– Jawohl! - minister Arabski wyprężył się i ścisną kolana,
– Arabski, przestań! - Tusk zmarszczył brwi – to nie jest zabawne,
– Jest, jest - Mucha zachichotała – szczególnie jak próbuje wciągnąć brzuch i strzelić obcasami, hi, hi,
– Wciągnij brzuch Tomku – Tusk wbił wzrok w okrągłą jak księżyc twarz Arabskiego - no rzeczywiście, śmieszne,
Donald Tusk przeciągną ręka po twarzy, postanowił pomyśleć. Minęła chwila. Zmienił zdanie.
– Dzwoniła Aniela?
– Nie panie premierze, ale czuwamy przy telefonie,
– Dlaczego nie dzwoni? Szczyt się zbliża, w tefałenie powinni powiedzieć, że się konsultują z nami, - premier zmarkotniał,
– Może – minister Graś pochylił się nad Tuskiem – może zadzwonimy i odłożymy słuchawkę? Zobaczą kto dzwonił i oddzwonią?
– Nie pochylaj się nade mną, wiesz że tego nie lubię,
– Przepraszam, to się już nie powtórzy,
Premier podszedł do okna, spojrzał gospodarskim okiem, znowu chciał pomyśleć, ale poczuł ból w lewym oku. Odwrócił się, Mucha, Graś, Arabski, Sikorski i Rostowski zbili się w gromadkę w rogu gabinetu. Nie chcieli przeszkadzać. Wyglądali jak stado owiec na które dybie wilk. Premier poczuł ulgę, lubił to uczucie.
– Ho!! - krzyknął znienacka,
Mucha zemdlała, Rostowski piszcząc próbował uciec, pomylił drzwi z szafą, wypadły na niego roczniki Gazety Wyborczej, Sikorski przewrócił biurko i wystawił rękę z długopisem,
– O przepraszam Donku, stare przyzwyczajenia – Radek – Radosław błyskawicznie poderwał się na równe nogi, znowu wyglądał jak angielski arystokrata, odgarną kosmyk z twarzy,
– Nic jej nie jest? – Tusk udał zainteresowanie – Musze... - dodał widząc jak Graś z Arabskim składają Wyborcze numerami,
– Nie nic, chyba, oddycha – Graś końcem buta trącił minister sportu,
– Nic mi nie jest! - Mucha usiadła niezgrabnie – Ale ty jesteś, Donku, filutek...
Tusk zmarszczył brwi, wystarczy tych żartów. Czas decyzji nadszedł.
– Dobra, musimy się zastanowić nad naszą strategią na szczyt – żeby nie wyszło jak z twoim występem w Berlinie – Tusk wymownie spojrzał na Sikorskiego – jeszcze parę takich a nawet nasze media nam nie pomogą...
– Nie zgodzę się – Sikorski znów wyglądał nobliwie – pomogą, mamy99 % czasu telewizyjnego i92 % gazet i tygodników, jak nie oni to kto? Co Walter nam pobruździ?
– Właśnie – wtrącił Graś – Walter, dobre... Albo Solorz...
– Albo Braun... – Mucha koniecznie chciała zaistnieć,
– Wystarczy! Gdzie byśmy byli gdyby nie ja – Tusk poczuł ciężar na barkach – wy tu, Walter to, Solorz tamto, a kto ich musi trzymać na krótkiej smyczy? No kto? No, właśnie, Donek. Myślicie, że to samo przychodzi? Ile się trzeba nagimnastykować, naprzypominać o tych wszystkich Panamach i Austriach... Naprzyjmować tych wszystkich Sergiejów i Wasylów? Ech...
Zapadła niezręczna cisza.
– No dobra, nic to nie zmieni, przydajcie się do czegoś, Radek referuj...
– Nasza strategia zakłada walkę o to by wszyscy usłyszeli nasz głos w Europie, zaproponujemy w związku z tym hasło szczytu „Głośny głos Europy!” Z wykrzyknikiem. Dodamy do tego film, że niby ktoś goni Europę a ona mu ucieka i to skutecznie. Hania ma już ten film. No i wspólne zdjęcia, mamy zgodę Anieli żeby Donek stał w pierwszym rzędzie. Nawet na mnie to robi wrażenie.
– Nieźle – Rostowski pokiwał z uznaniem głową,
– Naprawdę nieźle – dodał Graś,
– Wzruszyłam się – Mucha obdarzyła Tuska uśmiechem,
– Miesiące wytężonej pracy – Tusk nie krył zadowolenia – no i co, Kaczyński przy mnie to mały pikuś,
– Pan Pikuś – zażartował Arabski i zaraz tego pożałował widząc niknący uśmiech premiera,
Premier nie zdążył zniszczyć Arabskiego bo do gabinetu wkroczył major Pluta, zasalutował,
– Dzwoni Berlin panie premierze!
Tusk poczuł skurcz w żołądku. Pomyślał, że uczestnictwo w światowej polityce to prawdziwe wyzwanie.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)