odchodzący wicepremier Przemysław Gosiewski awansował kilka dni temu wiceszefa swojego sekretariatu, Pawła Szrota, na dyrektora generalnego kancelarii premiera.
Pan Szrot nie będzie żył jak na szrocie, ponieważ awans osłodzą mu 11 tys. zł pensji, gabinet, sekretarka i służbowa limuzyna. Przy okazji też został członkiem zasobu kadrowego, dzięki czemu premier Tusk nie będzie mógł zwolnić go z kancelarii, a tylko zaproponować inne stanowisko.
Skąd zatem moje twierdzenie o ciężkim życiu urzędnika państwowego? Ano stąd, że pan Szrot wcale nie zabiegał o otrzymane stanowisko. "Chciałem również mieć mniejszą pensję, ale niestety nie udało się jej obniżyć - dodaje."
Pan Szrot nie będzie żył jak na szrocie, ponieważ awans osłodzą mu 11 tys. zł pensji, gabinet, sekretarka i służbowa limuzyna. Przy okazji też został członkiem zasobu kadrowego, dzięki czemu premier Tusk nie będzie mógł zwolnić go z kancelarii, a tylko zaproponować inne stanowisko.
Skąd zatem moje twierdzenie o ciężkim życiu urzędnika państwowego? Ano stąd, że pan Szrot wcale nie zabiegał o otrzymane stanowisko. "Chciałem również mieć mniejszą pensję, ale niestety nie udało się jej obniżyć - dodaje."
Zaprawdę ciężko być urzędnikiem, który nie potrafi przekonać do swoich racji.



Komentarze
Pokaż komentarze