Możemy usłyszeć od różnych komentatorów życia publicznego, że prezydent Andrzej Duda złamał prawo, wchodzi w kompetencje sądów i narusza tym konstytucyjny rozdział władzy sądowniczej od ustawodawczej i wykonawczej.
Ułaskawienie osoby "niewinnej", czyli skazanej, ale wyrokiem nieprawomocnym, od którego w dodatku skazany się odwołał, tworzy dziwną strukturę logiczną, ale tylko pozornie. Do póki nie zostanie udowodniona wina osoba jest niewinna. Sąd skazał i jeśli skazany nie będzie protestował (w domyśle przyzna rację sądowi) dowód okaże się ostateczny, a wyrok się uprawomocni. Można zatem uznać, że oskarżonemu została przedstawiona propozycja wyroku i bez jego przyklepania, nie jest wyrokiem, tylko zapowiedzią. "Został skazany nieprawomocnym wyrokiem" jest nieprecyzyjnym sformuowaniem, które doprowadziło do całego zamieszania.
Ponieważ konstytucja pozwala ułaskawiać skazanego, z wyjątkiem skazanego przez trybunał stanu, skazany nieprawomocnie nie mieści się w tym wyjątku. Logicznym wydaje się, że prezydent mógł ułaskawić. Gdyby nie istniał potworek słowny "skazany nieprawomocnie" to bardziej logiczna nazwa w stylu propozycja wyroku, zapowiedź kary, przedwyrok uniemożliwiłaby taką interpretację. Sam przymiotnik "nieprawomocny" w sumie sugeruje, że wyrok w sensie prawnym jeszcze nie istnieje, ale to jest tylko przymiotnik, który w interpretacji i dyskusji potrafi być zmarginalizowany.
Zaczynając to pisać, chciałem wskazać, że prezydent miał prawo ułaskawić. Dobrym przykładem jest hipotetyczne zapisanie, że pojazd uprzywilejowny może na sygnale wjechać na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Wiemy też, że istnieje w prawie zakaz wjazdu na żótym świetle. Wspomnę o błędnym sformuowaniu wjeżdżania na skrzyżowanie, które ma dotyczyć ruszania podczas żótłego, a nie przejechania na rozpędzie, gdy światło nagle się zmieni, ale policjanci i blondynki potrafią to zrozumieć inaczej. Zatem to wygląda jak próba wystawienia mandatu przez policjanta blondynkę za przejazd na żółtym świetle, gdy wedłu niego prawo przejazdu przysługuje wyłącznie na zielony i czerwonym dla uprzywilejowanych. Żółty to tylko zapowiedź czerwonego (po zielonym), więc logika podpowiada, że skoro przywilej dotyczny czerwonego to i żółtego. I kłóć się teraz z policjantem.
Po logicznym rozpatrzeniu ułaskawienia skazanego nieprawomocnie wyszło mi jednak, że sytuacja jest jednak inna i oczekiwania prezydenta, że ułaskawienie kończy sprawę, jest sprzeczne z duchem prawa i literą prawa, a więc to on wychodzi na blondynkę. Potoczne rozumienie i wygodna interpretacja określeń doprowadziły do nielogicznej decyzji ułaskawienia niewinnego. Mariusz Kamiński jest niewinny, bo nie zaakceptował propozycji sądu i miał do tego prawo. Prezydent Andrzej Duda usiłuje ułaskawić niewinnego, mimo że konstytucja daje prawo ułaskawiania tylko skazanych. Skazany nieprawomocnie to jak skazany na niby, wirtualnie, w przyszłości. Nie można tego skrócić do skazany, bo zmienia to sens i istotę. Z przykrością muszę stwierdzić, że przeciwnicy prezydenta mają tu rację i rozprawa apelacyjna powinna się odbyć. Prawdopodobnie ułaskawienie się nie przeterminuje, nie jest bezprawne, bo ciągle będzie dotyczyć tej samej osoby i tych samych oskarżeń, jednak powinno zadziałać dopiero po faktycznym skazaniu wbrew oświadczeniu prezydenta.
Pozostaje jeszcze kwestia oskarżeń o wyręczanie sądu i nadużycia uprawnień. Tu też w założeniu chciałem obronić prezydenta i tym razem nie znalazłem błędów swojego przekonania. Duda nikogo nie skazuje na karę. Nie ma władzy sądowniczej. Nie wygłasza wyroków. Nie kwestionuje uniewinnień w sprawach sądowych, nie podnosi kar skazanym przez sąd. Ma wyłącznie prawo do łaski i tylko z tego skorzystał. Biorąc powyższe wnioski pod uwagę wychodzi, że prezydent zasugerował kolejnej instancji w sprawie Mariusz Kamińskiego, że według niego jest niewinny. Zamiast odciążyć sąd, obciążym go swoim wstawiennictwem jeszcze przed wydaniem wyroku. Oczywiście może wpłynąć to na wyrok (o ile sąd z godnie z prawem będzie kontynuował sprawę), ale takie prawo ma prezydent. Może ułaskawić skazanego, może także zapowiedzieć ułaskawienie tak samo jak oskarżony jeszcze przed wyrokiem (tym na niby, nieprawomocnym) może zapowiedzieć odwołanie od propozycji sądu. Tu nie ma nic nagannego. Może być co najwyżej nietaktowne, nieeleganckie, ale równocześnie słuszne i prawe.
To
EDIT: Rozważania błędne ze względu na pomyłkę w tekscie z konstytucji.
Art. 139 Konstytucji RP stanowi, że „Prezydent Rzeczypospolitej stosuje prawo łaski. Prawa łaski nie stosuje się do osób skazanych przez Trybunał Stanu."
To oznacza, że dałem się podpuścić propagandzie medialnej i w domyśle założyłem, że jest wzmianka, kogo dotyczy łaska. Jest tylko kogo nie dotyczy. Pamięć jest ulotna, a moim błędem było nie upewnienie się, co do zapamiętanej treści artykułu konstytucji. Przepraszam za stracone minuty czytania i dziękuję za liczne komentarze.


Komentarze
Pokaż komentarze (72)