0 obserwujących
46 notek
61k odsłon
2358 odsłon

Pełny kontekst uniewinnienia CzeKiszczaka

Wykop Skomentuj47

Jak śpiewał kiedyś Kazik, „korona zdobi komunę”. Stanem faktycznym w Polsce AD 2011 jest nadal PRL-bis i nic nie wskazuje niestety, żeby miało to się szybko zmienić. Demoliberalna III RP jest zaś zaś – jest swego rodzaju nakładką na rzeczywistość, wytworem komunistycznej maskirowki i dezinformacji strategicznej, „Matrixem”; tytuł genialnego tryptyku filmowego braci Wachowskich jest używany – głównie na blogosferze – bardzo często. I równie często, podświadomie i nieświadomie, jest używany w charakterze metafory, podczas gdy jest to opis rzeczywistości.

Neokomunizm-neobolszewizm ma swoje „zasady przewodnie”, które konstytuują jego istnienie: (a) suwerenem jest przetransformowana oligarchia komunistyczna (partia wewnętrzna) z pewnym udziałem opozycyjnych i nowszych kooptantów (partia zewnętrzna), stojących szczebel (lub więcej) niżej od „towarzyszy”, pod których są podwieszeni na mocy powiązań agenturalnych i innych „powiązań hakowych”; (b) na zewnątrz, Polska jest kondominium Rosji Sowieckiej, Niemiec, UE i podmiotów pozapaństwowych, z pakietem kontrolnym Moskwy. To akurat w tej chwili nas nie interesuje, więc zajmijmy się punktem (a). Wyżej wymienione reguły funkcjonowania systemu nie mają rzecz jasna charakteru zapisu w konstytucji ani w jakimkolwiek innym akcie prawnym; nie muszą być skodyfikowane, by miały charakter dla systemu wiążący i obowiązywały. Nie jest też tak, że coś się dzieje na telefon z Kremla czy szyfrogram z politbiura wykonywano rozkazy. Jakie są więc konkretne mechanizmy egzekucji tych reguł? Po prostu neokomunistyczny establishment okrągłostołowy sprawuje władzę poprzez kontrolę „bazy” i „nadbudowy”: poprzez kontrolę nad sferą polityczną, ekonomiczną i kulturowo-cywilizacyjną. Realizuje swoje strategiczne i taktyczne interesy – zarówno interesy swoje jako pewnego kolektywu, pewnej struktury politycznej, jak i partykularne interesy swoich członków.

Wszystkie w zasadzie najważniejsze instytucje polityczne (urząd prezydenta, rząd, parlament, specsłużby, wojsko, system gospodarczy itp.) są przez środowiska komunistyczne kontrolowane albo przez bezpośrednią penetrację, albo zdalnie. Najważniejsze tutaj są kadry, odpowiedni czynnik ludzki: po prostu komuna, bezpieka i agentura awansuje komunę, bezpiekę i agenturę i tak dalej. Ci natomiast, którzy stoją niżej w hierarchii struktury władzy są po prostu „podwieszeni” pod starszych i mądrzejszych towarzyszy i ich pozycja zależy od tego, czy ich interes polityczny jest zgodny, a co najmniej niekolidujący z interesem „partii wewnętrznej”. Stąd też skrajnie naiwne jest stwierdzenie, że „postkomunizm” umrze wraz z naturalną śmiercią komunistów; system nastawiony na sprawowanie i utrzymanie władzy reprodukuje się poprzez dziedziczenie i kooptację oraz równolegle poprzez ekspresję memów.

Operacja „przechwytyzacji” (jak to określa Bukowski) majątku narodowego, jaka odbyła się w drugiej połowie l. 80 i pierwszej l. 90. zapewniła komunistom dalszą kontrolę nad gospodarką. A tym samym – na hodowlę posłusznych sobie elit, w dobie „władzy pieniądza”. W służbach specjalnych nadal wiodące role pełnią starzy „towarzysze z bezpieczeństwa”. W „polskim” „dyskursie” politycznym i społecznym po 1989 roku monopolistą jest środowisko intelektualne, które korzeniami sięga jeszcze komunistycznej, sowieckiej agentury w II RP, a za pierwszej komuny najpierw katowało żołnierzy wyklętych, by później dążyć do stworzenia „komunizmu z ludzką” twarzą, którego to celu dopięto w willi ministra spraw wewnętrznych przy ul. Zawrat w Magdalence.

Jednym z leitmotiv’ów Gazety Wyborczej, a zwłaszcza publicystyki Michnika była relatywizacja komunizmu jako takiego (nie mówiąc już o zaciemnianiu jego faktycznej istoty) oraz popełnionych przez Kiszczaka i Jaruzela mordów. To jedna z „prawd wiary” peerelowskiego wariantu pewnej świeckiej religii, której akceptacja jest jednym z warunków sine qua non dołączenia do establishmentu, a której zakwestionowanie równa się wyrzuceniu na margines czy niedopuszczenie do awansu; bo przecież historia i jej wpływ na sytuację obecną są nieważne, a trzeba „wybierać normalność i przyszłość”. Prócz tego, to głównie organ tow. Michnika służył jako tuba Kiszczaka i Jaruzela, która umożliwiała im mówienie „prawie wszystkiego”: manipulację, dezinformację czy też trzymanie w ryzach agentury poprzez utrzymanie jej w przeświadczeniu, że „jakby co” na jeden sygnał wypłyną odpowiednie „kompr-maty”.

Z kolei w środowisku prawniczym i sędziowskim wiodącą rolę pełnią sędziowie z czasów stanu wojennego i „powojennego”, wcześniej zdarzali się sędziowie z czasów stalinowskich, do tego obrońcy i wręcz „fellow travellers” najważniejszych mafiosów, a wiadomo, że rdzeniem zorganizowanej przestępczości jest „była” bezpieka; poza tym, palestra to środowisko zamknięte, o bardzo ścisłej, korporacyjnej strukturze i hierarchii oraz własnych, wewnętrznych a bardzo specyficznych regułach. Nikt nigdy nie wydał, nie wydałby nawet, ani – nie łudźmy się – nie wyda już wyroku, który dla czerwonych zbrodniarzy byłby jakkolwiek niekorzystny, bo równałoby się to utracie pozycji w środowisku prawniczym, blokadę awansu, a być może i interwencję towarzystwa od wulkanizacji albo wymiany oleju w samochodzie. Wszystkie dotychczasowe próby osądzenia Jaruzela i Kiszczaka, do ostatniego procesu, to jedna wielka farsa, planowana i koordynowana.

Wykop Skomentuj47
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale