Nie wiem jak rozumieć wypowiedź byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego. Jedną konkretna, nie mającą szczególnego związku z przedmiotem prac komisji hazardowej. Jarosław Kaczyński praktycznie stwierdził, iż firmy państwowe powinny być preferowane. Zwłaszcza gdy mają znaczny udział w rynku, stąd nie widzi niczego nagannego w pisaniu przez te firmy ustaw ich dotyczących tudzież korzystaniu z fachowców zatrudnionych w tych firmach.
Obecnie (w końcu) można produkować na małą skalę wina i nalewki. Alkohol to jedna z tych „grzesznych” sfer działalności człowieka. Należałoby rozumieć, iż Jarosław Kaczyński, w przypadku zmiany prawa z wiązanego z przeciwdziałaniem alkoholizmowi, posługiwałby się specjalistami z państwowych molochów.
Na szczęście w tej dziedzinie mamy już generalnie własność prywatną i dużą konkurencję.
Niemniej zaprezentowane podejście byłego premiera jest, bym powiedział, słabo osadzone w rzeczywistości. Co by spowodowały takie konsultacje? Otóż wyrażę przypuszczenie graniczące z pewnością, iż konsultanci z państwowych molochów za skuteczną formę zwalczania alkoholizmu widzieliby wprowadzeń obostrzeń. Czyli na przykład zaproponowaliby obowiązek posiadania przez wytwórcę odpowiedniej klasy laboratorium, spełnianie rygorystycznych wymagań technologicznych, certyfikatów i innych bzdetów, które, de facto, służyłyby tylko eliminacji małych. Bo przecież nie można truć narodu. Czy to przeciwdziałałoby alkoholizmowi? A czy alkoholik pije miody pitne, nalewki, tudzież wina z małej winnicy – wszystko kosztujące po kilkadziesiąt złotych za butelkę? Czy też bardziej jest nastawiony na tzw czystą, tudzież wina marki „rocznik bieżący” po kilka, kilkanaście złotych?
A co z innego rodzaju działalnością ludzką? Mniej „grzeszną”? Czy na wydobycie i przerób gazu łupkowego miałyby szansę tylko firmy z udziałem skarbu państwa, a te całkowicie prywatne nie, niezależnie od sensowności ekonomicznej takiego posunięcia? Co dalej? Rozkułaczanie?
Zapraszam na mój blog: Honor Habet Onus.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)