El comandante Tusk ma problem. I problem mają pochodzące z własnego nadania elity III RP. Sprawowany niepodzielnie od dwudziestu lat rząd dusz do tej pory z łatwością zapędzający przeciwników do kąta pt. „wariaci i szaleńcy” jest na granicy wydolności. Wydarzenia ostatnich dni i wściekła reakcja na nie prosalonowych mediów wykazała, że ich zdolności kształtowania rzeczywistości wyczerpały się. Co jeszcze mogą zrobić, jakimi jeszcze słowami spostponować Kaczyńskiego. Wykorzystują już ostatnie strony słownika „małego peowca”: „faszysta”, „szaleniec”, „cham”. Bezsilność i strach widoczny w wypowiedziach funkcjonariuszy propagandy w typie Nałęcza, Niesiołowskiego, Kuca (tz) i innych pomniejszych palikotopodobnych zwiastują koniec świata który znają i który stworzyli dla własnej wygody.
Przedsmak tego jak są zaskoczeni widać było już 11 listopada, „marsz niepodległości” wymyślony przez propagandę Gazety Wyborczej jako neonazistowski parteitag okazał się ich kompletną klapą, idioci przebrani w oświęcimskie pasiaki, koordynujący akcją niczym Trocki Blumsztajn i tysiące gwizdków w których nie było nawet pary. Agresorami okazali się lewacy a gazetowi „neofaszyści” wykazali kompletne desinteressement akcją komanda z Czerskiej. O ile łatwiej by było Żakowskiemu czy Lisowi gdyby tłuszcza paliła opony albo samochody, wybuchałyby petardy a górnicy z kilofami atakowali drobnych i słabowitych policjantów. A tu nic z tego. Wiją się więc w talmudycznych rozważaniach publicyści Gazety W., Polityki czy TVN-u, bo znowu agresorami okazali się oni sami w postaci dzielnych dwumetrowych Strażników Miejskich gubernator Gronkiewicz-Walc (tz), mężnie powalających na ziemię młodzież i kobiety. Bohatersko niszczący czyste zło pod postacią tulipanów i zniczy, no i przywracając porządek śmiertelnie zagrożony namiotem i plastikowym stolikiem. W poszukiwaniu nienawiści Gazeta W. wskazała przypadkowego spacerowicza który o 23 w nocy na Krakowskim Przedmieściu został brutalnie zaatakowany przez rozszalały tłum w efekcie czego zatrzymała go policja gdy on w ramach przebaczenia próbował - odciągany przez nic nie rozumiejących mundurowych - podać nogę. Szok zwykłych spacerowiczów oddaje dramatyczna wypowiedz fotografa Gazety, który o zdarzeniu opowiedział bo zapewne z emocji nie mógł robić zdjęć.
Jeszcze niedawno ta prostacka propaganda budzić mogła złość i niedowierzanie, złość, że tak łatwo jest świadczyć nieprawdę i niedowierzanie, że ktoś tak nisko może cenić własnych czytelników. Ale teraz budzi już tylko rozbawienie. Wyborcza et consortes stacza się w kompletną śmieszność budząc zarazem grozę salonu. Nietrudno zauważyć, że wydarzenia z 10 kwietnia uderzyły znacznie mocniej i celniej niż próbują to przedstawiać mainstreamowe media. Maskowanie zaskoczenia i bezsilności nie udaje się a próby ratowania status quo zmuszą rządzących do kolejnych akcji w stylu walki z automatami i dopalaczami. Byle odciągnąć uwagę od deficytu, drożyzny i upadku znaczenia Polski w świecie. El comandante Tusk śpi z otwartymi oczami, wystarczająco zna meandry czy raczej kłonice salonowej polityki by wiedzieć, że człowieka najłatwiej wymienić obarczając winą i tworząc atmosferę nowego otwarcia. Bierut-Gomułka, Gomułka-Gierek, Gierek-Kania-Jaruzelski, Jaruzelski-Jaruzelski (ten nowy, człowiek honoru, nie w mundurze), Tusk-?, wie, że medialna wajcha działa skutecznie. W dniu gdy został premierem, Polska, w mediach pogrążona w straszliwym gospodarczym kryzysie, pełna podsłuchów i knowań tajnych służb, rządzona przez ośmieszającego „nas” kartofla stała się zieloną wyspą otoczoną przez wiernych i kochających przyjaciół.
Ku ich przerażeniu tym razem jednak po wajchę sięga tak nielubiany przez michnikoidów „naród”. I gdy on nie stanie na wysokości zadania będą musieli wybrać sobie nowy naród bo przecież inne rozwiąznaie nie wchodzi w grę.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)