Jerry.from.lublin Jerry.from.lublin
534
BLOG

Kancelaria za zamkniętymi drzwiami cz.2

Jerry.from.lublin Jerry.from.lublin Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 

Iwan Ostachlowicz nie lubił gdy zwracano się do niego per „panie ministrze”, ministrów było wielu a on był jedyny. Niezastąpiony. Prawdziwy Mefisto. Chciał, żeby tak go nazywali: „Mefisto”. Wysyłał fałszywe maile w których pisał o sobie „ten Mefisto”, „tego Mefista”, niestety pracownicy Kancelarii nie podejmowali tropu. W końcu na drzwiach toalety wyciął napis „Iwan to straszny MEFISTO”. Zadbał żeby była z tego afera. Przesłuchiwanie świadków, oglądanie monitoringu, wymiana drzwi, te z napisem cały dzień stały w głównym korytarzu. Każdy pracownik złożył pisemne oświadczanie, że to nie on napisał „Iwan to straszny MEFISTO”. Rządził nastrojami całego kraju, wpływał na największe media, w kancelarii jednak nadal słyszał za plecami obrażające go słowo „czupurek”.

- Trochę finezji, walisz jak z bazuki – Ostachlowicz próbował nadążyć za wzrokiem Stefana Myszkiewicza, posła Pomostu Obywateli – mówimy do tych co się wahają, jak tak zajedziesz remizą, to mogą nie zrozumieć, czy się wystraszyć i nie pluj, mówię poważnie, bo plujesz,

- Jak mogę nie pluć, jak widzę tego całego Gęgaczyńskiego, faszystę jednego, chama, nienawistnika, zamknąć by go trzeba, co to za prawo, że nie możemy go zamknąć, przecież to szaleniec, nie możemy zamknąć szaleńca, Kielich to psychiatra, nie możemy?

- Porozmawiam z premierem – Ostachlowicz z ulgą zamknął drzwi, wytarł twarz i krawat, „zasługuję na więcej, może Orlen albo Lotos, czy jakaś inna Enea”,  

- Znowu Myszkiewicz?

- Tak panie premierze, znowu, chce żeby zamknąć Gęgaczyńskiego,

- Żeby to było takie łatwe,

- To samo mu mówię, nie dociera,

- Zobacz Iwan – premier wskazał głową na układającego gazety Głasia – to jest gość, zapiernicza cały dzień tutaj, potem jedzie do chałupy tego Niemca, grabi liście, maluje rynny, naprawia…, prawdziwy człowiek renesansu,

Ostachlowicz zmusił się do wykazania zainteresowania Głasiem.

- Pawełku skocz po pizzę – cicho szepnął premier, zanim skończył, Głaś zniknął za drzwiami,

- Widzisz, świetny jest, nie?

- Świetny…

- Co się dzieje, markotny jesteś,

- Mamy problemy, ceny rosną, bezrobocie rośnie, inflacja rośnie, ciężko jest, TNV i Satpol pomagają ale ciężko jest…

- Co z ciebie za pierowiec? – oczy premiera zamieniły się w dwie kreski – wszystko k… rośnie a ty mówisz, że jest ciężko, czy ja mam wszystko robić? czy ja tu k… sam jestem?

Ostachlowicz zrozumiał swój błąd, zimne dreszcze przebiegły mu po plecach,

Rusk usiadł za biurkiem.

- Siadaj,

Ostachlowicz usiadł.

- No bez przesady, na krześle… - Rusk uśmiechnął się – ja rozumiem, wszystko rozumiem ale sprawy państwa to nie w kij dmuchał, to majestat, powaga, i takie tam, musimy pokazać ludziom na co nas stać. Myślę, że należy rozwiązać problem kiboli. To temat na najbliższe miesiące. Bezpieczne boiska, ojcowie z synami, orliki i tak dalej, Euro 2012, rozumiesz, musisz to tylko rozwinąć. Zróbmy akcję w Gazecie Wyborowej „Kibicować po ludzku”.

Ostachlowicz zrozumiał, że nieprzypadkowo Rusk jest tym kim jest.

- Możemy zawiązywać kluby „prawdziwego kibica” w TNV – wyszeptał,

- No widzisz, jak chcesz to możesz, i tak dalej, alleluja i do przodu – oczy premiera znowu błyszczały dobrotliwie –  trzeba tylko widzieć sprawy takimi jakimi są, a nie od razu płacz, że cukier czy coś tam, trzeba mieć proporcję, po co ludzie jedzą tyle cukru, zapytałem się żony ile my zużywamy, wiesz co powiedziała? Kilogram na trzy miesiące. Trzy. Niechby nawet kosztował 10 zł, to co? Wydam 20 zł więcej w rok. Rozumiesz? W rok. Jaki to problem? Proporcje, rozumiesz?

- Możemy też pokazywać CBŚ jak aresztuje kibolskich hersztów,

- Hersztów! Widzisz! I o to chodzi. Właściwe słowa, właściwe proporcje, zobacz jak załatwiłeś Gęgaczyńskiego, myślał że nam podskoczy, a tu pięknie go rozprowadziłeś, najdroższy sklep, że zagubiony i ta Biedronka, genialne,

- Tak, panie premierze, wszystko dla dobra… - Ostachlowicz łkał, serce wypełniło mu światło i wiara – wracam do pracy!

- I tak trzymać, pamiętaj, proporcje!

Ronald Rusk odetchnął, poczuł samotność, dojmującą. „Samotność krótkodystansowca” pomyślał. Nie chciał z nikim rozmawiać. Na telefonie zabłysła żółta lampka. Bulowski. Na szczęście wszedł Głaś z pudelkiem pizzy.

- Powiedz mu, że mam spotkanie z ambasadorem Surinamu,

Głaś podniósł słuchawkę.

- Tak słucham, nie, nie ma, ma spotkanie z ambasadorem … jakimś, tak, przekażę, ja również…

- Świetnie Pawełku, możesz zjeść boki – powiedział rozradowany premier, pizza była taka jak lubi, z podwójnym serem.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości