Blogowanie jako sposób na kaszel czyli dlaczego fajnie być bucem
Zaraz ktoś zauważy, że na salonie jest z 10000 blogerów którzy mają prawo pisać o blogowaniu, bo napisali setki notek i tysiące komentarzy, a ja tu się rozpycham. Skądże znowu. Mogę pisać o tym bo nie jestem blogerem. Bloger to gość który codziennie zamieszcza artykuł a cała jego twórczość ma jakąś myśl przewodnią. Świątek, piątek a on pisze codziennie np. o kapeluszach i kapelusznickiej modzie. Na ten przykład Kasia Tusk albo taki bloger Stary, Stary to w ogóle ciekawy przypadek, zwrócił moją uwagę swoimi jak mi się wydawało infantylnymi jednowyrazowymi tytułami. Zawsze trafia na stronę główną więc jakiś ani chybi infant siedzi na zwrotnicy administracyjnej i jemu te tytuły się podobają. Zastanowiło mnie to. Kiedy czasem czytam Starego zawsze mam to samo odczucie albo że ktoś mi wyrwał trzy minuty z życia albo że zostałem wy… przez wielkiego murzyna z Alcatraz. Zwykle jedno i drugie. A jednak zawsze Stary trafia na stronę główną. Musi być w tym jakiś klucz, zagadka, tajemnica, kwi pro kwo. Nagle dotarło do mnie, że kluczem są tytuły które tak nieostrożnie uznałem za infantylne. Wystarczy połączyć je w zdanie by to odkryć. Posłuchajcie: „…szantaż meandry hamletyzowanie recepty strzelanina przyszłość przeszłość wierność bufonada kryteria rzewność możliwość prymas raki bonus pozoracje procedury spiętrzenia malaria ceremoniał koprofagia środki sentymenty układy wyobrażenia inzynierya, bizmesy nadmiar obrzędy cel ofiary szanse pedofilia rozeznanie biegłość…” myślę, że wystarczy. Rozumiecie? Tytuły połączone w zdania tworzą całkiem nową notkę Starego, nie dość że jest tu logika i język znacznie przekraczające klasą i poziomem to co Stary zwykle zawiera w swoich notkach które jak się okazuje są tylko pretekstem do przekazania wielkiej, zaje…cie wielkiej myśli to jeszcze bierze w tym udział administracja Salonu. Wielka rzecz. Zaje..cie wielka rzecz. I pamiętajcie byłem pierwszy.
W podobny choć nie tak genialny sposób Stronę Główną zdobią artykuły Skalskiego albo mistrza Libickiego albo spoconego Monety. Czytając je każdy bloger Salonu musi czuć się tak jak ja bym się czuł gdybym był blogerem. Czyli jak ten sęp co to wyrywał wątrobę z tego biednego, głupiego Prometeusza. Możemy skosztować kawałek ciepłego, jędrnego, ociekającego krwią mięska a oni i tak następnego dnia znowu wiszą żywi na skale, tzn na stronie głównej. I nic na to nie poradzimy. Boski Infant jest poza naszym zasięgiem.
Ma to jakiś niezwykły związek z ostatnią notką Coryllusa tą o facetach i bucach. Głównie poprzez to, że niemal wszyscy na Salonie to takie właśnie buce, płaczące na randkach i szukające akceptacji. Wiem bo sam takim bucem jestem, co prawda na randkach nie płakałem ale jak ten tata jeleń na Bambim umierał… Bucowstwo jest cechą każdego dobrego blogera, nie czarujmy się prawdziwy facet jak na przykład mój dziadek blogerem by nie został, miał w życiu ważniejsze sprawy, zbudował trzy domy, kuźnię, osiem dużych budynków gospodarczych, kupił w końcu 200 ha ziemi. Teraz ma 93 lata i czasem wzdycha „ach żebym znowu miał 70 lat…” Nie chcę szukać przyczyn bucowstwa zostawiam to mądrzejszym, wiem tylko, że nie będzie lepiej, populacja buców będzie się powiększała i zarazem karlała. Za jakieś dwadzieścia lat będą tu biegały buce wyglądające jak mamuty o wielkości tapira. Każdy będzie miał 100000 znajomych na fejsie i nikogo z kim można się napić wódki. Nie będą płakali bo marycha będzie sprzedawana jak Tic Taci. Za to każdy będzie blogował.
Więc o co chodzi z tym kaszlaniem? Każdy bloger pisze o sobie. Tylko o sobie. Nawet jak pisze notkę pod tytułem „wzrost gospodarczy Peru a chińskie problemy z łupieżem”. Podobnie jak pisarze. Oni też piszą tylko o sobie. Każdy kto coś tworzy robi to tylko z myślą o sobie. Jak ktoś zarzuci, że beletrystyka to ok. ale co z tymi co tworzą dzieło pt. „historia Szwajcarii”, nie żartujmy, oni też piszą tylko o sobie, Szwajcaria to tylko alibi. Gorzej z tymi co piszą o inseminacji albo podatkach, w ich przypadku to po prostu straszliwa determinacja. Ci to dopiero płaczą na randkach. Cechą buca i zarazem blogera jest psychopatyczne skupienie się na sobie, tak psychopatyczne, że czują potrzebę opisywania każdej podróży dookoła swojego pokoju. A gdy jeszcze do tego zakaszlają to wtedy koniec, sypią się tysiące notek, miliony komentarzy a bloger zamieszcza swoje zdjęcie. Jak zamieści zdjęcie to jest jak wybuch Toi Toia, należy uciekać nie oglądając się. Następnym i ostatnim etapem jest napisanie książki pod tytułem „Alfabet…”.
Jako blogujący niebloger mam o tyle ułatwione zadanie, że kompletnie z niczym to moje pisanie nie ma związku, a akceptacja o którą zabiegam ma charakter warunkowy i nikomu nic do tego. I szczerze powiedziawszy teraz gdy kolejna moja podróż dookoła pokoju dobiega końca czuję się świetnie. Bo wiecie, bycie bucem ma swoje dobre strony, jedną z nich jest głębokie przekonanie, że to inni są wszystkiemu winni. A my biedne żuczki… no co my możemy zrobić?
1222
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (80)