Jerry.from.lublin Jerry.from.lublin
983
BLOG

Sztuka wojny. PIS a zwycięstwo. Część I.

Jerry.from.lublin Jerry.from.lublin Polityka Obserwuj notkę 9

 

I. Strategia

Celem każdej wojny jest zwycięstwo. Największym zwycięstwem jest zwycięstwo bez walki. Polska scena polityczna będąc emanacją dziesiątek lat peerelowskiej indoktrynacji i dwudziestu lat skutecznego niszczenia próbujących się odrodzić podstawowych zasad i wartości wolnego społeczeństwa nie daje szans na zwycięstwo bez walki. Cele jakie Pis stawia na 116 stronach „Raportu o stanie Rzeczpospolitej” w sferze pojęć ogólnych sformułowane są prawidłowo o czym świadczy histeryczna reakcja prorządowch mediów i polityków platformy.

Jeszcze nie zanikły piksele po pierwszym czytaniu raportu a już posypały się argumenty ad personam pomijające całkowicie meritum sporu. Trwająca kampania licytowania się na kaszubskość i śląskość wskazuje, że „medialna wajcha” przełożona została na pozycję „zasłonięcia tematu” wyolbrzymionym i w większości wymyślonym problemem. Łatwość z jaką media niemal równocześnie zajęły się tym tematem wskazuje że „wajcha” nie jest fantastycznym elementem „pisowskiej” teorii spisku. Wartości prezentowane w „Raporcie…” są dobrym fundamentem określającym cele i zamierzenia PIS-u mimo, że paradoksalnie dokument ten opisuje stan państwa pod rządami platformy. Zamierzenia Jarosława Kaczyńskiego są łatwo dostrzegalne jako program a rebours.

 

II. Taktyka

Określenia celów działania w perspektywie roku, dwóch czy dziesięcioleci to jedno. Sposoby ich realizacji, zastosowanie środków i sił to drugie. Zwycięstwo z siłami dla których zasady i normy cywilizowanego świata to przejaw słabości wymaga innych metod niż stosowane w kampaniach starych demokracji.

Dla „europejczyków” spod znaku Platformy czy Unii Wolności nie jest powodem do wstydu działalność Palikota czy Niesiołowskiego. Korzystają przy tym w nieograniczony sposób z przyjaznych im mediów. Media głównego nurtu są w 100% przeciwne PIS-owi. Trwająca cały dzień propaganda zaczynająca się od żarcików w porannych audycjach a kończąca antypisowskimi tyradami Lisa czy innego dziennikarskiego czy profesorskiego guru TVN czy TVP jest elementem życia politycznego którego większość konsumentów informacji nawet nie dostrzega. Ilu widzów zauważyło, że strzały w biurze poselskim PIS w Łodzi jako temat zniknęły z mediów szybciej niż „Irasiad” Lecha Kaczyńskiego? W Faktach TVN po opublikowaniu „Raportu…” prowadzący zapowiadając materiał o tym wydarzeniu powiedział (cyt. z pamięci) „gdyby to co napisano w Raporcie byłoby prawdą wszyscy powinniśmy już dawno wyemigrować”, ilu oglądających zwróciło na to, że dokument głównej partii opozycyjnej w programie jakby nie było informacyjnym został zdeprecjonowany już pierwszym zdaniem.

PIS musi wziąć pod uwagę ten medialny przechył ponieważ aż do samych wyborów nic się nie zmieni. Co więcej, będzie gorzej, zbliżające się wybory będą zaostrzać ton mainstreamowych mediów tworzących wizję egipskich plag spadających na Polskę po zwycięstwie Pis-u. Rezygnacja z występów u pałających „miłością” dziennikarzy typ Olejnik, Lis czy Kuźniar nie pociągnie za sobą strat dla PIS-u. W rzeczywistości czy przedstawiciele PIS pojawią się to dla wymowy tych programów nie ma znaczenia. Również widzowie tych programów pozostają ci sami. Koniecznością jest twórcze wykorzystanie internetu jedynego medium nie podlegającego prostym wpływom partii „miłości”. Może to przybrać formy intelektualnych rozważań prezesa ale również wezwanie internautów do np. twórczego zinterpretowania haseł PO w rodzaju „Nie róbmy polityki…”, czy innych w formie filmów (jak wygląda II Irlandia), tekstów (jak mogłoby wyglądać expose Tuska po czwartych wygranych wyborach i kolejnych niespełnionych obietnicach) czy plakatów (słońce Peru w obiektywie i Photoshopie) itd. Celem stać się powinni również funkcjonariusze aparatu propagandy. Ośmieszania i wytykanie ich pustosłowia i braku refleksji służyć powinno wskazywaniu jakie mechanizmy wyniosły ich na pozycję „autorytetu” mam tu na myśli np. Wajdę, Olbrychskiego, Bartoszewskiego czy udających obiektywizm „ekspertów” z TVN. Można sobie darować polemiki z Gazetą Wyborczą. Większą moc miałaby informacja, że gazetę tą PIS będzie ignorować, co nie przeszkodziłoby w stworzeniu np. strony lzegw.pl (wiem, wiem nazwa nie najszczęśliwsza to od „łże GW”) gdzie można by prowadzić spór bez autoryzowania samego medium.

