Jak już zostało zauważone nie przez jednego obserwatora, im większy hejt, panika, gorączka wokół rządu, tym wierniejszy staje się elektorat PiSu, a nieprzekonani upewniają się o potrzebie zmian. Kaczyński stał się niezatapialny?
To wszystko zależy od umiejętności. Jedno podejście było 10 lat temu i za słaba technika i doświadczenie, za mała deska, za duża fala, nie taka pogoda zwaliły ujeżdżacza fal, przemiętosiły go siły głównego nurtu, sprowadziły na prawie same dno i niemal pogrzebały na zawsze, jak śmiałka bliźniaka, który niemal do końca utrzymywał się zabójczej fali.
Teraz jest inaczej. Deska jest bardziej sterowna, bardziej świadoma, jakby sama skręcała tam, gdzie powinna. Dzięki lepszej technice i doświadczeniu, większa i ostrzejsza fala daje tylko lepsze możliwości zapunktowania, popisania się przed konkurentami i kibicami. Irytacja nagłym zwrotem akcji w wyniku wyskoczenia jak filip z konopii starego czarnego konia turnieju powoduje tylko zamęt, nieroztropność, a więc i pośliznięcia zamurowanych rywali. Spóźnieni, wskakując natą samą falę, nie mogą już nic zrobić, więc skupiają się na podstawianiu przysłowiowej nogi. Wygląda to żałośnie tym bardziej, że serfer jedzie dalej, omija główki przeszkadzających i próbujących załapać się na tą samą falę nowych graczy, zachwiany w równowadze budzi nie małe emocje wśród widzów, ale ciągle przyśpiesza i w chodzi w widowiskową fazę okrywania się urokiem i dostojnością poskramianego prawdziwego wielkiego żywiołu. Głowią się wszyscy, jak to możliwe? Ciągle płynie! Ostatnia przeszkoda na drodze. To nie jest zawodnik. To sędzia zawodów, który ustawia się na kursie kolizyjnym. Publiczność obserwuje z zapartym tchem, co zdarzy się za moment? Mistrz odpuści deskę i da się zmielić fali, zadowalając się niesamowitym, ale nie dającym gwarancji ostatecznej wygranej rezultatem, czy twardo przejedzie prosto po, nawet po czaszce arbitra? Czym to grozi? Dyskwalifikacją dla zawodnika? Zgonem i końcem kariery dla opornika? Deska wytrzyma?
Nie trudno dostrzec, że publiczność jest podzielona skrajnie na tą, co nagle zatroskała się o życie i zasady moralne, oraz trzymającą kciuki za śmiałkiem usiłującym dokonać czegoś niezwykłego.
Takie ryzyko zawodowe, więc kontuzje, a nawet tragedie w tym sporcie są nieuniknione, jeśli strony nie potrafią się odnaleźć w sytuacji i na czas usunąć się z kierunku kolizyjnego. Kto będzie ofiarą, a kto zrealizuje swój "podstępny" cel? Oglądajmy!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)