Przedsięwzięcia medialne, polityczne z założenia są również przedsięwzięciami komercyjnymi. Nawet w naszej polskiej rzeczywistości nie mogą w nieskończoność brnąć w śmieszność. „Wajcha” istnieje ale nie może ignorować konsumentów i rynku. Prawicowe inicjatywy z ostatnich miesięcy (Salon24, Uważam Rze, Radio Wnet, wPolityce.pl) nie pozostają niezauważone. Incydent z Polsatu („bogoojczyźniane patriotyzmy”) i próby jego usunięcia przez Polsat z internetu wskazał, że ta konstatacja jest prawdziwa. Nietrudno znaleźć kompromitujące wypowiedzi celebrytów salonowych w rodzaju Żakowskiego, którzy opluwając prezydenturę Lecha Kaczyńskiego z powodu wymyślonych gaf teraz bronią prezydentury Komorowskiego rzeczywiste gafy przemilczając czy ośmieszając się bredząc o dysleksji. Celne punktowanie medialnego oszołomstwa przynajmniej część wyborców skłoni do refleksji. Przebijanie się przez mur niechęci do PIS-u i Jarosława Kaczyńskiego jest koniecznością. Nie sztuka zdobyć 25% głosów. Sztuka zabrać głosy platformie i SLD. Niestety w PIS nie dostrzegam refleksji odnośnie motywów społecznej niechęci. Poprzestaje się zwykle na stwierdzeniu, że jest nieracjonalna i spowodowana medialną nagonką salonu. Stwierdzenie w części słuszne tylko, że całkowicie jałowe. Niechęć ta istnieje i jest faktem z którym na kilka miesięcy przed wyborami należałoby się zmierzyć.

Wysoki poziom intelektualnego sporu, który Kaczyński chce utrzymać nijak ma się do społecznych nastrojów. Gdy w Salonie24 Jarosław Kaczyński zrugał Igora Janke za „dziennikarzenie” wskazał też że nie rozumie do końca mechanizmu jaki musi wykorzystać żeby wygrać wybory. Panie Jarosławie! Potrzebny jest przekaz w części ludyczny z wszystkimi tego konsekwencjami. Donald Tusk opanował go do perfekcji. Gdy jest miedzy powodzianami szuka tego co „spieprzył sprawę”, gdy jest między celebrytami jest antycelebrytą (niecelebrytów jest więcej niż celebrytów) równocześnie się do nich łasi jakim to jest równiachą (palił trawkę, nosił długie włosy) a oni jedzą mu z ręki, gdy jest pytany o afery z marsową miną plecie o podwyższonych standardach co nie przeszkadza mu poprzeć Karnowskiego i zabić aferę hazardową (jaką aferę hazardową? Przecież to premier zaczął walkę z automatami!). Każdemu mówi to co chce usłyszeć i jak chce usłyszeć. Polityka uległa tabloidyzacji czy twitteryzacji. 116-sto stronicowy przekaz dotarł do paru tysięcy, do reszty dotarło że Kaczyński obraził Ślązaków i Kaszubów. Nieważne, że to nieprawda, media salonowe będą się tym karmiły do wyborów. Niestety ludyczność i prostota przekazu w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego będzie dramatem. Co gorsza w PIS brakuje poza paroma przykładami odpowiednich ludzi. Jeden Jacek Kurski to za mało. PIS postrzegana jako partia żałoby i smutku nie wygra wyborów. Po prostu. Czas płynie. Dwadzieścia lat temu wybory wygrywało poparcie z natury tradycyjnie nastawionej wsi. Teraz konieczne jest poparcie mieszkańców miast. Dla nich (a sam jestem z miasta – ale to brzmi…), istotna jest praca, wykształcenie, godziwa płaca, dostępność kredytów i w następnej kolejności co by o tym nie mówić rozrywka. Wieczorne wyjście na piwo. Ścieżki rowerowe, kino, place zabaw dla dzieci, zmiana samochodu. Spokojne życie. Aktualnym problemem nie jest raport Anodiny ale to gdzie wyjadą w wakacje.

Nie należy obrażać się na fakty. PIS po części z winy mediów ale również z własnej postrzegany jest monotematycznie. Pochody, miesięcznice, smutek. Pytanie czy zdobycie i tak już posiadanych 25 % to wszystko? Czy może jednak Warszawa warta jest mszy? Cele strategii są warte tylko tyle ile możliwości ich realizacji. Najpiękniejsze słowa, wartości i wiara zostaną na papierze jeśli wyborca nad urną wybierze luzackiego Donalda. Jak bardzo PIS chce wygrać wybory? Bo jeśli moc tej chęci mierzyć walką o głosy niezdecydowanych lub wrogo nastawionych to można sobie darować walkę wyborczą.

 

W części II (jak tylko czas pozwoli):

III. Bitwy

IV. Potyczki

V. Wojna psychologiczna

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka